W sierpniu 1914 roku wybuchła pierwsza wojna światowa. Mieszkała (moja żona. przyp. mój) wówczas pod zaborem austriackim. W myśl orędzia cesarza Franciszka Józefa do ludów Austro-Węgier wszyscy obywatele mieli się stawić do obrony państwa i pobicia wroga. Jeden mniej, drugi więcej zagrzewał bądź prywatnie bądź publicznie swych podwładnych do spełniania obowiązku wobec ojczyzny.
W jej miejscu zamieszkania na jednym z zebrań wystąpił ksiądz i nawoływał zebranych do bicia wroga. Wtedy Agni podeszła do niego, uchwyciła za sutannę i ściągnęła go z mównicy, zarzucając mu przestępstwo piątego przykazania Bożego.
W następstwie tego zajścia Agnia stanęła przed wojskowym sądem polowym. Sąsiedzi trwożnie oczekiwali dnia rozprawy. W oznaczonym dniu Agnia idąc na rozprawę zabrała ze sobą torbę. Sąsiadki pytały się jej, dlaczego bierze torbę, że przecież idzie na rozprawę sądu wojskowego. Myślały przy tym, że przecież stamtąd już nie wróci do domu. Odpowiedziała:
- Po drodze poczynię zakupy
Kolegium sędziowskie, złożone z oficerów różnych stopni zaczęło ją przesłuchiwać. Ona odpowiadała, że piąte przykazanie brzmi: nie zabijaj! A na wojnie jeden strzela do drugiego a więc się zabijają i postępują przeciw temu przykazaniu. Sędziowie, chcąc nie chcąc, musieli jej przyznać słuszność ale płazem jej postępku nie chcieli puścić. Pod koniec poradzono jej, by oświadczyła, że jest głupia i jako głupia nie wiedziała, co robi i wówczas będzie ja można uwolnić. Wtedy ona odezwała się do nich :
- Widzieliście już takiego głupiego, co by twierdził, że jest głupi?
Sąd uwolnił ją od kary a ona wracając do domu poczyniła w mieście potrzebne zakupy.
……………………….
Agni nie garnęła się do ludzi, nie odczuwała z ich strony bynajmniej jakiegoś większego zasilenia duchowego dla siebie. Liczba przybywających do niej szła w tysiące. Szli ludzie do niej ze szczerą ufnością, z wiara w Boga, że On im przez nią poradzi, pomoże. Szli też i tacy, przed którymi ostrzegał ja opiekun, a więc sceptycy i niedowiarkowie.
Dla wielu naukowców oraz osobistości z hierarchii świeckiej i kościelnej były jej rady i tłumaczenia naturalne i przekonywujące, a mimo to nie decydowali się na wprowadzenie ich w życie. Te osoby nie przyznawały się do kontaktu z Agnią, by nie być przez ogół wyszydzanym i wyśmiewanym jako ludzie zabobonni z czasów średniowiecza.
Od czasu do czasu wyjeżdżała do Warszawy, Poznania, Łodzi, Krakowa, Lwowa i innych miast, gdzie stykała się też z najróżniejszymi sferami : od inteligentów do prostaczków, ludzi bogatych i ubogich, od możnych tego świata do pospolitego podwładnego, a wszędzie była przyjmowana serdecznie i z wdzięczności. Przy tych odwiedzinach zawiązywała się serdeczna i szczera przyjaźń. Jedną np. taka serdeczną przyjaciółką była córka byłego prezydenta ĆŚR, p. Alicja Masaryk.
Naturalnie miała też i przeciwników, nieraz bardzo nieprzejednanych, szczególnie wśród tych, którym nie chciała radzić i pomagać w różnej, brudnej i nieuczciwej robocie. Inną, wrogo do niej nastawioną grupa ludzi byli spirytyści z Radwanic k/Ostrawy. Dążyli oni do rozwinięcia u siebie jasnowidzenia, a ponieważ widzieli, że nie dorównają Agnieszce, więc stąd podstawianie jej nóg na każdym kroku i szerzenie o niej ujemnej opinii. To też było do pewnego stopnia przyczyną, że w 1920 roku opuściła na stałe Czechosłowację i przeniosła się do Polski.
……………………………
„Z licznej rzeszy głośnych jasnowidzów Agnieszka P. przyciągnęła moją uwagę z racji ustalonej o niej opinii, że jest bezinteresowną i prostą. Prostota i bezinteresowność! Dwie cnoty tak doniosłe a zarazem tak rzadkie, że ich obecność stanowi poważną rękojmię zaufania. Cnoty zasadnicze, które są lub ich nie ma, niemożliwe do zastąpienia przez najkunsztowniejszą imitację.”
Fragmenty pamiętnika mojego dziadka, Jana Pilcha. Wisła, daty brak. Zdjęcia: Jan Pilch, Archiwum Jarzębiny.



Facebook
Zwierzolubni