Pogromcy psów

Przeczytałam dzisiaj w serwisie wp, że border collie to najmądrzejsza i najinteligentniejsza rasa psów.  Badania na potwierdzenie tegoż odkrycia przeprowadzili dwaj naukowcy z Wofford College w Karolinie Południowej, którzy przez trzy lata szkolili suczkę o imieniu Chaser. Suka przez okres szkolenia bezbłędnie opanowała nazwy własne 1 022 przedmiotów po czym badania z przyczyn niezależnych przerwano. Stwierdzono, że pies – Eureka! – potrafi się uczyć, podporządkowuje liczne bodźce słuchowe licznym bodźcom wzrokowym oraz posiada system pamięciowy, żeby poznane bodźce zachować i odtworzyć z pamięci, kiedy potrzeba. Mało tego, Chaser wyraźnie rozumiała, kiedy wydawane przez człowieka dźwięki były komendami a kiedy po prostu nazwami i w zależności od zrozumienia tematu za każdym razem reagowała prawidłowo.

Moje pieski rasy shih tzu również reagowały prawidłowo na nazwę „piłeczka” wybierając ze stosu przeróżnych gadżetów piłeczkę do zabawy a komendzie „zostań” nie zawsze się podporządkowywały ale za każdym razem okazywały niezmiennie frustrację, że nie zabiera się ich ze sobą. Po trzech latach intensywnego treningu byłabym pewnie w stanie wykazać, że shih tzu są najmądrzejszą i najinteligentniejszą rasą psów, mam tu na myśli mojego Korka, gdyż opanowałby bez problemu nazwy własne 1 023 przedmiotów. Przy okazji wpisałabym go do Księgi Guinessa.

Byłam posiadaczką psów różnej maści i ras, powsinogach kundli również. Jedne były mniej inteligentne, drugie bardziej, w zależności od stopnia wrodzonego lenistwa i udawania, że „nie rozumiem, co do mnie mówisz” oraz stopnia mojego własnego zaangażowania w nauczenie psa czegokolwiek poza zaprzestaniem sikania w domu.

Jeden z moich kundelków o wyglądzie dobermana, który nie urósł do właściwych rozmiarów ale za to nosił słodkie imię Drops potrafił sztuczki, o których się pewnie naukowcom z Wofford College nawet nie śniło. Jego zrozumienie spraw, nie tylko nazw i komend, budziło powszechne uznanie na osiedlowym podwórku, kiedy to niczym gołąb pocztowy nosił przy obroży wiadomości dla mnie skierowane od mojej mamy w stylu „Iwona, do domu, obiad gotowy”.  Pies, po wypadnięciu jak piorun z klatki schodowej, do której potrafił otworzyć sobie drzwi skacząc na klamkę, bezbłędnie odszukiwał mnie w tłumie grających w piłkę dzieci i cierpliwie czekał aż przeczytam list. A wszystko to na komendę „szukaj” wydaną przez moja mamę z mieszkania, którego okna nie wychodziły na podwórko. Nikt go nigdy niczego nie uczył, przybłąkał się i został wzięty jaki był. Niestety, nie doczekał w moim domu starości, gdyż był bardzo łasy na płeć przeciwną i okresowo znikał na dzień lub dwa w poszukiwaniu odpowiedniej panienki. Wracał zszargany i zeszmacony, czasami widać było na łapach i pazurach ślady podkopywania się albo, żeby się gdzieś dostać albo skądś wydostać. Pewnego razu poszedł na ksiuty…..i już nie wrócił.

Uzupełnię amerykańskie badania jeszcze o inna tezę, potwierdzoną doświadczalnie na Korku. Powiem mianowicie, że psy posiadają też intuicję, która mnie wprawia w najwyższe zdumienie. Ilekroć napuszczam wody do wanny, żeby wziąć kąpiel mój pies nie wykazuje zaniepokojenia i czasami mi nawet w tej czynności towarzyszy kładąc się przy ciepłej od wody wannie.  Ilekroć jednak napuszczam wody do wanny, żeby wykąpać psa, Korek bezbłędnie rozpoznaje, co się święci i chowa się po kątach…Skąd on to wie? Fakt, że coś tam do niego mruczę w stylu „a teraz wykąpiemy psa” ale to tylko jeden z wielu przykładów. O emocjach i uczuciach targających zwierzętami podobnie jak ludźmi napisałam już swego czasu w opowiadaniu „Jeleń na rykowisku”.

Nie wiem natomiast jak nazwać umiejętności psa o imieniu Balto, który podobnie do bernardyna o imieniu Barry i pewnie jeszcze wielu innych psów o nieznanych imionach, ratował życie ludzkie, kierując się nie tylko wytresowaniem ale przede wszystkim intuicją, umiejętnością kojarzenia bardziej złożonych bodźców niż tylko te wzrokowe i słuchowe a także, bez dyskusji, pamięcią.

Go! Haw! Gee!
Rozpędzony psi zaprzęg jak lokomotywa
Ciągnie w śniegu sanie z cennym ładunkiem
Pierwszy biegnie malamut, za nim akita śmiga
Maszer psy pogania z należnym szacunkiem

Go! Haw! Gee! Anchorage do Nome
Tutaj sztafety życia zaczęła się trasa
Go! Haw! Gee! Psy biegu spragnione
Sztafeta życia nigdy z drogi nie zbacza

Drżące w napięciu niczym skrzypiec struny
Psie serca w gonitwie wielkie uwalniają napięcie
Pierwotny do głosu dochodzi  zew wilczej natury
Concerto grosso natura grać zaczyna z pamięci

Go! Haw! Gee! Anchorage do Nome
Pies z psem w jednej ścigają się parze
Go! Haw! Gee! Nie tęsknią za domem
Gdy życie los dzieci na szali kładzie

Szybkonogie husky w błękitnej oczu tęczówce
Nieskończoną biel Alaski w soczewce skupiają
Pędzą sanie po śnieżnych roztoczach butnie
Poganiacz zachęca, psom kierunek nadaje

Go! Haw!Gee! Anchorage do Nome
Sztafeta życia nie zaznaje spokoju
Go! Haw! Gee! Na czas dystans pokona
Maszer psy do syta nakarmi po znoju

Zawody psów zaprzęgowych na Alasce rozgrywane są co roku na pamiątkę wydarzeń z zimy 1925 roku. Wtedy to w Nome na Alasce wybuchła epidemia błonicy. Aby uratować dzieci (szczególnie narażone na zakażenie), trzeba było przywieźć surowicę z oddalonej o blisko 700 km miejscowości Nenana – tylko tam bowiem można było ją dostarczyć z Anchorage pociągiem. 20 maszerów i zaprzęgów podczas śnieżnej nawałnicy i przy mrozie sięgającym – 50°C pokonało ten dystans w pięć i pół doby (wyprawa obliczona była na dni 13).  Gunnar Kaasen był maszerem jednego z zaprzęgu psów, które dostarczyły diphteria antitoxin do Nome na Alasce w 1925 roku. Pies wiodący zaprzęg nosił imię Balto. Był to syberian husky skrzyżowany z wilkiem. Pies ten  bezbłędnie odnalazł drogę w śnieżnej zamieci, kiedy maszera dotknęła ślepota śnieżna. Na pomniku Balto w Central Parku – Nowy Jork widnieje epitafium: Dedykowane nieposkromionemu duchowi psich zaprzęgów niosącemu Szczepionkę i pomoc z Nenana przez 600 mil zdradzieckich wód, arktycznych zamieci do nawiedzonego Nome w zimie 1925 roku – Wytrwałości, Wierności, Inteligencji.

O psiej wierności nie muszę wspominać. Jest przysłowiowa i wystawiono jej pomniki : Bobbiemu (skye terrier), Hachiko (akita) i naszemu rodzimemu, krakowskiemu mieszańcowi Dżok. Czyż wierność nie bierze się z uczuć i emocji? Wierność wszak nie jest ani komendą ani nakazem. Inne psie przymioty „nieposiadcze” psów mogą podziwiać na ekranie w filmach, w których psy, nie tylko te rysunkowe grają główne role i są w stanie udźwignąć ciężar roli niejednokrotnie lepiej od aktorów w ludzkiej skórze. Najbardziej znanym obecnie psem jest zdecydowanie uroczy Bo Obama (portugalski pies wodny) na temat którego kancelaria Prezydenta USA wydaje oficjalne oświadczenia. To tak na marginesie. Wracając więc do Chaser rasy border collie nie poddaję w wątpliwość umiejętności tej urodziwej i inteligentnej skądinąd suczki a jedynie odważam się zauważyć, że w każdej rasie znajdzie się pies mniej lub bardziej inteligentny, mniej lub bardziej złośliwy, mniej lub bardziej leniwy i tak dalej…

Zdarza mi się oglądać czasami seryjny program o „pogromcy psów” emitowany na którymś tam satelitarnym kanale. Treser dokonuje fantastycznych rzeczy z powierzonymi mu pupilami różnych ras a robi to głównie w drodze rozmowy z psem oraz ćwiczeń z doskonałym wyczuciem i wiedzą na temat „psiej” psychiki, która aż tak bardzo nie różni się od ludzkiej. Krótko mówiąc, stwierdzenie o intelektualnej przewadze rasy border collie nad innymi rasami przypomina mi rasistowskie podejście o przewadze białego człowieka nad czarnym lub też rasy aryjskiej nad innymi, ludzkimi rasami.

Tym to akcentem kończę niniejsze wywody nie kończąc bynajmniej wywodów w psim temacie na przyszłość. W ramach sprawdzianu ludzkich umiejętności zrozumienia, dla odmiany, psiego języka, prezentuję niniejszym  niektóre aspekty psiej osobowości Korka przedstawiając  własną interpretację wydarzeń.

Czy już po wszystkim? Można wejść? No choć tu do mnie…będzie fajna zabawa; Przy Tobie czuję się bezpiecznie; Wyszło słońce..zobacz…

Zdjęcia: Katarzyna Gardyńska

Candy – zdjęcie do komentarza: Giedymin Wróblewski

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pieski świat i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Pogromcy psów

  1. Agencja Artystyczna EUROPA - Giedymin Wróblewski pisze:

    Zamieszczając kiedyś komentarz na Twojej Jarzębinko stronie dotyczący piesków wspomniałem o moim wyżle imieniem Remik, z którym uczestniczyłem w polowaniach.
    Twoje powyższe opowiadanie skłoniło mnie do wspomnień o mojej suni rasy owczarek alzacki o imieniu Candy.

    Kiedy już postanowiłem trzymać rzeczy osobiste w szafie i zakończyłem pracę w Zespole Pieśni i Tańca „Mazowsze”, przyszli na świat moi synowie Edgar i Oskar. Warunki pozwoliły na dokooptowanie jeszcze jednego tym razem „czworonożnego członka rodziny”.
    Nie sposób wymienić wszystkich zalet tego psa w kilku zdaniach. Wystarczy powiedzieć, że ‘nie pokochała’ tak do końca żadnego samca i odeszła w dziewictwie. Dla niej, w jej mentalności „szczeniętami’ byli moi synowie, którymi do końca swego życia opiekowała się jak własnymi szczeniętami.
    Ale wróćmy do cech charakterologicznych owczarków alzackich. Owczarki te cechuje wysoki stopień posłuszeństwa oraz zdolność do szybkiego uczenia, są odważne, inteligentne. Candy ponadto była bezgranicznie oddana swemu panu, przywiązana do rodziny, wierna i towarzyska, bystra i lojalna. Zawsze czujna, gotowa ochraniać wszystkich członków rodziny przed każdym, najmniejszym zagrożeniem. Kiedyś na szlaku turystycznym w Beskidzie Sądeckim odpędziła niedźwiedzia.
    Owczarki bardzo lubią towarzystwo. Potrzebują i lubią przebywać w ścisłej bliskości z człowiekiem, wykonywania jego rozkazów, dostawania za nie pochwał itp. Candy musiała uczestniczyć we wszystkich czynnościach prac domowych i gdyby jej pozwolono zmywałaby też naczynia. Podczas posiłków nie przeszkadzała, ale gdy tylko zbierano naczynia meldowała się, aby otrzymać jakiś kąsek z pańskiego stołu. Był to naprawdę prawdziwy członek rodziny, który gdy tylko zbieraliśmy się w kręgu , np. do łamania opłatkiem, czy dzieleniem się święconką wielkanocną, albo z innego powodu na naradę na działce rekreacyjnej, natychmiast ustawiała się w szyku naszego koła.
    W książce o rasach psów wyczytałem, że: „…Owczarek powinien być zrównoważony i spokojny, pewny siebie, naturalny. Nie powinien być groźny dla otoczenia (poza sytuacjami, gdy jest prowokowany). Powinien być czujny i posłuszny. Owczarki powinny cechować się silnym charakterem i bojowością… Wszystkie te cechy powodują, że jest on niezrównanym psem pracującym…”
    Ba ! Ale jak to osiągnąć ?
    Aby jednak owczarek stał się naprawdę doskonałym psem, potrzebny jest mu dobry właściciel – taki, który chce i potrafi rozsądnie z nim postępować.
    Pewnego razu żona przyniosła z bazaru olbrzymią udową kość cielęcą. Wyszliśmy z chłopcami na ok.15 min do wypożyczalni filmów video. Po powrocie, z tej kości pozostał tylko 15 cm środek tej najtwardszej jej części.
    Rozsądek zmusił mnie do zapisania się na kurs szkolenia psów.
    Jako baczny obserwator otoczenia – widowni (skrzywienie zawodowe – reżysera, producenta widowisk, programów artystycznych i koncertów et cetera.) przekonałem się, że w takich szkoleniach powinni brać udział wszyscy właściciele czworonogów. Nie rozczulając się tu nad konkluzją tresury, zdecydowanie stwierdzam, że nie tylko psy, ale przede wszystkim ich właściciele zmieniali swoje zachowanie w relacjach do swoich pupili. Ale o tym może przy innej okazji.
    Moja Candy była niesamowicie skoczna – latające JUMBO ! A przy tym (podobno zwierzęta upodabniają się do swoich właścicieli), była prawdziwą artystką. Na egzaminie przedobrzyła i zamiast przeskoczyć dwukrotne przeszkodę wykonała to z własnej woli 4 x, i przez to otrzymała drugą lokatę. Doskonale wykonywała polecenia głosowe na odległość, co przydało mi się również później w kilku sytuacjach.
    Po kilku latach (może w wieku dwóch) za niesamowite posłuszeństwo Candy została przeze mnie wyzwolona i chodziła bez obroży. Zamiast tego chłopcy często zakładali jej różne chustki, lub koraliki oraz inne dekoracje.
    Pewnego razu podczas pobytu w Piwnicznej, wracając do pensjonatu przez most dla pieszych nad Popradem, jakaś kobieta (nie sądzę, żeby to była miejscowa góralka) „wyraziła” w kilku zdaniach swoje niezadowolenie, że pies nie idzie na uwięzi. Za mostem dałem komendę żeby pies pobiegł do rzeki. Candy wracając i podbiegając na dwumetrowy wał przeskoczyła jeszcze zarośla – lądując na chodniku bezpośrednio przed wcześniej niezadowolona kobietą. Frustrację tej paniusi echo niosło długo, do samej Kokuszki.
    Candy była psem o niezwykłej urodzie – harmonijnej, silnej budowie ciała, nie wymagającym sztucznych zabiegów upiększających.
    Również w naukowych opracowaniach wyczytałem, że owczarki: „…są odporne na warunki atmosferyczne…” Nic bardziej złudnego.
    Candy można rzec to ‘ryba’ nie pies. Kochała wodę i w niej zabawy z chłopcami.
    Po komendzie „aport” wypływała nawet na środek Wisły i holowała do brzegu rzuconą tam rzecz. Na płytkiej wodzie nurkowała po wszystko co opadło na dno. Bąbelki powietrza tylko wskazywały gdzie się znajduje i nie ustąpiła dopóki – dopóty nie wydostała przedmiotu na powierzchnię. Niestety zabawy te kończyły się wizytą u weterynarza z dolegliwością zapalenia ucha środkowego.
    Każdy pies to doskonały trener dla właściciela, zmusza do wyjścia na dwór i to nie zważając na porę roku i stan pogody. A przecież każdy pies powinien codziennie spędzić nie mniej niż godzinę na aktywnym bieganiu, w tym jego właściciel jest zmuszony mu towarzyszyć. Żadnemu psu nie wystarcza piętnaście czy dwadzieścia minut. Ale jeżeli jest dobrze ułożony, to każde wyjście z domu ma wpływ na jego psychikę. Mieszkam na II piętrze. Wytłumaczyłem Candy, że administracja pobiera od nas opłatę za windę. Potrafiła wejść ze mną w innej klatce schodowej nawet na XII piętro, ale z domu zawsze czekała na windę z II ptr.
    Była lubiana przez mieszkańców całego osiedla. Podziw wzbudzała, gdy niosła ze ‘źródełka oligocenki’ bańkę z 5 litrami wody dla siebie. A wśród innych piesków miała kolegów, przyjaciół i nawet jednego narzeczonego (do małżeństwa nie doszło). O tej miłości opiszę w innym wspomnieniu.
    Candy żyła 17 lat. Niestety te psy mają w późnym okresie problemy z kręgosłupem.
    Nie trzeba nikogo przekonywać, że Candy była po prostu najwspanialszym psem na świecie a nie sądzę, że jest to tylko moje zdanie.

  2. kran mostovoy pisze:

    There’s a wealth of information here. Thanks! I’ll be back for more.

  3. Wojciech pisze:

    Świetny tekst, doskonale napisany, obserwacje dotyczące psów absolutnie pokrywają się z moimi, wnioski również :-) Pozdrawiam autorkę i dziękuję za zaproszenie.W.
    Ps.
    Często powtarzam, że psy doskonale rozumieją nasz język, tylko wygodniej im (albo inne przyczyny o tym decydują) nie przyznawać się do tego. Ale czasami pod wpływem emocji zdradzają się z tym, wprawiając w osłupienie uważnego obserwatora. :-)

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free