Przeprowadziłam się! Przeszłam wyboistą drogę zmagania się z procedurami bankowymi,
które wydłużają każdą transakcję w nieskończoność. Po bankach przyszła kolej na sądy, które na najprostszą w świecie decyzję każą czekać miesiącami. Teraz przyszła kolej na urzędy, w których średnia oczekiwania wynosi miesiąc. Jednym słowem mamy przyjazne obywatelom państwo, którego administracja pracuje szybko i sprawnie bez zbędnych formalności i opłat. Opłaty za każdy wydany świstek papieru kosztują majątek. Nie dość, że należy zapłacić, potem czekać w nieskończoność to jeszcze odbiór musi mieć miejsce osobiście a czas to przecież pieniądz. Zdążyłam się zainstalować w ostatniej chwili, przed zadymką, mrozami i śnieżną zamiecią. Ponieważ ja mam zawsze pod górę, tym razem zaginął mi karton w trakcie przeprowadzki i nikt się do posiadania tego kartonu nie chce przyznać. Oczywiście, jakże by inaczej, karton ten zawierał niesłychanie potrzebne rzeczy z ważnymi dokumentami włącznie.
Przeprowadziłam się do małego miasteczka. Wielkomiejska, warszawska przestrzeń dała mi wystarczająco popalić, szczególnie w ostatnim czasie. Tutaj mam nadzieję na trochę wolniejsze tempo życia. Byle nie za wolne. Mój syn nie wyobraża sobie życia poza Warszawą, chyba, że mowa o Berlinie albo Nowym Jorku. Twierdzi, że wyniosłam się na zadupie. Tak się złożyło, że jestem ostatnio w kontakcie z młodymi ludźmi, którzy z mniejszej miejscowości przenieśli się do Warszawy. Ci o „normalnej” psychice pękają średnio po półtora roku do dwóch lat pobytu.
„Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, od początku XXI wieku liczba mieszkańców małych i średnich miast wzrasta. Równocześnie coraz mniej osób na stałe miejsce zamieszkania wybiera duże miasta powyżej 100 tys. mieszkańców. Mniejsze miejscowości wciąż jednak przegrywają batalię o młodych ludzi. Jedną z przyczyn jest ograniczony rynek pracy” – Gabriela Jabłońska, Sedlak & Sedlak, Wielka kariera w małym mieście, portal www.wynagrodzenia.pl
Duże miasta pozostają centrum biznesu, chociaż i z tym truizmem bywa różnie. Dam przykład Zielonej Góry, która znam. W Zielonej Górze, niegdyś mieście wojewódzkim a dzisiaj mieście na prawach powiatu będącym siedzibą organów samorządu województwa lubuskiego biznesu jest niewiele. Jako centrum obszaru zurbanizowanego miasto liczy ok. 300 tys. mieszkańców ale jako miasto ekologiczne, kiedyś dedykowane idei „polskiej Doliny Krzemowej” nie posiada przemysłu dającego zatrudnienie. Moje miasteczko ma kilkanaście tysięcy mieszkańców i wielkiego biznesu tutaj nie ma albo ja jeszcze go nie zauważyłam. Na prowincji takiej jak moja szansy szukają głównie firmy z branży handlowej, budowlanej, finansowej i czasami telekomunikacyjnej. To nie jest moja branża ale szansę może dla siebie jakąś znajdę. Zrobiłam przegląd możliwości zarobkowania w moim wykonaniu. Rozpoczęłam od najstarszego ponoć zawodu świata czyli rozpoznania ile się da w seksbiznesie zarobić. Portal Wynagrodzenia był pomocny w mojej analizie potencjalnego rynku pracy.
„Przeanalizowanych zostało 178 ogłoszeń z siedmiu największych miast Polski oraz ogłoszenia zamieszczane przez agencje towarzyskie. Prezentowane wyniki pokazują wynagrodzenia osób świadczących płatne usługi seksualne w wymiarze półgodzinnym, godzinnym oraz całonocnym. Wyniki te zostały ekstrapolowane na miesięczne wynagrodzenie osób trudniących się tą profesją. Dane pokazują, że świadcząc tego typu usługi zarobić można od 1 100 PLN do nawet 24 000 PLN miesięcznie” – Ile da się na tym zarobić, czyli zarobki pań świadczących odpłatne usługi seksualne.
Na początku artykułu ma miejsce słuszna uwaga, że część powyższego wynagrodzenia – nawet do 50% – zabierają pośrednicy (opiekun lub agencja towarzyska). Przeanalizowałam mediany wynagrodzeń w zależności od wielkości miast i wyszło mi, że za pół godziny pracy mogę zażyczyć sobie około stu złotych a za całą noc to i nawet około tysiąca. Tyle mediana. Niestety istnieje ścisła korelacja pomiędzy ceną a wiekiem usługodawczyni. Jest ona ujemna, czyli działa zdecydowanie na moją niekorzyść i wynosi minus 0,3192, co oznacza, że na szczęście jest umiarkowana. Mój wiek ledwo ledwo ale się zmieścił w tabeli. Moje akcje natomiast wzrosły zdecydowanie przy kryterium znajomości języków obcych. „Z przeprowadzonych przez nas analiz wynika, że wynagrodzenie pobierane za usługi seksualne jest wyższe wśród pań deklarujących znajomość języka angielskiego. Największa różnica widoczna jest w przypadku całonocnych usług seksualnych. Wśród pań deklarujących znajomość języka angielskiego mediana wyniosła 1 400 PLN i było to o 400 PLN więcej, niż wśród pań nie posługujących się nim”. Suma sumarum kilka nocy w miesiącu czuję się jeszcze na siłach zarwać konwersując po angielsku – w zależności od ich intensywności czyli możliwości partnera. Analiza ekonomiczna, po odliczeniu kosztów opiekuna, ochrony, odzieży „specjalnej”, środków higieny osobistej, opieki lekarskiej itd., itp. nie dała mi jednak szansy przeżycia.
Przeszłam więc do analizy wynagrodzeń w zawodzie wróżki – biorąc pod uwagę moje korzenie po kądzieli. Wróżyć można przez telefon, internet, e-mail i internetowe komunikatory nie ruszając się z domu bez zbędnego wysiłku fizycznego – patrz wyżej. Za godzinę pracy wróżka może zarobić nawet do 300 złotych (rozbudowany rozkład kabalarski tarota). Ponownie kwota za wróżbę zależy od wielkości miasta, w którym wróżka przyjmuje.
„Od czego zależą zarobki wróżek? Główne czynniki to lokalizacja i wyposażenie salonu. Duży wpływ ma także fakt, czy stawianie tarota jest głównym źródłem dochodu czy tylko przynoszącym dodatkowe zarobki hobby. „Koleżanka naszej babci” mieszkająca w domku za rogiem z pewnością odczyta naszą przyszłość dużo taniej niż wróżbitka z dyplomem i profesjonalnym salonem astrologicznym w centrum miasta „ – Ile zarabiają wróżki? – ponownie wynagrodzenia. pl.
Nie tak dawno nawiązałam kontakt za pośrednictwem internetu z wróżką za oceanem. Jej cena za pokaźną zawartość wróżby, zawierającą m.in. analizę charakterologiczną, szczegółowy horoskop i książkę z wytycznymi na przyszłość wynosiła 60 USD. Godzinna konsultacja z polską wróżką przez Gadu Gadu kosztuje od 50 do 80 złotych a przez Skypa od 50 do 160 złotych. Rzucenie na kogoś klątwy jest już luksusem, kosztuje 400 złotych a zabiera niecałą godzinę. Aby komuś zaszkodzić to jeszcze nic ale aby nas ktoś pokochał musimy wydać ok. 600 złotych. Muszę przyznać, że wycena czyjegoś uczucia, na którym nam zależy, jest co najmniej kontrowersyjna. Jak widać, można sobie kupić miłość…u wróżki.
Na razie najbardziej cieszy mnie w nowym miejscu obfitość przyrody dookoła, ciekawa a momentami i piękna architektura, możliwości skutecznego omijania korków komunikacyjnych, które są chyba w całej Polsce wszechobecne, styl życia mieszkańców, który mi bardzo odpowiada oraz bliskość infrastruktury i zaplecza niezbędnego do życia. Jajka na targu są obsrane jak należy przez grzebiące kury, wędzarnia chodzi na miejscu i można sobie pooglądać jak co się wędzi i kiedy, pieczywo w piekarni różnorodne i jeszcze ciepłe. Korek ma się gdzie wybiegać do woli bez smyczy. 
Co dalej? Się okaże. W ferworze rozpakowywania kartonów, wbijania gwoździ i latania ze szmatą jeszcze nie miałam czasu na chwilę refleksji. To, co wydawało się niemożliwe okazało się możliwe. Nikt mi nie dawał żadnej szansy. Tym razem ciągle słyszę powtarzające się pytanie: jak Ty to zrobiłaś? Zrobiłam. W końcu to efekt się liczy. Zrobiłam, ponieważ miałam wsparcie. Wsparcie jest najważniejsze.
Zakwaterowanie, Julius Anton Adam (Katzen Adam – Koci Adam), 1852 – 1913
Zdjęcie; Aleksander Zadorecki
Facebook
Zwierzolubni