Księżyc tam jest tylko – nic więcej,
taki bardzo biały, ogromny,
ale muszę wyjść, muszę schwytać coś w ręce
i muszę, coś muszę przypomnieć…..
(Myśl cichutka przybiegła dziś do mnie
i szepce, szepce uparcie,
ale nie chce powiedzieć otwarcie
co mi pragnie tak bardzo przypomnieć)….
- – -
Cóż to? Śnieżna pustynia nakrapiana smrekami -
ślad stóp Twoich i moich w świeżo spadłym śniegu?
Więc tak? Ach, dziwna myśli, więc wspomnienie jego?
Tak, kiedyś cichy wieczór opadł chwilą senną
na pochylone głowy, na złączone ręce…..
Ja właśnie o błękitnej myślałam piosence
(czyjeś oczy w niej były, lecz nie jego, nie jego)
gdy – pamiętam – z uśmiechem spytał:”dobrze Ci ze mną?”
- -
Dobrze było. Spokojnie. Dziś mnie spokój odbierzał
(zagubiłam go wtedy w mej błękitnej piosence).
Mniejsza o tym, com rzekła, lecz rozplotły się ręce
a mój spokój – o, wstydzie – znów od piosnki zależał!
Więc tak: śnieżna pustynia nakrapiana smrekami
ślad stóp małych i dużych w świeżo spadłym śniegu
Któż mi przysłał ten obraz, poco wspomniał jego?
- – -
Nie wiem. Wyjść tylko muszę, aby schwytać myśli w ręce,
aby schwytać wspomnienie i powtórzyć: „poco?”
Ale jakże je znajdę? Księżyc tam jest – nic więcej,
a dokoła gwiazdy migocą.
Wisła, III, 1939
Facebook
Zwierzolubni