Julian Ochorowicz

Julian Ochorowicz – Ezoterycy w Wiśle -Franciszek Drewniok

Do postaci najbardziej znanych w historii Wisły należał Julian Ochorowicz. Urodził się w roku 1850 w Radzyminie. Już w szkole średniej wykazywał ogromne zainteresowania zarówno naukami humanistycznymi jak i ścisłymi. W wieku 16 lat wstąpił do Szkoły Głównej Warszawskiej na Wydział Filozoficzno-Historyczny by potem przenieść się na Wydział Fizyko-Matematyczny. Już w trakcie pierwszych lat studiów był autorem kilku prac naukowych czym zyskał uznanie środowiska naukowego. W 1875 roku przeniósł się na Uniwersytet Lwowski gdzie uzyskał habilitację i objął stanowisko docenta psychologii i i filozofii przyrody na Wydziale Filozoficznym. Przez cały czas, oprócz rozwijania swoich zainteresowań na polu psychologiczno-filozoficznym, interesował się fizyką eksperymentalną w zakresie elektryczności i elektromagnetyzmu. W roku 1882 J.Ochorowicz przeniósł się do Paryża. Tam powstają jego najważniejsze wynalazki z dziedziny przesyłania głosu (m.in. termo-mikrofon oraz system odtwarzający głośno mowę). Jego wynalazki zdobyły wielkie uznanie wśród ówczesnych uczonych  – demonstrował je na wystawach w Paryżu, Antwerpii, Warszawie, Petersburgu gdzie uzyskiwał  złote medale. Następne lata swojego życia poświęcił studiowaniu psychologii czym zajmował się do końca życia. Swoje przemyślenia i opisy doświadczeń publikował w wielu czasopismach lekarskich – nie zawsze był akceptowany przez innych światowej sławy naukowców choć historia pokazała , że swoimi tezami, szczególnie z zakresu psychologii znacznie „wyprzedził swoje czasy”. Dużo swoich badań poświęcił hipnozie – zbudował nawet hipnoskop – przyrząd do badania wrażliwości hipnotycznej człowieka.

W 1893 roku, na zaproszenie Henryka Siemiradzkiego przyjechał do Rzymu aby wziąć udział w seansach spirytystycznych ze słynnym medium Eusapią  Palladino. Nie brał on jednak udziału w tych seansach jako zwykły uczestnik lecz usiłował dociec pod względem naukowym tego co się w czasie tych seansów działo. Przeprowadzał badania fizyczne  (m.in. badał kąty pochyleń poruszającego się stolika, wzajemnych zachowań uczestników, dokładnego zachowania medium w czasie seansów, fotografował. Po krótkim pobycie w Rzymie Ochorowicz wrócił do Warszawy i zreferował wyniki seansów z Eusapią Palladino. Grono przyjaciół postanowiło zaprosić medium do Warszawy gdzie przeprowadzono około 40 seansów z udziałem znanych intelektualistów. W doświadczeniach były demonstrowane zjawiska lewitacji i telekinezy oraz materializacji przedmiotów. Wyniki wszystkich tych spotkań zostały opisane przez Ochorowicza w pięciotomowym dziele „Zjawiska mediumiczne”.

W roku 1899 Julian Ochorowicz został zaproszony przez Bogdana Hoffa do Wisły. Ciekawym jest, że uczony światowej sławy, odnoszący wiele sukcesów w wielu stolicach europejskich, wydający prace na światowym poziomie – postanowił przyjechać do zabitej jeszcze wtedy deskami wsi i zamieszkać tu na 13 lat. Otwarte pozostaje pytanie: jakie „siły” spowodowały jego przyjazd do miejscowości w której oprócz Bogdana Hoffa (potem dopiero ks. J.Burschego i innych) nie miał możliwości kontaktu ze światem nauki i intelektu, którego był istotnym uczestnikiem.

Jego „okres wiślański” nie był okresem bezczynności. Zaangażował się w popularyzację Wisły jako letniska budując kilka pensjonatów – piszą na ten temat szczegółowo Dominik Konarzewski i Michał Kawulok w materiałach do Monografii Wisły „Od wsi do uzdrowiska. Dziedzictwo architektoniczne Wisły”.

Budowa pensjonatów wymagała poświęceń a J.Ochorowicz nie był zachwycony mieszkańcami Wisły, których tak między innymi tak scharakteryzował: powolność ich była po prostu przerażająca! Nic podobnego nie spotkałem nigdzie. A zdumiewająco powolna była nie tylko ich praca ale nawet przejście paru  kroków, albo sięgnięcie po narzędzie, tak że robotnik ten tańszy niż gdzie indziej kosztował znacznie drożej. Ochorowicz angażował się osobiście w budowę pensjonatów – kiedyś w czasie prac spadł z rusztowania i złamał nogę. Nie najlepiej złożona przez „miejscowego doktora” noga spowodowała, że Ochorowicz utykał na nią do końca życia.

W czasie pobytu w Wiśle Julian Ochorowicz intensywnie prowadził badania zjawisk paranormalnych. Eksperymentował z młodą kobietą  Stanisławą Tomczykówną. Jej  zdolności medialne podobno ujawniły się w 1905 roku, gdy została aresztowana. Krótki pobyt w areszcie  ujawnił się u niej zdolnościami telekinetycznymi wtedy gdy lekarz przepisywał jej receptę, kałamarz zaczął się poruszać i stukać. Gdy wiadomość o tym   dotarła do Ochorowicza , ten niezwłocznie zaprosił ją do siebie  rozpoczął eksperymenty.

W numerze pierwszym „Annales des science psychologiques” z 16 stycznia 1909 roku Ochorowicz pisze:

Stanisława Tomczykówna jest ładną, skromną, inteligentną panną, jakkolwiek bez wykształcenia. Jest nadzwyczajnie uzdolniona. Przebywa w mojej willi od dwóch miesięcy, gdzie staram się o poprawę jej zdrowia i kieruję rozwojem zdolności medialnych. Spodziewam się stworzyć z niej medium prawdziwie użyteczne dla nauki. Zadanie mam ułatwione dzięki trzem okolicznościom; panna Tomczykówna jest z natury osobą prawdomówną, która umie opanować wrodzoną większości mediów skłonność do bezwiednego oszustwa a przy tym nie jest zawodową spirytystką.

Moje badania odbywają się zawsze przy świetle czerwonym, nigdy w  ciemności. Kontrola jest zawsze ścisła i medium bywa zawsze rewidowaną. Wszystkie doświadczenia odbywają się w głębokim śnie hipnotycznym, wywołanym przeze mnie metodą Braida.. Badaniom towarzyszą najwyżej dwie osoby.

Do najważniejszych, zdaniem Ochorowicza, zjawisk uzyskanych w jego „badaniach” należy zaliczyć wytworzenie personifikacji fluidycznej. W głębokim śnie hipnotycznym z ciała Tomczykówny wyłaniała się postać podobna do medium, tylko znacznie mniejsza, bo wzrostu około 55 cm. Na jego pytanie, zadane jej zaraz na pierwszym seansie, medium odpowiedziało: — „To mój sobowtór, nazywa się „mała Stasia”.

W toku następnych doświadczeń Ochorowicz stwierdził u Tomczykówny trzy różne osobowości. W stanie normalnym była Stanisławą. W stanie somnambulicznym (tzn. w uśpieniu hipnotycznym) występowała „mała Stasia” lub druga Stanisława. Niestety, jak pisze Ochorowicz, wzajemna niezależność tych trzech osobowości, większa niż zazwyczaj spotyka się u trzech osób, utrudniała badanie przyczyn zjawiska i nieraz trzeba było uciekać się do forteli, aby skłonić „małą Stasię” do wyjawienia sekretów. Wystąpiła u Tomczykówny później jeszcze czwarta, sztuczna osobowość: „Wojtek”. Był on, zdaniem medium, tym czynnikiem, który poruszał ciężkie przedmioty i okazywał wielką siłę. Natomiast „mała Stasia” była personifikacją dziecięcych podświadomych wspomnień medium. W czasie badań była złośliwa i skłonna do oszustwa.

W toku doświadczeń Ochorowicz stwierdził także, że Tomczykówna posiada duże zdolności telekinetyczne czyli zdolność poruszania przedmiotami bez dotyku — nieraz w pełnym świetle dnia. Potrafiła, nie dotykając, podnieść i utrzymać w powietrzu różne lekkie przedmioty, mogła wpływać na toczącą się kulę ruletki, aby wpadła do oznaczonej przegródki. Potrafiła zatrzymać z odległości wahadło ściennego zegara, mimo że w tym czasie Ochorowicz trzymał ją za ręce. Zmieniając warunki doświadczeń Ochorowicz spostrzegł, że niekiedy z palców medium wyłania się jakaś substancja, która przybierała postać nitek fluidalnych. Ta substancja, nazwana później przez spirytystów ektoplazmą, została także zauważona także u Euzapji Paladino i okazała się włosami, jedwabnymi nitkami. Ochorowicz nazwał tę substancję promieniami sztywnymi. Ale „promienie sztywne” to dopiero początek „odkryć” Ochorowicza. W toku dalszych eksperymentów obserwował też zjawiska, które nazywał promieniami elektrochemicznymi Xx.

Są one — pisze Ochorowicz — najwyższym stopniem promieniowania mediumicznego. Działają one bezpośrednio na kliszę fotograficzną, ze znacznych nawet odległości. Wymagają znacznie większego wysiłku od medium, dochodzącego aż do gwałtownego bólu i paraliżu. Chemicznemu ich działaniu towarzyszy niekiedy zdolność wywoływania plam barwnych, o pięknych żywych kolorach, jakby nałożono farbę olejną na kliszę. Nie można ich naśladować żadnym ze znanych w fotografii sposobów. Nazwę nadaję im przez analogię do promieni Roentgena. Promienie Xx przechodzą przez najcięższe metale, marmur, kości, itp. Nie znalazłem ciała, które mogłoby zabezpieczyć przed ich działaniem…”.

W marcu 1909 roku na zaproszenie Ch. R. Richeta Ochorowicz wraz z Tomczykówną pojechał do Paryża. Zdarzył się tam wypadek, który Ochorowicz sam nazywa „fantastyczną przygodą mediumiczną”. Oto pewnego wieczoru ustami Tomczykówny „mała Stasia” powiedziała: — Chcę się fotografować! Postawcie aparat na stole pod oknem, nastawcie na odległość pół metra, dajcie krzesło przed stół i coś do okrycia.
- Możesz się fotografować tak, jak jesteś — perswadował Ochorowicz.
- Nie, daj ręcznik — odpowiedziało medium.
J. Ochorowicz w zaciemnionym pokoju użył nowej kliszy fotograficznej i wraz z medium opuścił pokój. W chwilę po tym zauważyli w szparze progu drzwi błysk światła i dało się słyszeć pukanie, że już się stało i można wywołać kliszę. J. Ochorowicz wszedł pierwszy, w ciemności zamknął migawkę aparatu, następnie zapalił światło. Zmięty ręcznik leżał obok aparatu. Wielki zaś arkusz bibuły, znajdujący się poprzednio na komodzie, był rozdarty i mokry, a leżał w drugim rogu pokoju. Po wywołaniu kliszy otrzymano sławne zdjęcie „małej Stasi”, które obiegło cały świat, będąc jednym z najczęściej cytowanych dowodów realności zjawisk mediumicznych. Doświadczenie to medium przypłaciło ciężkimi dolegliwościami trwającymi dwie doby (omdlenia, spazmy, kurcze, bóle).

We wrześniu 1911 roku Ochorowicz powiedział do zahipnotyzowanego medium: „…chciałbym dowiedzieć się, czy twój sobowtór mógłby swą rękę przecisnąć przez mały otwór, oświetlić ją i sfotografować”. Medium zgodziło się, ale radziło utrudnić zadanie. Niech Ochorowicz otwór flaszki zakryje swoją ręką. Ochorowicz odciął z nowej rolki spory kawałek błony filmowej (13×18 cm) i ten kawałek, który zaraz się zwinął, włożył do butelki. Ochorowicz trzymał butelkę, którą również medium objęło swoimi rękoma. Wszystko to odbywało się w ciemności. Nagle medium z przeraźliwym krzykiem upadło do tyłu, a Ochorowicz przystąpił do wywoływania filmu (musiał rozbić butelkę, aby go wywołać). Obraz ukazał się szybko i przedstawiał rękę. Ręka ta była większa od ręki medium i ręki Ochorowicza, który uważał to za rzecz zupełnie niezrozumiałą. Wynik eksperymentu wydaje się być sprzeczny z prawami fizyki. Błona była bowiem zwinięta w rurkę, toteż ręka sobowtóra astralnego musiałaby się też tak zwinąć, wytworzyć światło, które bez aparatu fotograficznego naświetliłoby tylko obraz ręki.

Jednak i to „osiągnięcie” Ochorowicza nie zamyka listy jego sukcesów. W jego obecności medium wielokrotnie fotografowało swoje myśli i wyobrażenia (np. wyobrażenie księżyca).

Takich fotografii w historii spirytyzmu otrzymano wiele. Wszystkie przedstawiają obraz płaski, sprawiają wrażenie jakby kopii wycinanek z kartonu. Podobną płaskość zauważono na fotografiach zmaterializowanych zjaw. Z jednej strony Ochorowicz uważał, że fotografia medialna podlega innym prawom optyki niż zwykła, z drugiej zaś strony, zdaniem współczesnych fotografików, zdjęcia te są przeważnie nieudolnym trickiem, a liczne zdjęcia lewitacji – słabym technicznie fotomontażem.

Julian Ochorowicz zapraszał do  Wisły zacnych gości. Wśród nich byli dwaj pisarze: Bolesław Prus i Władysław Reymont.

Kolegą z ławy szkolnej Ochorowicza był Bolesław Prus (Aleksander Głowacki). Prus, przebywając jeszcze w Warszawie wielokrotnie bronił swego przyjaciela, którego kontrowersyjne poglądy i doświadczenia nie budziły specjalnego entuzjazmu wśród inteligencji warszawskiej. Zastanawiając się nad kwestią czy mediumizm jest faktem czy mistyfikacją pisał: w Warszawie mediumizm zwany także spirytyzmem, już posiada garstkę apostołów prozelitów, którzy gdzieś, po cichu „rozmawiają z duchami”. Kolejne spotkania przy stoliku opisywał wprawdzie, ale już z większą ostrożnością i mniejszym zaangażowaniem. W „Tygodniku Ilustrowanym” z 2 lipca1910 roku zamieścił tekst” Zjawiska mediumiczne”. Czyta się go z zainteresowaniem, zwłaszcza, że umieszczono w nim zdjęcia Tomczykównej (tej samej, która przyjechała do Wisły).

Bolesław Prus, który postanowił skorzystać z zaproszenia Juliana Ochorowicza musiał wiedzieć o tym, że jedzie w góry. Może jednak przekonywano go, że to góry łagodne i przyjazne, a nie – jak Tatry, przerażające swoim ogromem. Kiedy zobaczył Tatry pierwszy raz, nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie konsekwencje niesie ze sobą agorafobia – przypadłość na którą cierpiał od dłuższego czasu.(wg Wikipedii – agorafobia – irracjonalny lęk przed przebywaniem na otwartej przestrzeni, wyjściem z domu, wejściem do sklepu, tłumem, miejscami publicznymi..)

Bolesław Prus, który bał się podróży, nowych miejsc i gór, zdecydował się przyjechać  do Wisły. Widać siła przekonywania Ochorowicza była duża. W Wiśle wszystko go przerażało. Jak pisze: całą podróż z Ustronia do Wisły odbyłem z  zamkniętymi oczyma, a obecną moją turystyczną działalność zamykam w granicach jednego kilometra, niewiele zatem mogę powiedzieć o wszystkich tutejszych pięknościach. Nie tylko podróż była męcząca. Każdy spacer i próba przejścia po moście na drugą stronę Wisły wiązały się ze sporymi emocjami. Ostatnie ustalenia badaczy są jednoznaczne – pisarz przyjechał około 18 czerwca 1900 roku razem z żoną i  przybranym synem. Wisłę opuścił w lipcu tegoż roku.

Prus mieszkał w drewnianym pensjonacie wybudowanym przez Ochorowicza „Placówce”. Andrzej Podżorski wspominał, że Prusa interesowało życie miejscowych górali, ich zwyczaje i zabawy. Często siadał pod wieczór z Bogdanem Hoffem i Ochorowiczem do pasterskich ognisk na wolnym powietrzu i wdychał z lubością zapach ziemniaków pieczonych w gorącym popiele. Lubił bawić się z dziećmi kierownika szkoły Goszyka, którym pomagał piec placki ziemniaczane na prymitywnie zbudowanym w olszynie piecu z kamieni.

Bolesław Prus był wręcz zafascynowany Ochorowiczem, który w rezultacie stał się pierwowzorem postaci Ochockiego w „Lalce” oraz zainspirował powstanie „Faraona”. Na kartach  „Emancypantek” pojawiły się echa seansów medialnych w których Prus uczestniczył na zaproszenie Ochorowicza.

Ważnym gościem Ochorowicza był Władysław Reymont. Przybył on tutaj po przeżytej katastrofie kolejowej  aby szukać ciszy i spokoju do napisania „Chłopów”. Pierwszą wersję dzieła, z którego nie był zadowolony – podarł. Po dyskusjach z Ochorowiczem powstał w Wiśle pierwszy tom drugiej wersji „Chłopów” – powieści za którą Reymont otrzymał w 1924 r. nagrodę Nobla.

Władysław Reymont słynął również ze swoich zdolności mediumistycznych. Brał udział w wielu seansach jako medium. Już jako dziecko bardzo dużo się modlił i czytał nabożne teksty Piotra Skargi. Zdarzało mu się przeżywać stany iluminacji, podczas których widywał anioły i świętych, dręczyły go też różne dziwne przeczucia i sny. Już wtedy miał niezwykłą, fotograficzną wręcz pamięć, która pozwalała mu przechowywać w głowie tysiące szczegółów niezauważalnych dla większości ludzi. Zapalony spirytysta z Częstochowy, podczas spotkania z 19-letnim Reymontem zawołał: masz pan wielkie zdolności okulistyczne. Fascynacja zaświatami towarzyszyła mu przez całe życie. Był członkiem stowarzyszenia spirytystycznego znanego jako Warszawskie Towarzystwo Psychologiczne, którego cel to przeciwdziałanie kierunkowi materialistycznemu za pomocą rozkrzewiania idei spirytystycznych. Wywoływał duchy razem ze słynnym medium Janem Guzikiem. Obracał się w kręgu szanowanych autorytetów, ważnych dla rozwoju ruchu spirytystycznego, jak autor fantastyczno-okultystycznej powieści „Miranda” Antoni Lange; wydawca poświęconego parapsychologii pisma „Dziwy Życia”, Witold Chłopicki czy krytyk literacki Ignacy Matuszewski, autor książki „Czarnoksięstwo i mediumizm”. Pod koniec XIX w. Reymont zasłynął nie tylko jako medium, ale również jako człowiek mający zdolność pojawiania się jednocześnie w kilku miejscach. Świadkowie zapewniali, że pewnej nocy w Skierniewicach, w tym samym momencie, widziano go aż w czterech miejscach. Był u nas i zasiedzieliśmy się do 12 w nocy. W tym czasie przyszła nasza służąca i nie wiedząc, że jest u nas, powiedziała, że pan Reymont stoi pod płotem, mimo dużego mrozu i się nie odzywa. Na drugi dzień Unierzycki mówił, że Reymont przyszedł do domu normalnie o godzinie dziesiątej, a znowu starszy robotnik twierdził, że nocował u niego – opowiadała Wanda Rycerska z domu Weycher, która była wtedy dzieckiem, ale dobrze zapamiętała to niezwykłe zdarzenie.

Wracając jednak do Ochorowicza, jego zasługi dla Wisły są bardzo duże. Oprócz zbudowania kilku willi (wg projektu Bogdana Hoffa) i zapraszaniu do Wisły znakomitych ludzi znalazł czas na rozbudzanie ducha narodowego wśród miejscowej ludności. Był między innymi, wspólnie z ks. Juliuszem Bursche współzałożycielem Stowarzyszenia  Miłośników Wisły (1905), w 1909 roku współzałożył oddział wiślański „Macierzy Szkolnej Księstwa Cieszyńskiego”. Szkole wiślańskiej podarował około 600 książek. W roku 1904 po wybudowaniu największej willi – willi „Maja” J.Ochorowicz wspólnie z Janem Wantułą z Ustronia doprowadził do zorganizowania przedstawienia  amatorskiego zespołu teatralnego dla ludności Wisły.

Za opowiadaniem Jana Kropa przytoczę ciekawy pokaz przeprowadzony w jednej z klas wiślańskiej szkoły. Kiedyś Ochorowicz, jako wynalazca i  zwolennik wszelkich nowinek technicznych przywiózł do Wisły prosty fonoskop (urządzenie będące pierwowzorem adapteru na którym zapisywano dźwięk na wałku woskowym przy pomocy igły połączonej z membraną). Pokazał urządzenie uczniom i poprosił jedną z dziewczynek o powiedzenie do mikrofonu kilku słów. Przerażona dziewczynka powiedziała spontanicznie: „Jo móm rada swojóm mame”. Kiedy po chwili Ochorowicz odtworzył z fonografu wypowiedziane przed chwilą słowa, zjawisko wzbudziło zdziwienie a i częściowe przerażenie.

Z Wisły Julian Ochorowicz wyjechał w roku 1913. Jego wyjazd był najprawdopodobniej nagły ale nie znane są jego przyczyny. Jan Pilch, kierownik szkoły w zaolziańskiej dziś Karpętnej prowadził pamiętnik w którym opisał jego ostatnią wyprawę do Wisły w celu odwiedzenia Ochorowicza., którego jednak nie zastał. Opisuje to tak:

Dom wydawał się na wpół rozgrabiony, okna wyłamane z zawiasów przez wiatr czy przez ludzi. Drzwi pootwierane, książki porozrzucane po podłodze, na schodach, w ogrodzie retorty i kolby rozbite, szkło skwierczało pod butami.

Po wyjeździe z Wisły do Warszawy, pisze liczne prace z dziedziny psychologii nie spotykające się, ze względu na swoje nowatorstwo, z uznaniem ówczesnych naukowców – ich wartość naukowa doceniana jest dopiero po latach. Wiele osób uważa , że Ochorowicz „urodził się za wcześnie”.

Julian Ochorowicz zmarł 1 maja 1917 roku i jest pochowany na warszawskich Powązkach.

Mieszkańcy Wisły pamiętają o zasługach Juliana Ochorowicza dla Wisły. Jednym z przykładów było sympozjum w 150 rocznice urodzin, które staraniem Towarzystwa Miłośników Wisły odbyło się w 2001 roku. Innymi przykładami upamiętnienia pobytu Ochorowicza w Wiśle jest obelisk z okolicznościowa tablicą umieszczony w centrum miasta czy tablica na „Ochorowiczówce”.

Zdjęcia: Julian Ochorowicz, Ochorowiczówka – zdjęcia z wystawy poświęconej Ochorowiczowi, BUW, wrzesień 2010, Archiwum Jarzębiny; Centrum Wisły na starej pocztówce -  Wisła, Przewodnik Turystyczny – Franciszek Drewniok;
Pomnik Juliana Ochorowicza w Wisle, Hairsprawy Qeen 0 GNU Free Documentation License; http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/62/DSC00634.JPG; By Hairspray Qeen (Own work) [GFDL (<a href="http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html" rel="nofollow">http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html</a>), CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC-BY-SA-2.5-2.0-1.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)], via Wikimedia Commons

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jasnowidzaca z Wisły i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free