No i nie ma już Renaty, nie ma Zosi, nie ma Michała, i nie ma…..czarna seria, tak powiedział Maciej. Odchodzili jeden po drugim, jakby byli w zmowie, jakby się gdzieś tam umówili na ważne spotkanie i spieszno im było opuścić ten padół a tym samym opuścić nas. Zostawili nas w szoku, oniemiałych, zaskoczonych, wstrząśniętych do głębi nie tylko nagłą, niespodziewaną śmiercią ale i towarzyszącym jej zrządzeniom losu. Ja ciągle nie mogę się otrząsnąć, tak się mówi, otrząsnąć…..Jeszcze nie tak dawno cytowałam wypowiedzi Zosi opublikowane w Tygodniku Podhalańskim a dzisiaj czytam w tym samym Tygodniku o jej śmierci.
„Na Hawraniu w słowackich Tatrach Bielskich zginęła dziś Zofia Cybulska, wiceprezes zakopiańskiego Klubu Wysokogórskiego i Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, była dyrektor hotelu Mercure Kasprowy (były hotel Orbis” Kasprowy – przyp. mój) w Zakopanem – przyczyną tragedii – jak podają słowaccy ratownicy – było poślizgnięcie na zaśnieżonym, trawiastym zboczu – 1 listopada 2010. ‘
Marek, zaprzyjaźniony z Zosią od lat dyrektor jednego z orbisowskich hoteli powiedział do mnie:
- ja już nie pojadę do Zakopanego, nie mam po co tam jechać. Jeździliśmy do Zakopca nie
dla Zakopca ale dla Zośki, żeby się z nią zobaczyć. Żeby dać jej wsparcie, kiedy się połamała na nartach, żeby spędzić z nią czas, żeby z nią pobyć
Ja jeździłam do Zakopanego dla Zakopanego ale Zosia była dla mnie nieodłącznym elementem tatrzańskiego krajobrazu i muszę przyznać, że wiele jest prawdy, w tym co mówi Marek. Ostatni raz widziałyśmy się w 2005 roku, nie gdzie indziej tylko w Zakopanem, gdyż w tym roku byłam w Tatrach po raz ostatni. Potem już tylko kilka rozmów przez telefon.
„Na Hawrań, na który wchodziła, nie prowadzi żaden znakowany szlak. Od 1 listopada do 15 czerwca wszystkie trasy powyżej schronisk w słowackich Tatrach są zresztą zamknięte dla turystów. Hawrań ma 2152 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem Tatr Bielskich. Kobiety nie udało się uratować, choć w akcji na prośbę Słowaków brał udział śmigłowiec TOPR z polskimi ratownikami. Ta maszyna lepiej radzi sobie bowiem w wysokich górach przy silnym wietrze – Wiadomości, 2 listopada br.”
Na pogrzebie była „cała Polska”. Orbis wszak to cała Polska od Bałtyku do Tatr. Od rana lał ulewny deszcz, niebo płakało za Zośką. Grała zakopiańska kapela, ktoś odczytał wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej o śmierci w górach:
Trawo, trawo zielona! szumiąca kołysko!
Żeby wzlecieć w obłoki, trzeba upaść nisko!
trzeba wspiąć się z mozołem na najwyższą turnię,
odpaść od niej i kozła wywinąć poczwórnie!
Trawo, trawo zielona! Wspólne mamy sprawy!
Tylko umarli wiedzą, o czym myślą trawy!
co szepcze kość do kości, która obok leży?
„Ach jak słodko jest leżeć! Ach jak słodko nie żyć!”
„Msza święta o godzinie 11 rozpoczęła uroczystości pogrzebowe. W kazaniu ksiądz podkreślił znaczenie górskiej pasji w życiu zmarłej, pasji, którą wyznaczyły wyprawy w Góry wysokie, jak Himalaje i Karakorum, w czasie których Zosia zdobyła między innymi: Island Peak, Mera Peak, Aconcaguę, wiele czterotysięczników w Alpach, jak choćby Matterhorn, Monte Rosa, Mont Blanc oraz ponad 130 dwutysięczników w Tatrach. Tym, co miała potrafiła się dzielić z innymi. Wspierała między innymi jubileuszową wyprawę TOPR na Dhaulagiri (2009), zawody ski-alpinistyczne im. Józefa Oppenheima (od 2000 r.) i KW Zakopane. Hawrań okazał się ostatnią górą, ostatnim górskim marzeniem Zosi… O tym jakim była człowiekiem mówili jej koledzy, pracownicy „Orbisu”, a w imieniu ludzi gór pożegnał Ją Maciej Berbeka (oraz burmistrz Zakopanego Janusz Majcher – dopisek mój). O górskich pasjach Zosi mówiła też Agata Wojtowicz, która przez lata współpracowała z Zosią w Tatrzańskiej Izbie Gospodarczej. Trudne to były dla wszystkich chwile, bo Zosia była osobą powszechnie znaną i lubianą w Zakopanem, człowiekiem pełnym pozytywnej energii, pomocnym innym, zawsze szukała w górach kolejnych ważnych dla siebie wyzwań. „Od śmierci w dolinach zachowaj nas Panie”… To prawda, Zosia żyła górami i w nich zginęła, wykonując to, co kochała myślę że najbardziej. Została w naszych sercach – Zosia uśmiechnięta, Zosia z wielkimi górskimi planami, Zosia, która kochała Tatry i Zakopane – nasza Zosia… Podhalański Serwis Informacyjny.
No i proszę…zakopiańscy górale mówią o Zośce jak o swojej. A przecież to z krwi i kości była Warszawianka. Ceperka. Dziewczyna z wielkiego miasta, która ukochała góry. Karierę zawodową w Orbisie rozpoczęłyśmy razem w 1976 roku. Zosia, trochę starsza ode mnie absolwentka Akademii Rolniczej w Warszawie rządziła, jako kierownik sali, śniadaniami w hotelu Victoria Inter.Continental podczas gdy ja w tym czasie terminowałam dopiero w recepcji. Z Victorii odeszła cztery lata później, żeby spróbować swoich sił w warszawskim Novotelu a potem hotelu Forum (obecnie również Novotel) i na dobre dziesięć lat zakotwiczyć się w nowopowstałej dla Orbisu konkurencji, czyli warszawskim hotelu Marriott, jako szef cateringu i bankietów. W 2000 roku Orbis ściągnął ją do siebie z powrotem do pracy w siedzibie Zarządu Spółki. Doświadczenie Zosi nabyte u konkurencji było na wagę złota. Szefowała zespołowi do spraw gastronomii do czasu, aż Prezes Orbisu wykorzystał jej zamiłowanie do gór i w 2001 roku, roku w którym ja rozpoczęłam pracę w Biurze Zarządu dla Zosi rozpoczęła się na dobre jej przygoda z górami. Jak dziś pamiętam, kiedy mówiła do mnie:
- no i zobacz! Nie dostałam siekierką w plecy od górali…
- no i zobacz! Udało mi się. Zdobyłam tę cholerną górę..
„ Nie słyszałem wcześniej o tej babce ale kiedy to się stało bardzo się tym zainteresowałem i jakoś to mocno przeżywam. Niesamowite, przecież to był ktoś, zdobyła Mt Blanc, Aconcaguę i kto wie co jeszcze. A to wysokie, wymagające góry a tu… Hawrań. Byłem na tym szczycie 3 tyg wcześniej i przeżyłem tam chwile grozy ponieważ zabrałem się do niego z mocno nietypowej strony. Przechodziłem z Płaczliwej Skały bezpośrednio na Hawrań – kto wie to wie, że to czyste szaleństwo! Bez sprzętu, bez niczego, na żywca. Miałem pełne portki, jak słowo daje. Jeden zły ruch i… już bym się nie zatrzymał. Potem się dopiero dowiedziałem, że ten odcinek przechodzi się zupełnie inaczej. No i… po prostu żywo mogę sobie wyobrazić jak ona zginęła, strasznie mnie to dotyka…
czytam na taternickim forum. Dotyka obcego człowieka. A co my mamy powiedzieć?
Zosia była singielką, odkąd znalazła swoją pasję czyli góry nie wstąpiła w związek małżeński i nie miała dzieci. Na warszawskim cmentarzu żegnała ją i ta najbliższa rodzina, i ta orbisowska i ta zakopiańska. W ostatnią drogę odprowadzała Zośkę naprawdę wielka rodzina.
Dwa tygodnie później na krakowskim Cmentarzu Rakowickim żegnałam „moją” Renatę czyli Marię Augustyńską. Dziewczynę z Krakowa, która do życia wybrała sobie Warszawę. Śmierć przyszła nagle, chociaż po długiej ale błędnie zdiagnozowanej chorobie. Dobrego, uczciwego, wrażliwego człowieka i ciepłą kobietę, której los nie oszczędzał. Macieja epitafium brzmiało: to była fantastyczna osoba. Ponad czterdzieści lat życia zawodowego spędziła w Orbisie, w warszawskich hotelach Forum i Victoria. Wybitny profesjonalista w zawodzie hotelarza, którego znajomość rzeczy ” docenił” również francuski inwestor strategiczny wypychając na emeryturę, niestety w sposób dosyć brutalny , w wieku 62 lat. Owdowiała ponad dwadzieścia lat temu, po śmierci męża wybrała „samotność i sam na sam” ze swoimi psami. Nie mogę wprost uwierzyć, że ostatni z psiej gromadki zszedł z tego świata ze starości na miesiąc przed moją przyjaciółką. Pochowała swoje psy i dopiero wtedy odeszła sama. W czasie choroby wspierali ją przyjaciele z hotelu Victoria.
Renatko, przyjaciółko kochana od lat
Martwisz mnie wielce i smucisz
Przecież dokoła wciąż taki sam świat
Może do świata tego powrócisz?
Pamiętam szczupłą brunetkę młodą
W jej oczach mądrość zza okularów
Patrzyła na mnie raz miło raz srogo
Emocje różnych bywały rozmiarów
Nieraz głowę mi zmyłaś jak trzeba
Z kubła się lały lodowate strugi
Nigdy słówko nie padło: przebacz
Nigdy też prysznic nie był za długi
Psie sprawy bywały na życia tapecie
Psie sprawy wałkowały się w kółko
Co też psisko w życiu trapi i gniecie?
Czyż nie było tak? Przyjaciółko…
Dlaczego dzisiaj spraw tych tysiące
Już Twojej głowy nie zaprzątają?
Dlaczego kwiaty nie kwitną na łące
Skoro Cię bliscy tak samo kochają?
Włosy masz skrzydłem kruka czarne
I życiowa mądrość przebija w oczach
Miłość Twoja niech nie idzie na marne
Zrób coś dla tych, których tak kochasz….
Niejeden piesek dziś w wielkiej potrzebie
I kilku przyjaciół Twych słów potrzebuje
Słowo „wybacz” nieznane psom przecież
Pies w oczy patrzy, bez słów miłuje….
Sierpień 2010
Nie jest i nie będzie moim zamiarem żegnanie na tych stronach każdego, znanego mi pracownika Orbisu. Napisałam o Zosi i o Renacie, gdyż ich strata dotknęła mnie osobiście bardzo dotkliwie. Mam nadzieję, że czarna seria już się skończyła i nie będę miała potrzeby napisania o nikim więcej.


Facebook
Zwierzolubni