Majtki z sercami – Adam

Ivonne, kochana, jakże mi miło, że wreszcie minął mi dołek (a raczej dół umysłowy), niemoc intelektualna, prostata szarych komórek i z wielką radością oraz przyjemnością niezwykłą do Ciebie tych parę słów jestem w stanie wystukać.
Cierpiałem osobliwie w ostatnich dniach, mój Achilles odezwał się ze zdwojoną energią a na dodatek łąkotka skrzypiała mi w kolanie niczym stare drzwi zabytkowej chałupy w skansenie wsi świętokrzyskiej w Tokarni. Odwiedzał mnie, a jakże! – Prezes, z którym spędziłem w sumie kilkadziesiąt minut. Rozmawialiśmy o tym, o tamtym i o owym. Po którejś z kolei dyskusji na temat miejsca polskiej kultury w świecie naszły mnie refleksje wcale niewesołe.
Niewątpliwie pewnym pretekstem do tych smutnych przemyśleń był nieszczęsny komiks poświęcony życiu i twórczości naszego Wielkiego Frycka.*

W zasadzie nie mam żadnych pretensji do autorów tej publikacji i chyba ich rozumiem. Panowie chcieli za wszelką cenę – tak mi się wydaje – skończyć z tą nieznośną manierą padania na kolana przed tzw. „Wielkimi Polakami”. Może moment był nieszczególny w kontekście nadchodzącej wielkimi krokami – niczym jakaś hekatomba – rocznicy katastrofy wiadomego samolotu czy wyborów najlepszych synów narodu. Już słychać podniosłe frazesy o patriotyzmie, trosce o losy narodu i deklaracje, że „na straży pamiątek narodowych stać będziem do krwi ostatniej”. Oczywiście Chopin jest taką narodową pamiątką, o której przeciętny „patriota” wie, że wielkim kompozytorem był. Potrafi jeszcze wymienić parę utworów z „Etiudą rewolucyjną” „Polonezem As-dur” na czele. No tak, zna jeszcze „Marsza żałobnego” z narodowych pogrzebów. Nasz „patriota” ględzić jeszcze umie o szlachetności kompozytora, o łzach tęsknoty za Krajem, gdy komponował i grał swoje utwory, o gruźlicy, która zżerała młode płuca Mistrza wyrywające się do kraju lat dziecinnych, o tym jak ciężkie i smutne życie wiódł w Paryżu, z dala od umiłowanej Ojczyzny i ukochanych wierzb, bocianów i zsiadłego mleka (dla pewnego (p)osła jest to symbol polskości). I tak w koło Macieju…
Ale gdy „prawdziwy Polak” usłyszy, że to prawdopodobnie nie gruźlica zabiła kompozytora a zwykła i powszechna wówczas „weneria”, że wcale nie łkał za utraconą ojczyzną (no dobrze, łkał, ale tylko w porywach), a oddawał się z lubością uciechom, jakich w stolicy Francji nie brakowało, że wzbudzał niezwykłe emocje wśród młodych i leciwych paryżanek nie tylko z powodu swej muzyki, że brał z życia pełnymi garściami – ooo! tego już „prawdziwy Polak” nie zdzierża i natychmiast żąda przykładnego ukarania świętokradcy.
I tak jest prawie z każdym wielkim władającym polską mową. Zawsze musi być nieskazitelny, patriotyczny, szlachetny, biedny i katolik… do tego koniecznie smutny. I wszyscy mamy go serdecznie dość. To zadęcie skutecznie uśmierca każdego wielkiego Polaka, widzimy już nie człowieka, a raczej pomnik spiżowy, zimny i beznamiętny.
Ivonne, pomyśl, z jakim znawstwem i zawodową maestrią Francuzi, Niemcy, Amerykanie, inni, potrafią „sprzedać”swoich wielkich rodaków, aby stali się obywatelami świata, poznawalnymi na każdym niemal kontynencie. U nas wszystko musi być podlane patriotyczno-narodowym sosem całkowicie niestrawnym dla przedstawicieli innych nacji.

Oto postać Ignacego Jana Paderewskiego. Jasne, wielkim patriotą był. I koniec. Cóż bowiem o nim więcej wie przeciętny, współczesny Polak, nie mówiąc już o Francuzie czy Chińczyku? Oczywiście, Paderewski to szlachetny marzyciel, filantrop, służący narodowej sprawie talentem i majątkiem. Piękne to, ale także przeraźliwie nudne, bo w ten sposób zatraca się całą oryginalność postaci. Zostaje tylko notatka biograficzna. I tyle. A przecież Paderewski był postacią fascynującą tłumy na całym niemal świecie do tego stopnia, że w niektórych krajach ukuto termin „padermania”, który dotyczy nie politycznych  i nawet nie artystycznych jego osiągnięć.
Dzisiaj na archiwalnych już filmach można zobaczyć oszalałe tłumy fanów na koncertach Billa Halleya, Presleya czy Beatlesów. Ivonne, przypomnij sobie rozhisteryzowane młode dziewczęta przede wszystkim, wpadające w ekstazę na widok swoich idoli, krzyczące, płaczące, wznoszące ręce do nieba w konwulsyjnej podzięce Bogu za to, że raczył im dać Lennona. Pamiętajmy jednak, że to nie gwiazdy rocka pierwsze stworzyły to szaleństwo. Pierwszy był Paderewski!
My jednak wolimy starszego pana przypominającego Krzysztofa Chamca z serialu „Polonia Restituta”, wiecznie zatroskanego, smutnego, nadętego z wypisaną na twarzy miłością do ojczyzny.
Kiedy w 1890 roku pojawił się nasz rodak przed St. James Hall w Londynie, setki dziewcząt ogarnęła istna histeria. Krzyczą: „Bierz nas, należymy do ciebie, jesteśmy twoje!”, zadzierają spódnice i pokazują majtki z wyhaftowanymi czerwonymi sercami, w środku których widnieje jego nazwisko. I to się wszystko dzieje w wiktoriańskiej Anglii. Zgroza!
W Stanach Zjednoczonych trzeba zamykać ulice, którymi ma przejeżdżać Paderewski. Pewna zwariowana dziewczyna rzuca się na Mistrza z nożyczkami, aby uciąć pukiel jego cudownej grzywy. Inna dama zatrudnia się w charakterze kelnerki w jednym z hoteli, w którym rezyduje Paderewski. Przynosi mu śniadanie, zrzuciwszy uprzednio w przedpokoju całe swoje odzienie. Pojawiają się mydełka – nie, nie Fa – z napisem „We love Paddy” – rozchodzą się błyskawicznie. Podaż nie nadąża za popytem. Hitem staje się szampon „Paderewskiego”, gwarantujący posiadanie słynnej grzywy. Pewien sprytny producent zabawek zalewa rynek amerykański i europejski – a jakże – mechaniczną zabawką. Po nakręceniu mechanizmu, siedzący przy fortepianie człowieczek z roztarganymi włosami a’la Ignacy, zaczyna kręcić głową i walić rękoma w klawiaturę.
Jasne, „patriotyczni” biografowie twierdzą, że nie miał Paderewski z tym szaleństwem nic wspólnego. Może i prawda, ale wielomilionowe zyski w dolarach trafiają do kieszeni naszego rodaka. I świetnie, i bardzo dobrze, i tak należało trzymać! Czy można krytykować kogoś tylko za to, że ma głowę do interesów? Oczywiście, że nie, tylko, że nie ma to nic wspólnego z patriotyzmem. A to kole w oczy polskiego „patriotę”.
Byli lepsi kompozytorzy od Paderewskiego, byli lepsi też pianiści w historii muzyki, ale to Paderewski, nasz rodak, okazał się pierwszym nowoczesnym geniuszem reklamy.
Marzą mi się filmy o Paderewskim, Kiepurze, Chopinie, Piłsudskim, nawet Wałęsie, pokazujące tych ludzi w prawdziwym, ludzkim wymiarze, którzy mieli wielki wpływ na rozwój europejskiej kultury, również masowej, a nie jako nic nie znaczące pomniki, na których we wszystkich przypadkach odmienione jest słowa „patriota”, „opozycjonista”.
I wiesz, Ivonne, co mnie jeszcze doprowadza do wściekłości? Nieprawdopodobna wprost hipokryzja „prawdziwych Polaków”. Oto paręnaście dnie temu sześciu kretynów z gimnazjum na ulicach pewnego miasta sparodiowało pijanego papieża. Szkoła – imienia Jana Pawła II – przykładnie ukarała kretynów. I odezwali się „Polacy”- w postaci m.in. red. Mozołowskiego, Miecugowa i innych  obrońców szykanowanych młodzieniaszków, że po co, że dlaczego tak surowo, że należało tylko porozmawiać, itd. Ciekawe, a jeśli by sparodiowali pijanego Pana Prezydenta, to co? W końcu może kogoś zabiją – wtedy także wystarczy pogadanka o niestosowności takiego czynu?
Cholera, czy w tym umęczonym przez „patriotów” kraju będzie kiedyś normalnie?
Ivonne, kłaniam Ci się nisko, czapką do dołu, po polsku, jak na prawdziwego Polaka przystało.
I całuję… mocno… choć nie wiem, czy to się mieści w przyjętym kanonie „polskości”.
Adam.

*”Kontrowersyjny komiks miał promować Fryderyka Chopina w niemieckich szkołach. Okazało się jednak, że zawiera mnóstwo wulgaryzmów. – Mleko się wylało,a publikacja musi być zniszczona – zapowiedział wiceszef MSZ Jan Borkowski” – wp.pl

Adam wspominał mi wczoraj o wizycie Prezesa, z którym przez cały dzień oglądał skoki narciarskie tłumacząc się w ten sposób z pewnych zaniedbań spowodowanych wizytą i związanym z nią  brakiem czasu. Na koniec dorzucił: -Cholera! Nawet pół litra nie przyniósł!

Z napojów alkoholowych Adam preferuje piwo, więc może i dobrze, że obyło się bez znieczulającego Achillesa i łękotkę pół litra, gdyż całkiem intelektualna rozprawka wyszła Adamowi spod pióra.

Chopin, Frédéric François cartoon by Jazzmanian at en.wikibooks from Wikimedia Commons;
Paderewski – karykatura – Vanity Fair, 1989 via Wikimedia Commons
Gwiazda Paderewskiego, Aleja Gwiazd, Hollywood; Autor: Mariusz Paździora (Praca własna) [CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) lub GFDL (<a href="http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html" rel="nofollow">http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html</a>)], undefined; Piwo Książ i lizak – Archiwum Jarzębiny 2011

Ten wpis został opublikowany w kategorii Listy cokolwiek psychiczne - Adam, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Majtki z sercami – Adam

  1. Gracja pisze:

    Bardzo mi się spodobało opwiadanie ,ale nie do końca się zgadzam z Panem Adamem. Chopin umierający na tę czy inną chorobę zostanie naszą narodową pamiątką na zawsze czy tego chcemy czy nie. Przecież w każdym z nas drzemie odrobina romantyzmu odziedziczona po przodkach ale nie wszyscy się do tego przyznają. Bycie emigrantem w romantycznym Paryżu to coś co kusi nawet dzisiaj. Niejeden by chciał. Pozdrawiam. Gracja

    • Myślnik pisze:

      Myślę, że dla autora tekstu Chopin jest narodową pamiątką, tak jak wielu innych wielkich Polaków. Chodziło Mu chyba o to, aby tych ludzi przedstawiać jak normalnych, z ich wadami, słabościami, namiętnościami, a nie tylko jako niedoścignione wzory do podziwiania (zwłaszcza w ich codziennym życiu), przed którymi leżymy plackiem.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free