Za tamten drwiący śmiech
Za tamto – od dzieciństwa – wieczne niezrozumienie
Dziś w beznadziejna pustkę wołam miłości słowo
Daremnie.
Za każdą łzę wylana przeze mnie,
Za wszystkich moich spojrzeń obojętny chłód
Dziś Twojej bliskości głód,
Wieczne nieukojenie – wieczne nieukojenie.
Nieraz strunami, ech
Bito w serce, jak bliznę by różnić nas na nowo.
Było potrzebne to nasze spotkanie ostatnie
W miejscu przeklętym.
(Tak się witają gałęzie, kiedy drzewo jest ścięte)
Wyblakły miałaś pasiak i wypłowiałe oczy
(śmiertelnie uśmiechnięte).
Przez niezrozumień pochyłość
Głaz bólu się przetoczył. Ból nam też śpiewał Requiem, pierwszą melodię bratnią,
A z dysonansu cierpienia kolczasty drut wyłkał miłość….
Teraz strunami, ech
Biję w serce, jak w bliznę by odczuć Cię na nowo.
O, Matko te Twoje oczy.
Wisła 1945
Facebook
Zwierzolubni