O zmierzchu – Janka Pilchówna

Rozpłakał się dzień na zachodzie zmierzchem
otulił się sinością, niby szalem wspomnień,
a ja marznę w zadumie – w mgły patrząc dalekie
by mieć skrzydła – i ciche, jak zmierzch – i ogromne….

Jakżebym chciała samotnym być duchem
i ponad gór granatem przepływać wpółsennie
i w skrzydła się otulić cichym, miękkim ruchem,
aby wszystko – jak w zmierzchu – chiche było we mnie…

Ja wiem, że raczej w porankowych zorzach
powinnam dla mych skrzydeł nieba szukać blasku
lub rzucić je za siebie i pomknąć w przestworza
swobodniejsza niż ptaki, wolna od balastu….

A jednak nie chcę,aby były białe
i aby miały w sobie jasność porankową,
lecz pragnę aby na nich pyły gwiezdne drżały
gdy je w ciszy błękitnej rozwinę nad głową – -

Och, jakbym chciała samotnym być duchem
i skrzydła mieć tak ciche, jak wszystko naokół
a potem w dal błękitną sennym spłynąć ruchem
- bo taka w zmierzchu dobroć jest i taki spokój.

Łowicz, 12.8.38 Hejnał 1938, R.12, z.12

Zdjęcie: Wisła 2011, Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE WIERSZE, Wiersze - Janka Pilchówna i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free