Five o’clock

Zbliżał się koniec XX wieku, lata osiemdziesiąte. Widok samotnych kobiet, podróżujących w interesach, odwiedzających instytucje kulturalne czy dyskoteki albo potańcówki zwane popularnie „fajfami” od five o’clock, kiedy to się zaczynały, nie był czymś w Polsce nadzwyczajnym. Przynajmniej dla mnie. Samotnie podróżowałam w interesach, zdarzało się, że samotnie gnałam na koncert lub do opery a do dyskoteki od lat również zdarzało się, że wędrowałam samotnie. Na fajfy chodziłam z koleżankami a czasami z mamą, będąc jeszcze nastolatką.  Tymczasem w kraju mojej cioteczki, czyli w Brazylii, kobieta bez mężczyzny po prostu nie istniała.

Curitiba, 29 maja 1983

„Kluby…tutaj tego nie ma. Są kluby a i owszem ale tylko dla rodzin – sama przyjść nie możesz, bo cię nie wpuszczą. Więc chyba tylko stowarzyszenia na jakimś tle religijnym lub podobnym – dyski latające, potęga myśli lub tym podobne. Pójdę z Lidią do towarzystwa „Myśl” zobaczymy, kto tam chodzi. Tutaj, to znaczy nie w Kurytybie albo w Sao Paulo są kluby dla samotnych ale warunkiem wejścia jest aby osoba nie była zamężna a ja przecież w dokumencie jestem zamężna. Są tam bale ale  żonatych tam nie wpuszczają no i w tej super konserwatywnej Kurytybie nic takiego nie ma. Nigdzie nie można zatańczyć poza klubem polskim, włoskim, niemieckim lub arabskim. Aby tam należeć trzeba sporo płacić i tańczyć tylko z własnym mężem. Mój mąż tańczyć nie umie. Należałam do Juventusu, polskiego klubu, dawno temu ale mąż nigdy tam ze mną nie chodził a jak zdarzyło się, że raz poszedł to ze znajomymi paniami siedziałyśmy pod ścianą przyglądając się jak „młodzież” w naszym wieku tańczyła. Przestałam płacić i wypisałam się z klubu. Nasze słynne wiślańskie fajfy tutaj nieznane. Tańczy się tylko w „piekiełkach” – bordelach z wynajętymi kobietami. Mężatka tam nie wchodzi, bo gdyby ją ktoś potem rozpoznał toby nazwał putą.

Słowem, tutaj kobieta w towarzystwie męskim wszędzie ma wolny wstęp. Sama jest bardzo źle widziana o ile nie zostanie wyproszona za drzwi. Dwie kobiety razem też nie mogą iść. Niedawno dwie dziennikarki ogłosiły rezultat swych prób wejścia do baru hotelowego i restauracji w nocy. Z baru musiały wyjść a w restauracji znaleźli im miejsce za parawanem.”.

Warszawa, dnia….. – fragment listu mojej mamy do wiślańskiej cioteczki – data oderwana, prawdopodobnie 1985-86, po powrocie z Brazylii

„Brazylia to taki kraj, w którym ludzie jeden drugiego nie pytają jaką kto wyznaje religię i jakiej jest narodowości. To w Brazylii jest zupełnie nieistotne i nikogo nie obchodzi. Liczy się, czy człowiek jest uczciwy i jaki ma charakter. Jest tam dużo różnych kościołów ale też i dużo sekt. W Brazylii a zwłaszcza w Kurytybie, gdzie mieszka Janka, jest wielu Polaków a jeszcze więcej Niemców oraz  sporo innych narodowości. Są polskie kluby i inne polskie ośrodki – zwiedziłam je – ale Janka tam nie chodzi. Polacy się między sobą gryzą, bo jedni są komunistami i uznają Polskę socjalistyczną a nawet popierają ten rząd a inni są przeciw polskiemu rządowi – na tym tle nie mogą się pogodzić.”

Polska zaściankowość i zawziętość nawet po asymilacji na drugim kontynencie zawsze brała górę. W Polsce jest do dziś na porządku dziennym. Nie ma co się nad tym faktem rozwodzić. Słynne, wiślańskie fajfy można powspominać. Ostatni raz tańczyłam w Wiśle na fajfie kilka lat po ukończeniu szkoły średniej, przyjmijmy, że w dwudziestej wiośnie życia. Zakotwiczyłyśmy się z Baśką gościnnie u mojej ciotki Anity w jej wielkim mieszkaniu w wiślańskim Domu Zborowym.  Ciotka, żona pastora, użyczyła nam noclegu ale w nasze nocne życie nie wnikała a ja nie będę wnikać dlaczego. Do Wisły przyjechało w tym samym czasie dwóch naszych przyjaciół ze Szczecina, jeden był moją parą, drugi przykleił się do Basi. Ale zanim do nas zjechali wybrałyśmy się z moją szkolną przyjaciółką we dwie na fajf. Był ostatni dzień karnawału i coś należało z nim zrobić. Do restauracji, nie pamiętam nazwy, w każdym bądź razie położonej w samym centrum, tuż obok kina, weszłyśmy bez wcześniejszej rezerwacji. Pomimo pełnej sali kelner szybko wskazał nam jedyny wolny stolik. Jak dziś pamiętam – zamówiłyśmy wódkę i śledzia oraz półmisek wędlin. Na podeście orkiestra głośno wygrywała szlagiery w stylu „Jesteśmy na wczasach” a na parkiecie nie było gdzie szpilki wcisnąć. Towarzystwo było różne, takie bardziej wczasowe i wyglądało na to, że parami. Tym niemniej wzbudziłyśmy pewne zainteresowanie, co dało się odczuć po wycelowanych w naszym kierunku spojrzeniach. Po kilku minutach podszedł do stolika pan z dużym brzuchem i poprosił mnie do tańca. Grzecznie odmówiłam w stylu:

- Najpierw, pozwoli Pan, że zjem

śledź właśnie wylądował na stoliku. Baśka spojrzała na mnie ze strachem w oczach:

- A co ja mam zrobić, jak mnie taki poprosi do tańca?

- Jak to co? Odmówić

- Ale jak?

- Normalnie

- Normalnie, to znaczy jak?

popatrzyłam na nią z politowaniem a potem zajarzyłam, że Baśka ze swoją mamą na fajfach nie bywała. Siedziałyśmy przy parkiecie a orkiestra rżnęła na całego. Musiałyśmy się przekrzykiwać. Podnosząc więc głos i zwracając się w kierunku sali do wyimaginowanego tancerza obwieściłam:

- Dziękuję ale ja nie tańczę!

Pech chciał, że w tym samym momencie,  kiedy wygłaszałam swoją kwestię orkiestra przestała grać. Tym razem wszystkie spojrzenia wycelowane zostały we mnie. Musiałam natychmiast popić śledzia.

Wieczór był bardzo udany, poznałyśmy fajnych chłopców, którzy w następne dni towarzyszyli nam na wycieczkach na Kubalonkę, Czantorię i tak dalej. Dzieliłyśmy czas pomiędzy naszych  szczecińskich znajomych, którzy wreszcie dojechali a tych nowopoznanych na fajfie. W dzień, kiedy to czas nadszedł, by wracać do Warszawy, spakowałyśmy manele, pożegnałyśmy się z ciotką i…..poszłyśmy na fajf. Nie udało nam się zdążyć na ostatni pociąg o północy. Do pastorowej bałyśmy się wracać, więc niewiele myśląc rozpoczęłyśmy wspinaczkę z bagażami na Jarzębatą do zamieszkującej na szczycie góry mojej rodziny.  Pomagał nam szczeciński znajomy o imieniu Adam.  Na ośnieżonej, śliskiej drodze Basia stłukła sobie kolano, które spuchło jak balon. Moja rodzina, niczemu się nie dziwiąc, jak zwykle, zapakowała mnie i Baśkę pod jedną  pierzynę i poszła spać. Schody zaczęły się następnego dnia. Baśka nie mogła chodzić a lokomotywa na dole już puszczała parę. Nie dało się zejść. Trzeba było zjechać. I zjechałyśmy – pionowo w dół, trochę szlakiem, trochę przez las, siedząc okrakiem na naszych podróżnych torbach.

Curitiba, 29 maja 1983 c.d.

„Kochanie, gdy Ci piszę, że mi samotność dokucza, to bierz to dosłownie. Gdy jestem w domku na plaży, to nie ma się do kogo odezwać. Najgorzej jest samej jeść. O ósmej wieczorem idę na chwilkę na wiadomości do Bruny i to wszystko. W domu zawsze to samo, w domu córki tylko kot cały dzień. W moim domu zawsze jestem zajęta. Naturalnie, że mi brak możliwości pójścia na fajf, chociaż nogi już odwykły od tańca. Brak tu tych kawiarni warszawskich, gdzie można samej wejść i posiedzieć…….”

…………………..

Tęskno mi czasem za tamtymi latami

Tęskno mi czasem za tamtymi latami
One snują się chmurą gdzieś nad szczytami
Z mgłą poranną się wznoszą, kiedy opada rosa
I wędrują, wędrują, obłokiem w niebiosa

Były, minęły, przeszły jak jedna chwila
Młodość także, jak wszystko, kiedyś przemija
Tylko góry wciąż stoją, one niezmiennie młode
W porannej mgły chmurze zachowują urodę

Mych lat szczęśliwych, w młodość bogatych
Świadkiem były faliste i łagodne Karpaty
Tamtych chwil we mnie wciąż jeszcze żywych
Świadkiem były mgłą wspomnień osnute Beskidy

Zdjęcie: wyciąg na Czantorię, ok. 1974 oraz ok. 1970: Janka Pilchówna, Wisła 1936,   Archiwum Jarzębiny; emoticon: breakdancing

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free