Mój Europejski – cz.5

„Kolacje z polskim folklorem”, czyli inaczej „folklor do kotleta”  były niewątpliwie wydarzeniem w nowożytnej historii hotelu Orbis „Europejski”. Nieprzerwanym potokiem, przez wiele lat, ściągały co wieczór do głównej restauracji hotelowej rzesze, przede wszystkim cudzoziemców przyjeżdżających do Warszawy. Prawdą jest bowiem, od dawna potwierdzoną organoleptycznie czyli gastronomicznie, że wytrawny turysta przybywając do jakiegoś kraju – celu turystycznej podróży -  szuka w nim odmienności czyli poznania a w tej kategorii mieści się dziedzictwo kulturowe danego kraju, jego zabytki, sposób życia mieszkańców, tradycja, folklor, gastronomia…i….mnóstwo innych rzeczy i spraw, w zależności od podróżniczych, indywidualnych zainteresowań turysty oraz ograniczeń czasowych a także w postaci zasobności portfela. Pomijam ograniczenia polityczne, czego przykładem jest dzisiaj Egipt i Tunezja oraz religijne, niestety również związane z terroryzmem.

Kolacje w Europejskim wychodziły naprzeciw oczekiwaniom turysty łącząc w sobie elementy polskiej, cenionej w świecie, kuchni, polskiego folkloru z różnych epok i sfer społecznych oraz dobrej zabawy. Charakter miały niezobowiązujący czyli biesiadny a kotletowi w wykonaniu zespołu szefa kuchni Ryszarda Świerkota towarzyszyła autentyczna scenografia, oprawa muzyczna i taneczna zespołu „Polanie” a po deserze dyskoteka o bardziej uniwersalnym, czyli aktualnie dyskotekowym repertuarze. Lała się też polska wódka i polski miód oraz polska woda mineralna ze źródeł eksploatowanych od osiemnastego wieku, podawana przez odzianych w folklor kelnerów i kelnerki pod dowództwem szefa gastronomii, Zbyszka Czubaka.

Po scenografię udałam się osobiście do zabitej dechami wsi, w której to wsi stała zagroda kowala z dziada pradziada. Zakupiłam rozwalającą się, stuletnią stodołę, wóz drabiniasty, narzędzia rolnicze oraz antyczne wyposażenie kuźni. Żadnej podróby!

Najbardziej autentyczny z tego wszystkiego był chyba jednak Dymek, czyli Giedymin Wróblewski, któremu to w 1989 roku dyrekcja hotelu powierzyła opracowanie oprawy artystycznej „Kolacji z polskim folklorem”.  Na wieczorze inauguracyjnym wpadłam w lekką histerię, kiedy odkryłam, że Dymek nie zatańczy osobiście. Wymusiłam to na nim nieomal siłą …zatańczył. I to jak! Uparłam się, ponieważ Dymek wywodził się z „Mazowsza” a dla mnie ten fakt był gwarancją sukcesu.  Zespół Pieśni i Tańca Śląsk powstał z wizji Stanisława Hadyny, zespół „Mazowsze” nierozerwalnie kojarzony jest z Mirą Zimińską-Sygietyńską.

„Mając przygotowanie muzyczne i taneczne, o które pieczołowicie zadbali rodzice, całą swą artystyczną młodość przepracowałem w Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „MAZOWSZE”. Były to lata, w których artyści z Karolina przebywali często ponad pół roku na tournée zagranicznych, a resztę miesięcy gorąco przyjmowani byli na licznych koncertach w Polsce. Z ‘Ambasadorem Polskiej Kultury’ miałem szczęście bywać w krajach, w których po raz pierwszy organizowane były koncerty tak licznej grupy artystycznej. Z dumą mogę powiedzieć, że odwiedziłem wszystkie kontynenty poza Australią, w której „Mazowsze” gościło tylko raz w 1967 r.” : mówi o sobie Giedymin Wróblewski (a mnie natychmiast kojarzy się film „Żona dla Australijczyka”) wspominając stare dzieje a o dzisiejszych czasach wypowiada się tak: „w trudnym okresie transformacji ustrojowej, wielu ‘reform’ dotyczących instytucji artystycznych, ułatwień w powoływaniu firm o artystycznej działalności i o różnorodnym zabarwieniu oraz panoszącej się bezwzględnej konkurencji o różnej jakości, często wspominam swojego profesora, wybitnego pedagoga, panią Mirę Zimińska-Sygietyńską, która osobiście przekazała mi wiele uwag i cennych rad – jak postępować by stale utrzymywać wysoki poziom i nie dać zniweczyć swojego dorobku. W Karolinie (w bursie) mieszkałem 10 lat. Pani Mira była rekordzistką w posiadaniu niewykorzystanych dni wolnych od pracy i urlopowych. Wiele popołudniowych wolnych od pracy tzw. „gierkowskich sobót”, ale i również niedziel spędziłem na rozmowach z Panią Mirą w mazowszańskim Karolinie. To był mój Uniwersytet !”

Oprócz powyższej lekcji życia mój przyjaciel – nasza przyjaźń datuje się od owego, inauguracyjnego wieczoru – ukończył jeszcze tę samą co ja uczelnię, tyle, że ja na pedagoga pokroju Miry Zimińskiej- Sygietyńskiej nie miałam szczęścia trafić na poznańskim AWF-ie. Mam na myśli tutaj te wolne od pracy popołudnia.

Ze swoim tanecznym powołaniem Dymek nie rozstał się nigdy. Pracując w warszawskiej rozgłośni Polskiego Radia i wychowując jednocześnie dwóch bliźniaków o „egzotycznych” imionach Edgar i Oskar  Giedymin równocześnie prowadził jako choreograf i kierownik artystyczny osiemdziesięcioosobowy Zespół Pieśni i Tańca „Suwalszczyzna” odnoszący sukcesy na Litwie, w Turcji, Gruzji, Francji. ”Suwalszczyzna” w całości nie mieściła się na parkiecie restauracji hotelu „Europejski”…a więc narodzili się „Polanie”.

Goście pchali się na te nasze kolacje dosłownie „drzwiami i oknami”. Zdarzało się, że brakowało miejsc przy stołach, nie gardzono więc i parapetami, taboretami, czymkolwiek, co nadawało się do siedzenia.  Tylko w 1990 roku obejrzała widowisko „Kolacja z polskim folklorem” rekordowa ilość gości zagranicznych bawiących w Warszawie –  17. 000 osób.

„Członkowie zespołu rekrutowali się z ogłaszanych naborów wśród uzdolnionej młodzieży warszawskiej i okolicznych miejscowości: Ząbki, Piaseczno, Pruszków, Legionowo. Programy prezentowane były również w salach reprezentacyjnych hotelu „Victoria” w Warszawie, „Dworze Polskim” w Pęcicach,  Domu Polonii w Pułtusku i poza granicami naszego kraju: Cypr, Hiszpania, Gruzja, Japonia, Litwa, Niemcy, Francja, Belgia. W trakcie edukacji członkowie zespołu „Polanie” zdobywali umiejętności i wiedzę teoretyczną w wyniku czego wiele osób podjęło następnie pracę w takich zespołach jak „Śląsk”, „Mazowsze”, Centralny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego”, czy też w Teatrze Muzycznym „ROMA” i „KOMEDIA” na Żoliborzu oraz Śląskim Teatrze Tańca… Szansa jaką stworzyła Dyrekcja hotelu Orbis „Europejski” i Inter.Continental „Victoria” młodym ludziom nie została zaprzepaszczona” – mówi Dymek.

Powyższa wypowiedź uzasadnia, w mojej opinii, całkowicie mój inauguracyjny upór. Nie miałam zaufania do Dymka jako do pedagoga. Co do jego umiejętności tanecznych nigdy nie miałam żadnych wątpliwości. Wraz z Polanami narodziła się też szansa dla mojego przyjaciela, który założył Agencję Artystyczną „Europa”. Agencja ta m.in. prowadziła zajęcia metodyczne przygotowujące artystyczne grupy do występów prezentowanych w kraju i zagranicą. Agencja na stałe też współpracowała ze szkołą w Julinku znajdując zajęcie dla młodych adeptów sztuki cyrkowej m.in. w naszych nocnych lokalach: „Kamieniołomy” i „Czarny Kot”.  Podsumowując – naszą przyjaźń zapoczątkował „ni mniej ni więcej” tylko brak zaufania z mojej strony. Różne są przyjaźni początki!

Edgar i Oskar jako maluchy tańczyli wraz z Dymkiem i z „Orbisem” nie tylko w Europejskim ale i na Cyprze (opowiadanie „Jabłko Afrodyty”) i w wielu innych wyprawach folklorystycznych „Orbisu” z kotletem za granicę.  W ten sposób (nie wnikam w szczegóły pożycia) Dymek dorobił się znaczącej ilości dzieci w postaci Dziecięcego Zespołu Artystycznego „KORALIK”.

„Program zespołu to nie tylko suity taneczne, ale przede wszystkim tzw. widowiska taneczne m.in.: „Zbójnicki” – opowiedziana tańcem i piosenką historia o legendarnym Janosiku oraz „Warszawa sentymentalna” – pełen uroku obrazek XIX – wiecznej Warszawy przygotowany z okazji 400 - lecia stołeczności. Dzięki życzliwości szefostwa hotelu Orbis „Europejski”, ci bardzo młodzi ‘artyści’ mieli możliwość występowania również na scenie w salach bankietowych Victorii i Europejskiego a w dalszej kolejności „Koralik” rozwijał się w: Teatrze Nowym oraz w TVP.
Oba zespoły „Polanie” i „Koralik” wystąpiły również w filmach, do których przygotowywałem choreografię: „Cesarska tabakierka” w reż. Alaina Nahuma w kooprodukcji polsko-francuskiej (1993), oraz „Zawrócony” w reż. Kazimierza Kutza (1994).” – wspomina Dymek. Sukces ma wielu ojców, podejrzewam więc, że dzieci Dymka również.

„Kolacje z polskim folklorem” podczas których zdarzało mi się, niczym na studniówce, tańczyć w pierwszej parze Poloneza, zakończyły się w 1998 roku. W tym samym roku, dla przypomnienia,  film „Titanic” Jamesa Camerona zdobył 11 statuetek Oscara, w Japonii otwarto najdłuższy na świecie most wiszący Akashi Kaikyo (3 911 m), Polska weszła do NATO, powołano Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (zbrodnie wojenne), „Prząśniczka” Moniuszki została oficjalnym hejnałem Łodzi a Dymek? Dymek dwa lata wcześniej rozpoczął swoją karierę w Japonii i w warszawskim Teatrze Wielkim (Dni Kultury Japońskiej – 1996 – występy zespołu z Hamamatsu z Japonii i Grupy Folklorystycznej „Polanie”.)….i z czasem poszedł swoją drogą.  W kilka lat później hotel „Orbis” Europejski zniknął z mapy Warszawy.

Gdy rozstania przyszedł czas
To wspomnienia błysnął blask
Już nie przyjdzie jakiś Pan
Nie zamówi kilku dań
Już nie będzie nikt tu jadł
Nie pochwali nas za smak
Już nie będzie cudnych bali
Ani Vip-ów pełnej sali
Już świątecznych smacznych ciast
Nie dostanie nikt na czas
Już łza w oku znów się kręci
Gdy dosięgam swej pamięci
Lecz historia to oceni…
Niech nam życie się zieleni!  – Grzegorz Rzeszotarski, z-ca szefa kuchni hotelu „Orbis” Europejski

Zdjęcia: J. Bartuszek, Kolacje z Polskim Folklorem, Hotel „Orbis” Europejski, Warszawa, 1989, Archiwum Jarzębiny

Edgar i Oskar, 2,5 roku: Giedymin Wróblewski

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Mój Europejski – cz.5

  1. SEBASTIAN MAJEWSKI pisze:

    Piękny tekst , szkoda że teraz możemy już tylko wspominać.Było pięknie.DZIĘKUJE

  2. Tomek pisze:

    Ciekawe wspomnienia. Może sprostuję tylko, że do NATO Polska wstąpiła w 1999 roku. Naturalnie dużo mógłbym pisać, w końcu to było 28 lat mojego życia. Ale najważniejsze, że pamięta się [raczej] te miłe chwile i zdarzenia, chociaż przykrych nie brakowało. Ale czy życie byłoby tak barwne, gdyby składało się tylko z pozytywów? Nie! Choćby z tego powodu, że nie byłoby…skali odniesienia. Wspominasz Ryśka Świerkota, zaistniał Grzesiek Rzeszotarski [dziś w "pałacach" prezydenckich], ś.p. Zbyszek Czubak [18. lutego minie już 15 lat [!], gdy Go nie ma wśród nas], ś.p. Heniek Kozłowski [już blisko 7 lat!], w listopadzie 2010 r. odprowadziliśmy ś.p. Romana Piekuta [kelnera z "E"], ale też wielu innych ludzi, którzy są między nami. Długo by wymieniać. Na czele z wiecznie młodym „Stopą”.
    Szkoda, że tak to wszystko się skończyło – tyle lat, tyle wspomnień. Nie postarały się władze „Orbisu”, oj nie postarały (jeszcze, zanim przyszły francuzy – robactwo zawsze się rozprzestrzenia]. Zresztą te ‘francowate’ też nie, ale czego można się spodziewać po „przyjaciołach”, którzy mimo pisanych umów i ogromnej potęgi militarnej [1939 r.] – stchórzyli przed kaprawym kapralem! O tym, jak ktoś z Was może pamięta, była odezwa do Gości hotelu „E” i społeczności Warszawy).
    Ale dosyć tych ponurych wspomnień [szkoda mi tylko kolegów z "V", którzy tam jeszcze pracują - w stresie i strachu]!
    Czas płynie, ludzie mają swoje – aktualne problemy i, miejmy nadzieję, radości.
    Na zakończenie chcę dodać, że 21. stycznia br., w knajpie „Neptun” [tam, gdzie mieliśmy pikniki integracyjne, przy Wale Miedzeszyńskim] było spotkanie tych, którzy wiedzieli, mogli i chcieli być. Było świetnie [ja się bawiłem do rana]. Gdyby zebrało się w przyszłości więcej niż [ca] 40 osób, możnaby pomyśleć o spotkaniu w ogrodach „Neptuna”, naturalnie w cieplejszych dniach roku. Czy nam [niektórym] dużo jeszcze zostało? Oczywiście nie wiemy. Ale póki jesteśmy jeszcze młodzi duchem, warto się spotkać. Zachęcam!
    Pozdrawiam,
    Tomek Kazimierczuk.

  3. Halina pisze:

    Witaj nareszcie.Cieszę się,że będę mogła bywać na tej stronie,spotykać znajome nazwiska i sytuacje
    Dzięki Iwonko.Wytrwania i powodzenia.

  4. Myślnik pisze:

    W zalewie przedziwnych stron i stronek, w których zupełnie nie dba się o artystyczny wyraz prezentacji, w których aż roi się od zupełnie niepotrzebnych wulgaryzmów, łatwizny, dyletanctwa, zwykłego nieuctwa, ordynarnych żartów zupełnie nieśmiesznych – Twoja STRONA jest balsamem kojącym moją udręczoną duszę! Wspaniała strona główna, ciekawe teksty, niezwykłe zdjęcia i wspaniała muzyka Ernesto Cortazara – cóż chcieć więcej! Od dziś jestem Twoim fanem, Jarzębino…

  5. Gracja pisze:

    Bardzo się cieszę znowu bywać na tej stronie i cieszyć oczy wspaniałymi opowiadaniami.Pozdrawiam wszystkich

  6. Agencja Artystyczna Europa - Giedymin Wróblewski pisze:

    Zapewne projekt stworzenia „Kolacji z polskim folklorem” nie miałby takiego powodzenia, gdyby nie wspaniali ludzie – ekipa pracowników hotelu EUROPEJSKI. W tamtym okresie był to jeden organizm, od działu gastronomii po przez zaplecze techniczne, kuchnie itd… Życzliwość w pracy artystycznej doznawałem wraz z 48 osobowym zespołem (balet, chór z obowiązkiem tańczenia i kapela) na każdym kroku. Wiele nazwisk po latach mi umknęło z pamięci, ale tych, których pamiętam wymienię : p. Karol Kalinowski, p. Zbigniew Czubak, p. Krystyna Pietruszewska, p. Zofia Kowalczyk, p. Barbara Świąder, p. Henryk Kozłowski, p. Józef Sudzicki, p. Tadeusz Strynkowski i wielu wspaniałych kelnerów, barmanów, pracowników kuchni oraz zaplecza technicznego.
    Dyrekcja – p. dyr. Witold Ignatowski, , p. Iwona Bartuszek, p. Zygmunt Michrowski, p. Maciej Grelowski, tworzyli wspaniały zespół. Wszelkie sugestie w sprawie oświetlenia sceny, pięknej dekoracji, lokalizacji garderoby z kostiumami i pomieszczeń na rekwizyty oraz instrumenty były ze mną konsultowane i natychmiast wprowadzane w czyn. Udostępniano nam w godzinach popołudniowych Night Club „Kamieniołomy” do prób i przygotowywania nowego repertuaru. Program artystyczny każdego roku był inny. Inne regiony, kostiumy, tańce i piosenki. Sztandarowym jednak numerem były tańce integracyjne członków grupy folklorystycznej „Polanie” z publicznością.
    W pierwszym roku koncerty odbywały się bez dnia wolnego od 4 kwietnia do 15 października. W następnych latach dniem wolnym była niedziela.
    Z Zespołu „Mazowsze” odszedłem gdyż urodzili mi się synowie. Po urlopie macierzyński ich mama – tancerka wróciła do pracy w Mazowszu, więc cały obowiązek wychowawczy spadł na mnie. Chodzili więc chłopcy ze mną na próby i występy, które kończyły się ok. 2215. Doba im się przesunęła i wstawali dopiero ok. 1030, dlatego też poza wspaniałym wyżywieniem w hotelu, mieli również odpowiednią ilość godzin snu. Jako dzieci tancerzy odziedziczyli w genach sprawność po rodzicach, dlatego też, już w wieku 3,5 roku Edgar i Oskar pojawiali się na zawodowej scenie w finałowym krakowiaku. (foto na stronie).
    Kilka lat później zostali włączeni w program promujący nasz kraj podczas tournée na Cyprze, zorganizowanym przez Dyrekcję „Europejskiego i InterContinental „Victoria”. Pomimo ograniczeń co do liczebności uczestników (mała scena), zaprezentowaliśmy w Limasol i Larnace z 20 osobowym zespołem „Polanie” bogaty, dwugodzinny program folklorystyczny.
    Aktualnie w swojej pracy zawodowej, pozostając w bieżącym kontakcie z pracownikami różnych hoteli, sal balowych i domów weselnych w całej Polsce – stwierdzam, że dzisiaj niema już takich pasjonatów swojej pracy jak wówczas.
    Dymek – Giedymin Wróblewski

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free