Stanisław Kurletto – cz.1

„Postanowiłem napisać do pani, gdyż właśnie znalazłem pani artykuł o jasnowidzącej Pilszce i Stachu Kurletto. Informacji o wspomnianym malarzu szukałem od kilku lat, ale bez większego rezultatu. Zainteresowanie wynika stąd, że w moim domu wisi obraz z podpisem St. Kurletto, 9.X.1935. Przedstawia istniejący do dzisiaj dom moich prapradziadków pod szczytem Kamiennego (a osiedle Jarzębata znajduje się kilkaset metrów poniżej). W domu tym jako dziecko mieszkał też mój dziadek. Z informacji usłyszanych kiedyś od dziadka wynika, że owy malarz w okresie wojny ukrywał się w pod szczytem Kamiennego, w pobliżu domu prapradziadków, za co trafili oni do Auschwitz, skąd wróciła już tylko praprababcia i przeżyła ponad 90 lat. Moje zdziwienie jest tym większe, że jest on synem jasnowidzącej Pilszki.”

O Stachu, przyrodnim bracie mojej mamy wiem najmniej. Zostało kilka jego listów, zdjęć i wspomnień o nim.  W zapiskach dziadka znajduję taką oto informację:

” Agnieszka miała pięcioro dzieci, najmłodsze zmarło w kilka dni po urodzeniu. Najstarszy Stach, 18-letni chłopak, choć zupełnie nieprzygotowany technicznie, to jego talent przekraczał daleko ramy zwykłego artyzmu. Tematy do płócien swoich czerpał z natchnienia i tem bardziej zasługuje na wyróżnienie, że nie skończył żadnej szkoły malarskiej i nie przechodził w tym kierunku sztuki – żadnych studiów. Jest to zatem talent samorzutny i domorosły. Po matce odziedziczył zdolność przenikania do źródła wszelkiej twórczości. Jako malarz medjalny maluje swoje obrazy w pełnej świadomości, nie wpadając w trans. Niektóre reprodukcje jego obrazów ukazały się w Hejnałach. Jego dziełem była też zewnętrzna szata Hejnału.”

W innych źródłach znalazłam, że Stach ukończył ASP. Wiem też, od mamy, że miał wystawę swoich obrazów w Polsce. (na stałe mieszkał w Brazylii). Nie stać mnie na to, żeby kupić to co zachowało się z wydawnictwa moich dziadków. Pieniądze, które życzą sobie żyjący czytelnicy Hejnałów i antykwariaty nie są na moją kieszeń. Dzięki życzliwości mojej czytelniczki Mirandy dostałam od niej w prezencie fotokopię „Wędrówki dusz”.  Dziękuję Ci, Mirando.

„Wojna światowa zlikwidowała Hejnał a tym samym łączność z pracownikami i czytelnikami. Okupant likwidował placówki polskiej prasy i polski materiał książkowy rekwirował jako makulaturę.  Z redakcji Hejnału wywieziono dwie fury książek i miesięczników.  Ustały kontakty z pracownikami i czytelnikami. Jako wydawcy literatury w języku polskim byliśmy specjalnie obserwowani. Do katastrofy (aresztowania Agni, Janki i mnie) przyczynił się syn Stach.  Podczas okupacji przekraczał kilkakrotnie granicę Guberni i Reichu do Wisły. Jeden z jego kolegów został w 1943 roku przez Gestapo postrzelony i wzięty „na spytki”. Zdradził Stacha, że do nas przychodził z Guberni a tym samym wsypał i nas niewinnie. Następstwem tego były rewizje i dnia 27.11.1943 roku aresztowano mnie z żoną.” – Jan Pilch

List od Stacha z grudnia 1978 roku moja mama podarła. Zachowały się tylko fragmenty.

„Warszawa, 24.03.1978 r.

Sten, dziś wróciłam z sanatorium i w domu czekał już na mnie Twój list. Szkoda, że nie mogłeś zobaczyć mojej twarzy. Słowo zdumienie, radość i łzy jest nikłym odzwierciedleniem moich odczuć.  Niestety, list, o którym donosisz, a który powinnam była otrzymać przed dwoma laty nie dotarł do mnie z niewiadomych względów. Jedno jest ważne, że ten drugi list jest – leży przede mną…..Agnia”

W domu mojej ciotki w Wiśle, rodzonej siostry Stacha Kurletto, wisiało na ścianach mnóstwo obrazów.  Najbardziej w pamięci mi utkwiły ogromnych rozmiarów portrety ciotki i jej męża oraz jej dzieci. Obrazów Stacha, zarówno w Sfinksie jak i w Domu Zborowym, nie pamiętam.  W moim mieszkaniu wisi obraz – olej na płótnie – namalowany z dwóch stron tegoż płótna. Nie wiem czyjego jest autorstwa, od mamy wiem, że jedna strona przedstawia widok na Czantorię, na drugiej jest zimowy widoczek z chałupką.

„Curitiba, 6 kwietnia 1997

..Stach miał więcej szczęścia – jego towarzyszka Ligia (10 lat razem, tylko nie mieszkali razem ze względów podatkowych, ona w Kurytybie a on w Araucarii) jest matką sekretarza Zdrowia i on płacił jego klinikę.  Kiedy złamał nogę w biodrze coś się stało po anestezji. Nigdy więcej nie był ten sam. Nie wiedział nawet gdzie jest. Nie chciał tez stanać na tej nodze, tylko leżał. Może dlatego, że miał chorobę Parkinsona i nikt nie wiedział – dopiero po operacji odkryli.  Nie chciał jeść ani pić, Krysia wiele razy woziła go na pogotowie, gdzie mu pomagali, bo bardzo tam znany – w końcu nie było możliwe odżywiać go w domu i sekretarz ulokował go w klinice dla starców, gdzie dobrze się nim opiekowali.  Odwiedzałam go tam, Krysia też, na zmianę.  Nigdy nie był sam…….Ostatni raz, gdy go widziałam z wysiłkiem zabrał moją rękę, pocałował ją i powiedział: wdzięczność, siostrzyczko”. Po brazylijsku, bo po polsku już nam nie tak łatwo mówić. Modliłam się, by Bóg go zabrał, by skrócił jego cierpienia, bo już nie mógł się ruszyć na łóżku, tak go bolało. Umarł nieprzytomny 14.XI. 1996….Ligia też jest chora.  Biedna, wlokła się drobnymi kroczkami codziennie do kliniki ale codziennie tam szła….

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jasnowidzaca z Wisły i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free