Uliczka w moim sąsiedztwie. Tak przetłumaczył z języka hiszpańskiego słownik on line tytuł tanga Callecita de mi barrio autorstwa dwóch kompozytorów: Alberto Laporte i Otelo Gasparini.
Tango powstało pod koniec lat dwudziestych, w melodii zakochała się ponoć od pierwszego usłyszenia Hanka Ordonówna, tekst do piosenki ułożył jej mąż Michał Tyszkiewicz, po czym w towarzystwie Chóru Dana Callecita de mi barrio w wykonaniu Ordonówny zrobiła karierę w Polsce pod tytułem Uliczka w Barcelonie. Piosenka mówi o miłości, rozstaniu, wspomnieniach i nadziei :
Już dziś ta myśl mnie nie smuci
Że mnie mój miły porzucił
Lecz ciągle marzę, że wróci
Odwiedzić kiedyś ten cichy kąt
Bo dziś we wczoraj się zmienia
Gdy tylko go opromienia
Chwila słodkiego marzenia
I tyle wspomnień zabranych stąd…
Wspomnienie uliczki, na której kwitną jabłonie odkurzone zostało w 1982 roku (stan wojenny w Polsce) przez Bohdana Łazukę z okazji piłkarskich mistrzostw świata w Barcelonie, w trakcie których polska drużyna zdobyła trzecie miejsce, czyli brązowy medal. Był to jeden z niewielu międzynarodowych polskich sukcesów piłkarskich na przestrzeni dziejów. Sportem się specjalnie nie interesuję ale Letnie Igrzyska Olimpijskie 1992 roku zapamiętałam dzięki urodzonej w Barcelonie Monserrat Caballe, która razem z Freddiem Mercury wyśpiewała sopranem hymn olimpiady pod tytułem „Barcelona” . Tekst mówił również o miłości: Barcelona, It was the first time that we met, Barcelona, How can I forget, The moment that you stepped into the room, You took my breath away,.Barcelona . (Barcelona, nie mogę zapomnieć, kiedy Cię ujrzałem/am po raz pierwszy, po prostu zabrakło mi tchu). Wszystkie te wzruszające, jakby nie było, wydarzenia przypomniał mi wczoraj Robert Janowski w programie JakaToMelodia. Dla mnie osobiście Barcelona ma wyjątkowy, szczególny i jedyny w swoim rodzaju, wielopłaszczyznowy wymiar. Kiedy tam pojechałam po raz pierwszy i ostatni w życiu, miałam czterdzieści kilka lat, od lat ponad dwudziestu byłam zakochana w tym mieście i w Gaudim i tak się jeszcze na domiar złożyło, że od kilku miesięcy byłam zakochana również…..Spuszczę zasłonę nad szczegółami i skupię się na pierwszej miłości… do miasta.
W 1979 roku dostałam w prezencie od mojej przyjaciółki książkę autorstwa Antoniego Piskadło pod tytułem „ 100 najsłynniejszych budowli”. Zadziwiłam się, że do najsłynniejszych budowli na świecie autor zaliczył nasze polskie, w tym: Zamek Królewski w Warszawie, zamek na Wawelu i krakowski Kościół Mariacki, warszawskie Łazienki i Wilanów, pałac w Łańcucie i ruiny Krzysztopór oraz uwaga, Pałac Kultury i Nauki a wszystko to w towarzystwie takich tuzów jak: piramida Cheopsa, ateński Partenon, Wielki Mur, mój ulubiony meczet Omajjadów w Kordobie i moja ulubiona Alhambra, Wersal, Pałac Wiatrów w Dżajpurze, kilka strzelistych katedr i Kreml w Moskwie. Po pierwsze odkryłam, że sama nie wiem, gdzie mieszkam, po drugie odkryłam świątynię Sagrada Familia w Barcelonie. Zdjęcie, które zobaczyłam w książce było czarno-białe i słabej jakości ale cztery potężne i jednocześnie lekkie, ażurowe wieże wbiły mi się w serce niczym strzały Kupidyna na zawsze.
Temple Expiatori de la Sagrada Família – Świątynia Pokutna Świętej Rodziny ma status bazyliki – konsekrowana do tytułu bazyliki mniejszej przez Papieża w br., w założeniu architekta miała przypominać jeden wielki organizm. Budowę rozpoczęto w 1882 roku, wieże ukończono w 1920 a sześć lat później zginął architekt i konstruktor bazyliki, czyli Antonio Gaudi, wpadając pod przejeżdżający omnibus i pozostawiając tylko jedną z trzech
zaprojektowanych fasad. Z powodu organicznej formy budowli oraz niepowtarzalności detali architektonicznych (tak jak w naturze żaden z nich nie jest identyczny i musi być osobno rzeźbiony) do dzisiaj nie zdołano ukończyć budowy bazyliki – Wikipedia. Gaudi tworzył to niepowtarzalne dzieło przez lat czterdzieści, bezpośrednio na placu budowy, modyfikując własne plany architektoniczne w zależności od wizji, która zmieniała się geniuszowi wraz z wchodzeniem w życie kolejnych elementów architektonicznych budowli. Do dzieła na dobre zabrał się dopiero pod koniec życia i niestety wypadek przerwał jego prace przed czasem. Stworzył baśniową bazylikę troszcząc się o najdrobniejszy jej szczegół, bez wsparcia i zrozumienia otoczenia a wprost przeciwnie, wyśmiany przez mu współczesnych. Część projektów Sagrada Familia została zniszczona podczas hiszpańskiej wojny domowej ale w sumie nie ma to chyba większego znaczenia, ponieważ potrzeba geniuszu Gaudiego, żeby zbudować coś tak pięknego i trwałego…na dobrą sprawę bez projektu. Termin zakończenia budowy wyznaczono na 2026 rok. Może się znajdzie do tego czasu drugi Gaudi.
Casa Mila
Jeden był na świecie, jeden tylko artysta 
Odwagi wielkiej, największego geniuszu
Krytykę swej duszy puszczał mimo uszu
By dziełem duszy nacieszyć turystę.
…………
Podążać – ach – podążać ulicą baśniową
Gdzie Casa Mila niezwykła faluje fasada
Duszna, katalońska noc sierpniowa
Olśniony słońcem ranek zapowiada
Wprost z serca budowla cudowna wyrasta
Niczym okręt na fali, meduza w głębinie
W słońcu magia ukazuje się miasta
Czar poranka skrzydła nocy zawinie
Pokłady największej wrażliwości Gaudiego
W naszą głębinę wdzierają się do trzewi
Pięknem porażą nim ranek minie
Wypełnią serca puchar po brzegi
Za fantazją artysty w kształty domu odlaną
Podążymy szlakami wyobraźni bez granic
Miękkość linii postać przypomni kochaną
Cudownego wzruszenia nie oddamy za nic…..
Casa Mila zwana jest potocznie La Pedrera – Kamieniołami. To nie Casa Mila jednak, ze swoimi smokami, pająkami i smardzami zamiast kominów, uznawana za najbardziej dojrzały, świecki projekt Gaudiego ale Sagrada Familia została w mojej głowie na zawsze i tkwi tam do dzisiaj. Ciągle mi nie było po drodze, żeby zrealizować to moje, hiszpańskie marzenie i pojechać do Barcelony. Gdzieś tam były cudze marzenia a ja im ulegałam. Rzucało mnie coraz to i rusz w różne części świata, do Hiszpanii również ale w rejony Andaluzji i Costa del Sol. Wydawałoby się, że jak tego kastylijskiego osła (symbolem Katalonii jest osioł – symbol mądrego i spokojnego, lecz upartego dążenia do celu stanowiąc przeciwieństwo dla byka symbolizującego Hiszpanię – Wikipedia), gdyby w moim przypadku osioł symbolizował powszechnie przypisaną mu głupotę. Zrealizowałam wreszcie swoje marzenie, przykro mi to pisać ale dopiero przez przypadek. Może dlatego, że przez ten przypadek w ogóle sobie przypomniałam, że kiedyś miałam marzenia.
Kamieniołomy
Dawno temu, w zamierzchłych czasach
Tańczyć lubiłam na wysokich obcasach
Sukni białej rąbek baletnicy nie wadził
Gdy świetny partner w tańcu prowadził
Brał za rękę nie mówiąc słowa
A świat w tańcu wirował
Dyskoteka czasami była moim żywiołem
Nocny lokal się trafił z dobrym zespołem
Prywatki w pamięci też na dobre zostały
Gdzie dzisiaj się tamte prywatki podziały
Podchodził w milczeniu, bez słowa
A świat zaczynał wirować
Nie pamiętam lecz wiem, że to się zdarzyło
Że płynęłam obłokiem, gdy przyszła miłość
Że to on mnie znalazł na tłocznym parkiecie
I w tańcu prowadził jak nikt nigdy na świecie
Po prostu wziął za rękę bez słowa
Zawirował ze mną, wirował
Dawno temu, w zamierzchłych czasach
Tańczyć lubiłam na wysokich obcasach
Świat w tańcu się kręcił a ja wokół niego
Do motywu szybkiego a potem wolnego
Prowadził mnie pewnie, bez słowa
Do tańca byłam gotowa
Już zapomniałam wielkich bali nadzieje
I suknie zwiewne, gdy walc w nie powieje
I tych partnerów, co z kunsztem i wprawą
Prowadzić umieli raz w lewo raz w prawo
Z parkietu zeszła kochanka a żona
Solo tańczyła w Kamieniołomach
* Kamieniołomy – kultowy nocny lokal w hotelu Europejski w Warszawie
Któregoś dnia narodził się pomysł organizacji Dni Polskich w Katalonii a konkretnie w
Barcelonie w hotelu Ritz. Jeden z wielu pomysłów co do lokalizacji Dni Polskich ale tutaj to ja się uparłam jak osioł i wzięłam sprawy w swoje ręce. Pomimo niechęci koleżeństwa w pracy do realizacji kolejnej imprezy wyjazdowej wobec nagromadzenia się imprez na miejscu zgarnęłam szefa bankietów hotelu Victoria pod rękę i pojechaliśmy razem rozpoznać topografię oraz ustalić program oraz pryncypia organizacji wydarzenia. Zdawałam sobie już powoli sprawę z tego, że to może być ostatni dzwonek i ostatnia tego typu impreza promocyjna dla Orbisu i dla Polski w wykonaniu Orbisu. Do organizacji wszedł właśnie francuski inwestor strategiczny, którego polityka PRowa zmierzała w zupełnie innym kierunku, pomijając już fakt, że z grubsza rzecz biorąc był Francuzem a nie Polakiem. Pomijam tutaj też moją osobistą motywację do wyjazdu, która była olbrzymia.
W Barcelonie wylądowaliśmy późnym popołudniem. Na lotnisku, bez zbytnich ceregieli postawiłam hiszpańskich partnerów pod ścianą stwierdzeniem, że ja najpierw muszę obejrzeć sobie Sagrada Familia zanim będę miała czas dla nich. Wsiedliśmy więc w taksówkę i z bagażami pojechaliśmy na Calle Mallorca 401. Sądziłam, że jeśli nie zrobię tego od razu to potem mi tego czasu może zabraknąć. Wolałam, żeby mi zabrakło na coś innego. Niepotrzebnie. W rezultacie udało się i dograć szczegóły przedsięwzięcia i wygospodarować czas na porządne zwiedzanie miasta. Zaraz po wyjściu z taksówki, kiedy perspektywa Calle Mallorca otworzyła mi się wraz z drzwiami samochodu, po prostu zabrakło mi tchu z wrażenia a potem na tym bezdechu łapczywie podążałam za Gaudim. Za jego ptakami i roślinami na Fasadzie Narodzenia, rzeźbami postaci, za urzekającą symboliką bazyliki. Gaudi był przekonany, że natura prowadzi do Boga. Jego mistrzem było drzewo widziane z okna. Natura była dla niego pierwotna i dla mnie jest pierwotna również. Na którąś z wież wdrapałam się piechotą, nie wiem dzisiaj już na którą……Weszłam na zamek z piasku a on się nie rozsypał pod moimi stopami.
Zamek z piasku
Mój zamek z piasku ma formę niepowtarzalną
Koronkowym arcydziełem utkanym z marzeń
Warownia w donżony strojna i wieżę bramną
Dumnie spogląda ze wzgórza
Na losy moje – pasmo miliona zdarzeń
W nich się pamięć głęboko jak w fosie zanurza.
Pierścienie murów zwieńczone basztami
Barbakan się wije, obcym dostępu broni
Niespokojna sylwetka zamku za murami
I most zwodzony przęsłem wnętrza chroni
By się doń wróg nie zakradł ukradkiem czasami
Nie zaburzył spokoju, w komnaty nie wkroczył
Gdzie dziewica za rycerzem smutne wypatruje oczy
Niedostępna – pod bramą smok ogniem wciąż zieje
Tutaj czas zaklęty, czasu wielkość i trwałość
Zbudzone dawno temu i pogrzebane nadzieje.
Mój zamek z piasku z tytanu szuka oparcia
Na twardym gruncie chciałby kiedyś stanąć
Pewnie odpierać nieprzyjaciół natarcia
Gdy twierdzę otoczą zwartym pierścieniem
Ja im w oczy spojrzę, na blanki wyjdę śmiało
I pokonam wrogów jednym tylko spojrzeniem.
Lecz póki co po kruchym stąpam lodzie
W marzeniach zwieńczenia koronkowe buduję
Przeszłość z jutrem tu i tam łączę w zgodzie
Niepewnie w powietrzu dryfuję, dryfuję…
Niech nic się z życia za życia nie zmarnuje
Niech inni smak piasku w moim zamku poczują.
Niezłomna forteca na samotnym falochronie
Na koniu spienionym groźne fale wstrzymuje
Z dziewiątą falą rumak padnie, zatonie
Chyba, że w oddali dojrzę chyboczące pióro
Gościa ono oznajmi – od lat go wyczekuję
Most zwodzony opuszczę…i komnatę ponurą.
Za krótko było, za mało czasu, żeby się nasycić. Jedno popołudnie, jeden wieczór. Jedna chwila na placu budowy ale warta grzechu…….. !!! Ostatniego dnia pobytu w Barcelonie, kiedy to nogi mi weszły w tylną część ciała od zwiedzania a w głowie kręciło się od wrażeń Andrzej, towarzyszący mi szef bankietów, popatrzył na mnie i wykrztusił:
- bardzo bym chciał zobaczyć Camp Nou
Nie miałam pojęcia o czym mówi, chociaż to jeden z największych stadionów w Europie i na świecie. Msza papieska zgromadziła tutaj ponad 120 tys osób. Najpierw się na niego
zeźliłam, ponieważ tego samego dnia byliśmy w pobliżu stadionu, oglądaliśmy miasteczko sportowe w sąsiedztwie, mnie nogi już odmówiły posłuszeństwa jak po wczorajszym Sylwestrze a tu takie coś! A potem po prostu zawołałam taksówkę i pojechaliśmy. Jego radość, kiedy robił sobie zdjęcia na stadionie, kiedy grzebał w gadżetach sportowych, żeby wybrać prezenty dla synów wynagrodziła mi z nawiązką wcześniejszą frustrację.
Uliczkę znam w Barcelonie
W uliczkę wyskoczy Boniek
Będzie słychać na stadionie
„Brawo Polonia,
Brawo ten pan…..Bohdan Łazuka, autora tekstu nie znalazłam w internecie
Naszym przewodnikiem po Barcelonie a jednocześnie partnerem w organizacji promocji Polski w Hiszpani była Dyrektor Oficina Nacional de Turismo de Polonia w Madrycie, Maria Lichota. Do organizacji przedsięwzięcia Dni Polskie w Katalonii nie doszło, zmieniała się polityka firmy, tak jak przewidywałam a Zarząd Orbisu miał inne sprawy na głowie niż rozpatrywanie mojego wniosku. W hotelu Victoria Inter.Continental zagościł Francuz na bliżej nieokreślonych pozycjach ale z wyraźnie określoną perspektywą, która wymiotła z tego hotelu jego polskiego dyrektora, później mnie a potem wielu innych, w tym szefa bankietów, o którym mowa w opowiadaniu. Moja miłość, ta za zasłoną, przeminęła ale ta do Barcelony, ta pierwsza, została na zawsze. Tym miastem, podobnie jak Sagrada Familia nie można się nasycić, gdyż ciągle jest w budowie a nagromadzenie szczegółów powoduje, że nieustannie się odkrywa coś nowego w tym, co już zostało wybudowane. Ślepa uliczka jest tylko tam, gdzie nic się już nie rozwija…..
Ślepa uliczka
Uliczek tak wiele jest na tym świecie
Kwiatami jabłoni słodko pachnących
Wspomnień czułych miłosnych uniesień
I pocałunków zniewalających
Nie ma tu końca, nie ma końca
Tam ślad pozostał spojrzenia w oczy
Spragnionych ust na czole muśnięcie
Jabłoni owoc grzeszny smak ma rozkoszy
Rozstanie węża zaś jadu dotknięciem
Raj utracony nie wróci już więcej
Na ślepej uliczce też kwitną jabłonie
Lecz jabłka się rodzą dzikie i kwaśne
Ewy namową Adam bierze w swe dłonie
I koniec raju, on tylko w baśniach
I w snach, gdy czasem zaśniesz
Ślepa miłość przemija, pora się rozstać
Więdną szybko majowe kwiaty jabłoni
Gorzki owoc rozstania jedynie pozostał
I włos posiwiały ze smutku na skroni
Ślepym zaułkiem ulica skończona




Facebook
Zwierzolubni