Czas to pieniądz…

Podróżuję ostatnimi czasy po Polsce, zwiedzam urocze zakątki i wielkie miasta, spotykam się z przyjaciółmi, których nie widziałam od lat. Cóż ja na to poradzę, że mi przyjaciół po kraju rozrzuciło i nie tylko. Po świecie też.  Niektórzy przemieszczają się co i rusz, tak jak ja, ciągle się więc mijamy i ciągle nam nie po drodze do siebie. Krajowe drogi coraz lepsze, jeśli chodzi o nawierzchnię i coraz droższe, jeśli chodzi autostrady. Czas to pieniądz, płacę więc jak za zboże, żeby przejechać krótki odcinek właśnie remontowaną autostradą. Okazuje się, w ostatecznym rozrachunku, że  wcale nie wygodniej i nie szybciej. A i widoków do podziwiania po drodze brak.  Płacę też mandaty, chociaż moja Toyotka wiele nie wyciąga ale ograniczenia do 40-tu robią swoje.

Autostrada szeroka jak rzeka

Autostrada szeroka jak rzeka
Przyciskam co sił pedał gazu
Ukochany na mnie dziś czeka
Dojadę i bez drogowskazu

Nagle ktoś machnął lizakiem
Nie tak szybko moja Ty damo
Schowany dobrze za krzakiem
Co go w te krzaki pognało?

Złapać chce tych co na przedzie
Na gorącym zaskoczyć uczynku
To nieważne dokąd ktoś jedzie
Mandat musi być w upominku

Nie istotne, że ktoś tęskni z dala
Nie istotne, że komuś się spieszy
On powiedzieć nic nie pozwala
Co byś nie zrobił, toś zgrzeszył

Hamulec więc piętą dociskam
Ukochany być może poczeka
Autostrada szeroka jak Wisła
Autostrada szeroka jak rzeka

Ktoś mi ostatnio opowiadał, że mierzenie szybkości osiąganej na autostradzie ma się odbywać za pomocą już nie tylko kamer ale prostego liczydła, czyli pracownicy bramek będą porównywali czas do przebytej w tym czasie odległości i na tej podstawie wysnuwali wniosek o przekroczeniu dozwolonych parametrów. W każdym bądź razie, że jest taki pomysł. O ile pamiętam przepisy ruchu drogowego, na autostradzie nie można za szybko ale nie można też za wolno, nie wspominając o zawracaniu czy cofaniu. Powyższe mi się przytrafiło. Cofanie, gdyż rozpędzona minęłam  funkcjonariusza z lizakiem i, żeby zrobić mu grzeczność, wycofałam się do jego poziomu. Podróżuję z psem na pokładzie, zatrzymujemy się dosyć często na różnego rodzaju potrzeby fizjologiczne, tym samym niektóre odcinki autostrad pokonuję w tempie ślimaka….Czy za to ślimacze tempo również zostanę ukarana??

Tak więc zwiedziłam ostatnio wiele, w tym  między innymi bardzo obiecujący obiekt hotelowy, rozłożony infrastrukturą na dobrych kilku hektarach. Albo konno, albo na wrotkach albo meleksem. Inaczej zarządzać się nie da.  Stadnina koni znajdowała się na miejscu. Właściciel był najwyraźniej przewidujący. Środki zostały zaangażowane w inwestycję spore ale chyba zabrakło na końcu na profesjonalną eksploatację po uruchomieniu, ponieważ na jednej nocy z tysiąca możliwych moja podróż się zakończyła. Nie moje pieniądze, nie mój ból głowy i nie moja ekonomia, chociaż czasami nie rozumiem.

Odwiedziłam też wielgachny hotel w środku dużego, targowego miasta. Pusta restauracja, pusty bar, puste lobby. Przygaszone światła, gdyż należy oszczędzać. W żargonie hotelowym mówimy na coś takiego, gdzie należy się poruszać po omacku w ciemnościach -  trupiarnia….Dla nas, hotelarzy, nie ma gorszego widoku i atmosfery niż w pustym hotelu bez gości. Właściciel obiektu trzyma pełnię władzy w garści i ciężko mu się  tą władzą podzielić. Nie chce oddać za żadne skarby, chociażby miał dokładać. Nie moje pieniądze, nie mój ból głowy i nie moja ekonomia, chociaż czasami nie rozumiem.

Siłą rozpędu, cofając się z grzeczności i wrodzonej ciekawości odwiedziłam również coś małego na drodze wylotowej z Warszawy. Dopiero na rozruchu, jeszcze bez odbiorów ale blisko mojego miejsca zamieszkania. Załamałam ręce na widok młodego małżeństwa, które porzuciło dom rodzinny i dzieci, żeby się na dobre zakotwiczyć w obiekcie. W ciasnym pokoju hotelowym spędzają dnie i noce, noce i dnie, dnie i noce i tak dalej, pilnując żarówek, papieru toaletowego i szynki w kuchni, by nóg nie dostała. Faktem jest, że nie tylko gościom ale i pracownikom kradzione się przydaje. Wszak w hotelu jest wszystko do obsługi dnia codziennego, w tym papier dupny również.

W mojej opinii właściciele tegoż hoteliku niczego w ten sposób nie upilnują. Widziałam kucharzy, którzy pod wysoką czapką kucharską wynosili zamrożone schabowe, gdyż nie zamrożone nie stoją na baczność jak czapka i mogą się wyśliznąć. Widziałam wiele różnych rzeczy i wielu nie widziałam. Po to są rozwiązania systemowe, po to jest rachunkowość zarządcza, po to są wskaźniki operacyjne i tak dalej, żeby życia w miejscu pracy nie spędzać na pilnowaniu, niczym dozorca a skupiać się na sprzedaży. Ale nie moje pieniądze, nie mój ból głowy i nie moja ekonomia, tylko czasami nie rozumiem. Chciałoby się rzec, jestem bezrozumna…

Niebo bez Ciebie..

Niebo dziś takie gładkie, bezchmurne
Gwiazd  nie ma na gładkim na niebie
Bez wyrazu dziś niebo, bezrozumne
Niebo bezpłciowe, bo nie ma Ciebie

Gwiazd mi brakuje i brakło księżyca
Złocistego rogala, by drogę rozjaśnił
Nie mogę niebem dziś się zachwycać
Z gwiezdnego pyłu utkać nic z baśni

Nie ma księżyca i gwiazd migotania
Choć noc pogodna, noc bezchmurna
Nie mogę jednego wykrztusić zdania
Bez wyrazu się stałam, bezrozumna

Wszystko dlatego, że zabrakło księżyca. Czasami zdarza się pralnia, koszty również należy czasami gdzieś utopić – powyższe stanowi dobrze znaną tajemnicę Poliszynela, która mnie nie interesuje.  Jestem rzemieślnikiem, który zna i lubi swoje rzemiosło, robi co do niego należy i za to bierze wynagrodzenie. Bardzo dawno temu byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w znamienitym hotelu położonym w Trójmieście. Już na wstępie właściciel obiektu poinformował mnie, że efekty sprzedaży  nie są dla niego istotne. W innym obiekcie zaś, jako atut w negocjacjach o wynagrodzenie inny właściciel wyciągnął fakt, że hotel „się kręci” znakomicie, od gości nie można się opędzić i o sprzedaż nie będę musiała się martwić….samo idzie. Na pierwszy rzut oka szło…i będzie szło..do czasu. Powyższe doświadczenie mam również za sobą.  Odium nowości robi swoje a potem zaczyna się rzeczywistość. Pozyskanie gościa to drobiazg, sztuką jest go utrzymać. Obiad w tymże obiekcie po prostu wyrzuciłam do śmieci. Mrożone pyzy, surowe w środku, nie przeszły mi przez gardło. Nie moje pieniądze, nie mój ból głowy i nie moja ekonomia ale czasami nie rozumiem.

Na koniec powyższych opowieści, które mogłabym snuć bez końca, przypomniał mi się jeszcze jeden obiekt położony w znanej miejscowości wypoczynkowej.  Rozpoczął z rozmachem a potem zaczął się kurczyć. Likwidował i likwidował rozpoczęte działalności, które okazywały się nieekonomiczne. Słuszna racja. Gdy planuje się w oparciu o rachunkowość zarządczą już na etapie tego planowania inwestycji widać, czy coś się opłaci czy nie. Oczywiście przy założeniach można się pomylić ale dynamika przychodów poparta analizą miejsc powstawania kosztów rozwiewa wszelkie wątpliwości w krótkim okresie czasu. Analiza powyższa uwzględniać powinna jeszcze działalności komplementarne, czyli takie, które same w sobie nie wychodzą na dochodowe ale w całości biznesu bez nich żyć się nie da. I te komplementarne są z reguły likwidowane.  Nie moje pieniądze, nie mój ból głowy i nie moja ekonomia ale czasami nie rozumiem.

Kryzys ponoć mamy już za sobą, chociaż media w tej kwestii wypowiadają się bardzo ostrożnie. Wydaje mi się, że wszystkie poczynania gospodarcze należy  postrzegać zawsze w kategoriach kryzysu, który cyklicznie powraca jak bumerang. Kiedy przychodzi fala i wznosi do góry wiadomym jest, że kiedyś opadnie….

Kryzys
Proszę Państwa, czy widzicie
Co wyprawia się w kryzysie
Media straszą, ludzie mdleją
W łeb nam strzelić tylko trzeba
Nie ma pracy, brak perspektyw
Przytłoczenie beznadzieją.
Krzywe lustro – spraw obiektyw
Zdjęcie krzywe – wielka bieda
Koniec Świata, zguba pewna
Lub depresja murowana
Nikt nikogo nie zapewnia
Że przeżyje się do rana.

Proszę Państwa, nie widzicie
Jakie szanse są w kryzysie?
Sinusoidę na swych barkach
Od lat dźwiga gospodarka
Gdy posezon Wam się zdarzy
Uczcie się od hotelarzy
Sztuka z wolna ta zanika
Hotelarska pragmatyka
Pragmatyka to nie wszystko
Trzeba wejść na lodowisko
Figurówki włożyć zgrabne
Zamiast tonąć w mętnej wodzie
Sił spróbować. Powiem prawdę
Z tańcem zmierzyć się na lodzie!

Proszę Państwa, zobaczycie
Piękny taniec jest w kryzysie
Gdy upadek Wam się zdarzy
Znów polecam hotelarzy
Ich tradycja nie znika
Laik w branżę niech nie wnika
Wiwat turystyka!
Lecz się jedno zdarzyć może
Od zdarzenia chroń nas Boże!
Że się zjawi wybawiciel
Złotousty odkupiciel
Dom Wam pięknie wymaluje
W domu tym założy zbroję
Na zbrojeniach minie kryzys
Was zabraknie pośród żywych.

Proszę Państwa, kiepska marka
Wojną dźwiga gospodarkę
Niszczy ludzi, nie rozwija
Drut kolczasty w serce wbija.
To co Cenne, to co Wielkie
Co Odrębne, co Wyniosłe
Co bariery zniosło wszelkie
Ponad szary dzień wyrosło…
Spłonie nagle w krematorium
In memorium!
Auschwitz trzeba uratować
Niech w pamięci się zachowa
Po wsze czasy niech zostanie
Historyczna prawda śni się
Że istnieją tanie dranie
Wybić chcą się na kryzysie.

Proszę Państwa, co się zdarzy
Gdy zabraknie hotelarzy?
Gdzie gościnność polska znana
Gdy w hotelach obce nacje
Od wieczora aż do rana
Zapraszają na wakacje.
Polska kuchnia, polskie dania
Polska wódka szumi w głowie
Kryzys jest do pokonania
Prosta funkcja Wam podpowie
Kiedy krzywa pójdzie w górę.
Niech do głosu dojdzie człowiek
Co gościnność ma w naturze
Troszczy się o swoich gości
Ekonomię zna polskości
Swą gościnność daje w darze

Wiwat hotelarze!

Marzec 2009
Praczka, Paul-Camille Guigou [French Painter, 1834-1871]; Stadnin i droga – Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free