Polowanie

Witaj Iwonko, przesyłam w załączeniu zdjęcia zrobione w listopadzie rok temu w Tsavo West w Kenii. Gdy wyruszałam na safari w poszukiwaniu zwierząt żyjących w ich naturalnym otoczeniu, nie przypuszczałam, że na moich oczach rozegrają się sceny niczym z filmu na Animal Planet – polowania gepardów na impalę. Wypadły z zarośli i tuż przy naszych samochodach dopadły swoją ofiarę. Polowały cztery młode osobniki, a piąty bacznie wszystko obserwował z odległości ok. 50 m. Byłam tak blisko, że widziałam każdy szczegół, nawet to jak ciężko oddychają zmęczone szalonym pościgiem (gepard jest najszybszym zwierzęciem lądowym i na krótkich dystansach może osiągnąć prędkość do 120 km/h). Polowanie to było dla mnie niesamowitym przeżyciem, … robiłam zdjęcia nie mogąc powstrzymać łez, bo był to brutalny akt zabijania, którego byłam świadkiem.

Pozdrawiam,

Ala

Ala jest zapaloną podróżniczką. Jej pasją od zawsze a przynajmniej odkąd ją znam a znam od dawna, były podróże.  Hania, nasza wspólna przyjaciółka mówi o Ali – pokona nawet tysiąc kilometrów, żeby zobaczyć jakiś kościółek. Ala również, jak na główną księgową przystało  jest bardzo skrupulatna. Niejednokrotnie wstrzymywała moją i Hanki – prawniczki -  pracę z godną podziwu cierpliwością poprawiając nasze niedociągnięcia w dokumentach – do poprawy interpunkcji włącznie,  przy wnoszeniu uwag ze swojego zakresu działania. Zatrzymywała nas w biegu, dbając o poprawność merytoryczną i estetyczną dzieła ale to dzięki jej pracy dokument wychodził jak z obrazka i nie wstyd się było pod nim – przede wszystkim  bezpiecznie – podpisać. Wiedza Ali, podobnie jak jej podróżnicza pasja, jest wielka, gdyż Ala wkłada we wszystko co robi całe swoje serce……a nam pozostaje tylko to serce podziwiać.

W najtrudniejszych dla ludzi Orbisu czasach, po wejściu inwestora strategicznego, przyszło nam grać niespotykane dotąd zawodowe role.  Byliśmy  świadkami i  jednocześnie uczestnikami polowania, którego efekt był wiadomy.  Nie każdy się potrafił godnie odnaleźć w zaistniałej sytuacji.  Czasami przeważały instynkty zachowawcze, czasami własny interes, czasami trudne do odgadnięcia pobudki. Scenariusz był zawsze taki sam. Najpierw marchewka aby zrobione zostało, to co potrzeba a potem…. Jedno mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć i napisać, że bez względu na zróżnicowane ludzkie postawy każdy robił co do niego należało najlepiej jak potrafił, według swojej wiedzy i znajomości rzeczy, ponieważ taka była kultura organizacji. Mnie przypadła w udziale pierwsza likwidacja od strony HR-u orbisowskich hoteli, Ala zakończyła z pozycji likwidatora żywot hotelu Europejskiego w Warszawie, w którym pracowała. W połowie tego tragicznego, dla nas orbisowców, procesu likwidacji hotelu – legendy, odszedł na emeryturę dyrektor hotelu a główna księgowa, czyli Ala, na moją prośbę, zajęła jego miejsce po czym zapięła wszystko perfekcyjnie na ostatni guzik. Powyższe dało mi do myślenia, dlaczego stereotypowe, hotelarskie ścieżki karier nie uwzględniają głównych księgowych w procesie rekrutacji wewnętrznej na dyrektorów hoteli.  Jedynym argumentem, który przychodzi mi do głowy jest problem w komunikacji, czyli brak wspólnego „języka obcego”.

Jestem wielką entuzjastką pracy w zespole, bez względu na to ile zespół liczy osób i ile, czasami zdarza się, że i skrajnych, indywidualności. Zbudować zgrany zespół to  wielka sztuka ale jego utrzymanie zakrawa, przynajmniej dla mnie, na mistrzostwo świata.  Zespoły tworzy się, zgodnie ze sztuką, do różnych projektów. Projekt się kończy, zespół się rozpada.  Nie ma celu dalszego współistnienia. A ja jestem pod nieprawdopodobnym wprost wrażeniem naszego orbisowskiego zespołu, liczącego, bagatela,  kilka tysięcy indywidualności, które ciągle są w taki lub inny sposób w kontakcie, pomimo, że Orbis już nie istnieje.  Jak napisał do mnie ostatnio jeden z pracowników hotelu Europejski: przepracowałem w Orbisie trzydzieści lat i komu to przeszkadzało? Odpowiedź jest złożona i ja ją znam ale niech każdy odpowie sobie na to pytanie sam. Na tym kończę operacyjne wywody „głos” oddając Ali, która, pomimo towarzyszącym polowaniu emocjom z najwyższym mistrzostwem zarejestrowała przebieg zdarzenia…….

Dla nas, europejskich mieszczuchów, takie obrazy niczym z Animal Panet  wzięte stanowią nie lada przeżycie. Tym podobnych zdarzeń doświadczamy na co dzień również w wielkim mieście, tyko być może ich nie dostrzegamy aż z tak odległej perspektywy. Ja osobiście doświadczyłam w swoich podróżach jedynie ataku rozzłoszczonego słonia, który, jak się okazało, po prostu należało przeczekać oraz widoku lwic rozszarpujących zdobycz. Jak się wyraził mój znajomy: to dobrze, że były zajęte! W tym kontekście Ala miała równie wiele szczęścia, gdyż gepardy upatrzyły sobie impalę i nasycone zdobyczą nie zwróciły uwagi na inne, potencjalne ofiary do pożarcia znajdujące się w pobliżu……Warto mieć pasję, nieprawdaż?

Zdjęcia Alicja Dutkiewicz



Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free