Nazywam się Korek. Lubię swoje imię, gdyż lubię sobie wyobrażać, że jestem Korkiem na butelce Napoleona. Ten fakt podnosi przynajmniej moje ego, gdyż sam nie urosłem zbyt duży jak i inni moi tybetańscy pobratymcy rasy Shih Tzu. Jarzębinę, czyli Moją Panią poznałem dwa lata temu na głębokiej prowincji. Siedziałem wtedy w klatce schroniska dla psów i dumałem, jakby się tutaj z niej wydostać, kiedy nagle zobaczyłem Ją. To była odwzajemniona miłość od pierwszego wejrzenia, w wyniku której klatka stała się przeszłością.
Zamieszkaliśmy razem „na kocią łapę” w małej wiosce turystycznej, położonej w Spalskim Parku Krajobrazowym, pozostałości po starodawnej Puszczy Pilickiej. Było gdzie pospacerować i co podlewać! Rano budził nas skowronek na wysokim niebie, bocian na dzwonnicy kościołka obwieszczał razem z dzwonem południe a wieczorem wspólnie z jarząbkiem i słonką układaliśmy się do snu „w miękkiej mchu pościeli”. Jarzębina wpuściła mnie do łóżka i to były nasze pierwsze, miodowe miesiące.
Dzisiaj mieszkamy w innym uzdrowisku otoczonym rezerwatami wspaniałych lasów sosnowych. Kiedy mamy szczęście bażant przecina nam drogę, dzięcioł zastuka w drzewo albo jakaś samotna łabędzica przemknie się po niebie.
Podczas codziennych spacerów towarzyszą nam kaczki, łabędzie i mewy. Lubię obserwować to wiecznie głodne, ptasie towarzystwo, pożerające nasze zapasy chleba i resztki z obiadu. Jest na co popatrzeć, kiedy kaczorki na wyścigi, niczym torpedy podążają w kierunku rzuconej im kromki chleba. Trochę z tyłu majestatycznie na swoją kolej czeka łabędź a mewy z wielkim krzykiem usiłują wyrwać coś dla siebie spadając jak pociski na wzburzoną posiłkiem taflę wody.
Dzisiaj, po długiej i mroźnej zimie, wyjrzało nareszcie słońce. Wraz ze słońcem wychynęły też spod śniegu wszystkie zimowe śmiecie i błoto. Jarzębina zgrabnie przeskakiwała maziste kałuże i tylko trochę pobrudziła sobie buciki. Ja szedłem, jak zwykle, na bosaka i wdepnąłem we wszystko, co jej się udało ominąć. Trochę się pobrudziłem i pewnie za karę znowu mnie wsadzi do wanny. Wracając wstąpiliśmy do sklepu po chleb, żeby był na jutro dla kaczek. Przy okazji załapałem się na serdelka.
Przed sklepem przycumowała mnie obok roweru. Tu wszyscy jeżdżą na rowerach i tylko patrzeć jak Jarzębina zacznie pedałować na swoim. Odgraża się, że kupi mi wyposażenie w postaci szelek i koszyka na rower. Będziemy jeździli tandemem! Gdzieś dalej od domu na pewno też są głodne kaczki do nakarmienia a może i wypatrzymy jakiegoś orła……
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
Korek




Facebook
Zwierzolubni
Miej psa, lub wiele psów, czy kotów w życiu. To kotwice, które uchronią cię przed wiatrem i zapewnią niewyczerpane źródło miłości.
Ben Stein