Mój Europejski – cz. 7

Pożegnanie odchodzącej na emeryturę szefowej Biznes Center – Victoria Inter.Continental,  czerwiec 2000 r.

Maciej Grelowski, w latach 1992 -2004 Prezes Zarządu Orbis SA a wcześniej Dyrektor Hoteli Orbis Victoria Inter.Continental i Europejski w Warszawie, oprócz tego, że był menadżerem  najwyższej próby to był jeszcze znakomitym felietonistą.  Wydania naszej Panoramy Orbisu rozpoczynały się jego felietonem na „dzień dobry” i przyznaję, że dzisiaj ubolewam, iż nie kolekcjonowałam firmowej gazetki, nie tylko ze względu na zawartą w niej historię organizacji ale przede wszystkim na felietony mojego szefa. Pisywał też do czasopism branżowych, w tym do wydawanego przez Polskie Zrzeszenie Hoteli Turystycznych, przekształcone później w Polskie Zrzeszenie Hoteli, „Hotelarza”.  Prezesem PZH był Marek Stopczyk a felieton mojego szefa w Hotelarzu z lipca 2005 dotyczył unikatowej w branży hotelarskiej postaci Marka Stopczyka właśnie i niniejszym przytoczę tenże felieton w całości, gdyż oddaje nie tylko wspaniałą historię polskiego hotelarza i hotelarstwa zarazem ale i znakomite pióro byłego Prezesa Orbisu.

Zanim to się jednak stanie, tytułem wstępu pozwolę sobie na opis sylwetki Marka Stopczyka, niech będzie, że z racji mojego „skrzywienia zawodowego” jako haerowca ale i też dlatego, że felieton ukazał się w piśmie branżowym i hotelarze doskonale wiedzieli o co chodzi a czytelnicy Jarzębiny spoza branży nie muszą być zorientowani. W mojej opinii jest to ważne, aby złapać istotę wypowiedzi. Najpierw więc krótkie, suche portfolio Marka:

- W latach 1962 – 1969 recepcjonista a później Kierownik Recepcji (Front Office Manager) w Hotelu Bristol, Warszawa; w latach 1969 – 1979 Kierownik Recepcji w  Hotelu Europejski, Warszawa; w latach 1979 -  1999 zastępca dyrektora naczelnego hoteli Victoria i Europejski   (Rooms Division Manager – Deputy Manager);  w latach 1999 – 2002 – Dyrektor Naczelny Hoteli Victoria i Europejski; w latach 2002 -  2005 – Dyrektor Naczelny Hotelu Europejski (po rozdziale organizacyjnym Sofitel Victoria i Europejski)

- Absolwent wydziału hotelarstwa AWF Poznań, Prezes PZH, autorytet w branży, autor publikacji branżowych oraz nauczyciel pokoleń hotelarzy. Prywatnie, według mojej wiedzy a pracowaliśmy razem lat kilkadziesiąt, ojciec dwóch córek pozostający w szczęśliwym związku małżeńskim od lat kilkudziesięciu, miłośnik przyrody, znakomity gawędziarz obdarzony fenomenalną pamięcią, maratończyk – długodystansowiec. Brał udział przez wiele lat w Maratonach Warszawskich, trzykrotnie w Maratonach Berlińskich i biegł również w Nowojorskim Maratonie.  Bardzo sprawny fizycznie o nieprawdopodobnej wprost wytrzymałości  – zmordował mnie w niejednym walcu, rock and roll’u i w poleczce. Jako Dyrektor Naczelny (General Manager) hoteli Victoria i Europejski był przez niecałe dwa lata moim bezpośrednim przełożonym.

Hotel Europejski; sekretariat (Assistance)

Newsweek w 2003 roku pisał o Marku Stopczyku jak następuje:

„Marek Stopczyk jest dziś dyrektorem orbisowskiego Hotelu Europejskiego, ale 41 lat temu był tylko recepcjonistą z dyplomem technikum hotelarskiego. Świat hotelarstwa go oczarował. W latach 60. na ulicach panowała szarzyzna, w sklepach pustki, a w jego firmie kolorowy blichtr: na półkach zagraniczne towary, elegancko ubrani ludzie, atmosfera zachodniego zakazanego świata.

- Mieliśmy poczucie, jakbyśmy jedną nogą byli za granicą – wspomina Marek Stopczyk. – To dawało nam motywację do tej pracy.

Od początku starał się zapewnić gościom obsługę na najwyższym poziomie. Uczył się na pamięć rozkładu jazdy pociągów, znał godziny odlotów i przylotów samolotów. Utrzymywał nawet prywatną armię załatwiaczy, którzy w ciągu kilku godzin dostarczali do hotelu bilety do opery lub teatru, samochody osobowe dla gości, delikatesową żywność.

- Nie było dla mnie wtedy rzeczy niemożliwych – opowiada Stopczyk.

Po roku szefowie docenili jego zaangażowanie i awansowali na dysponenta. Teraz od niego zależało, czy ktoś dostał  pokój w hotelu. Była to ważna funkcja, ale ogromnie stresująca. Zwłaszcza, gdy nagle w środku nocy pojawiała się jakaś ważna partyjna osoba, dla której trzeba było wytrzasnąć pokój, choćby spod ziemi. – Wtedy trzeba było kogoś dokwaterowywać – wzdycha Stopczyk. I zaczynała się wojna. Pamięta dwóch zagranicznych gości, których musiał położyć spać w jednym pokoju. Zabarykadowali się w jedynkach, straszyli interwencją w ambasadzie. Trzeba było ich wyciągać siłą. Takie akcje zszargały mu nerwy. Nie chciał być dysponentem, bo to kłóciło się z jego wizją hotelarstwa, w której gość był najważniejszy. Musiał odejść albo iść wyżej i próbować to zmienić. Z pracy w hotelu zrezygnować nie umiał, bo to był przecież cały jego świat. Ale by awansować, musiał skończyć studia. Zapisał się na wydział turystyki i rekreacji na poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. W każdą sobotę Stopczyk wstawał bladym świtem i biegł na pociąg do Poznania. Wracał w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek rano był już w pracy. I tak przez cztery lata. Ale nic za darmo. W 1979 roku, po 17 latach pracy, został zastępcą szefa trzech połączonych hoteli: Bristolu, Europejskiego i Victorii.”

Pracownia cukiernicza hotelu Europejski – tort w kształcie hotelu Orbis Europejski

Dla wyjaśnienia, dysponent (Shift Manager) to najważniejsza szycha w recepcji, gdyż przydziela pokoje i jest szefem zmiany. W godzinach nocnych reprezentuje dyrekcję hotelu.  Długa była w owych czasach ścieżka kariery hotelarza. Doświadczenie musiało iść w parze z wiedzą a ścieżka kariery była czytelna dla każdego. Hotel „to nie piekarnia”, należało być fachowcem z prawdziwego zdarzenia, znającym się na rzeczy, aby awansować.

W 2005 roku Marek odszedł na emeryturę. Był to dla Orbisu okres gwałtownych zmian. Od 2000 roku władzę w szybkim tempie przejmował inwestor strategiczny a dzisiaj już właściciel Orbis – francuska firma hotelarska Accor. Hotele były likwidowane jeden po drugim. Hotel Europejski „wypadł” ze struktur Orbisu na skutek przegranego, trwającego lat kilkanaście procesu z przedwojennym właścicielem hotelu, nomen omen, też francuskiej narodowości. I znowu, według mojej wiedzy, po odejściu w 2004 roku Prezesa Grelowskiego z organizacji, nowy jej prezes, Jean-Philippe Savoye zdecydował, że Orbis nie będzie dalej przepychał się w sądach, ponosił kosztów z tym związanych i…. odpuścił sprawę.

Pożegnanie, pamiątkowe zdjęcia, Hotel Europejski; zespół działu bankietów (Banqueting&Catering)

Marek Stopczyk odchodził więc na emeryturę po ponad czterdziestoletniej karierze zawodowej  w jednej organizacji w nazwałabym to, w dosyć specyficznych warunkach. 17 czerwca 2005 portal Tour – Info doniósł jak następuje:

„Dziś Hotel Europejski, będący pierwszym luksusowym, wielkomiejskim obiektem Warszawy jest oflagowany przez związki zawodowe. Goście mogą w nim nocować tylko do końca czerwca br. Jednak o wiele gorszą sytuacje ma załoga obiektu, a zwłaszcza jej starsza część, np. ci, którzy pracowali w hotelu przez ostatnie 25 lat.

Pałac Prezydencki, Gastronomia (Food&Beverage) i Dział Bankietów i Cateringu hoteli Victoria i Europejski; stały kontrakt na obsługę Pałacu Prezydenckiego ;

Średnia wieku pracowników hotelu to 41 lat, średnia zatrudnienia – 21 lat. W naprawdę dobrej sytuacji są nieliczni, np. dyrektor Hotelu Europejskiego Marek Stopczyk, który w obiekcie przepracował 42 lata. – Jestem w czepku urodzony, bo odchodzę na emeryturę, to była moja pierwsza i ostatnia praca – opowiada.

Pożegnanie, Hotel Europejski, pamiątkowe zdjęcia, recepcja i piętra (Front Office i Housekeeping)

Reszta załogi czuje się pokrzywdzona przez Orbis. Związki zawodowe chciały wprawdzie na odejście wynegocjować najlepsze pakiety socjalne, ale nie do końca im się to udało. Chcieli otrzymać od Orbisu po 100 tys. zł na osobę, ale firma oświadczyła, że nie stać jej na taki wydatek. Finalnie pracownicy dostaną od sześciu do dziewięciu pensji w zależności od stażu i pierwszeństwo w rekrutacji do innych oddziałów firmy.

W praktyce wygląda to tak, że np. Tomasz Kazimierczuk (ze związków zawodowych) po 28 latach dostanie 11 tys. zł odprawy.”

Pożegnanie; pamiątkowe zdjęcia Hotel Europejski; Likwidatura, na styku rozliczeń operacji i księgowości (Operations&Accountancy)

Zarząd Orbisu zdecydował, że oficjalne pożegnanie Marka odbędzie się w hotelu Holiday Inn w Warszawie (hotel amerykańskiej sieci pozostający w polskich strukturach Accora). Nieoficjalnie Marek pożegnał się ciepło z załogą „w swoim” hotelu Europejskim. Klasyczne spotkanie „rąsia, goździk” w Holiday Inn prowadziłam ja i pamiętam, jak drżał mi głos ze wzruszenia, kiedy czytałam wiersz ułożony na tę okazję dla Marka przez jednego z dyrektorów orbisowskich hoteli…..

I to by było na tyle z mojej strony. Przydługo ale potrzebnie, żeby się rozsmakować w felietonie Macieja Grelowskiego i wspomnieć Dyrektora Stopczyka tak, jak ja go również wspominam. Marek miał ksywę „Stopa”.

Pożegnanie, Hotel Holiday Inn: szefowa pięter (Housekeeping), kierowniczka działu technicznego (Maintenance), szef zaopatrzenia (Purchasing), księgowość (Accountancy) - pracownicy Hotelu Europejski

„Stopa Ostatni Mohikanin zawodu

Artykuł w tym numerze „Hotelarza” postanowiłem poświęcić jednemu z moich najbliższych przyjaciół.

Ci, którzy znają wieloletniego dyrektora Hotelu Europejski w Warszawie, pewnie już po tytule tego artykułu domyślili się, że będę pisał o nim. I nie będzie to epitafium dla Marka Stopczyka, który cieszy się dobrym zdrowiem (a na dodatek jest z rodziny długowiecznych). Dyrektor po prostu przeszedł na emeryturę.

Pożegnanie, Holiday Inn; Marek Stopczyk ( z lewej) i Jerzy Oleksy, kierownik części hotelowej ( Rooms Division Manager) Victoria Inter.Continental – konwersja na Sofitel

Początek drogi
„Stopa” – takim pseudonimem mam zaszczyt zwracać się do mojego przyjaciela Marka Stopczyka, z którym spędziłem całe moje dotychczasowe życie zawodowe. Pracowaliśmy razem ze Stopą w Orbisie, jak sam mówi, w „jego pierwszej i ostatniej pracy” (dla mnie, na szczęście, tylko pierwszej). Odejście na emeryturę nie oznacza bynajmniej zakończenia aktywności zawodowej Marka, który od lat jest wykładowcą, nauczycielem zawodu i zapewne teraz, właśnie dzięki uzyskanej swobodzie, tylko poszerzy zakres swojej misji edukacyjnej. Jego wiedza hotelarska będzie służyła osobom mniej doświadczonym, dla których będzie konsultantem.
Stopa jest przysłowiowym ostatnim Mohikaninem zawodu. Reprezentuje starą, klasyczną szkołę hotelarską, opartą na osobowości. W tej szkole hotelarza kreowały predyspozycje osobiste. Myślę, że dzięki osobistemu urokowi i zawodowej sprawności Marek ukształtował trudny dzisiaj do naśladowania ideał hotelarza uniwersalnego, który pracował dla gościa i jego satysfakcji. Skutecznie wdrażał w życie zasadę „Klient nasz pan”, co – zwłaszcza w czasach dawniejszych – wcale nie było łatwe. Nie pracował, jak to obecnie czyni wiele osób, wyłącznie na uznanie przełożonych. To uznanie zwykle przychodziło samo. Piszę „zwykle”, ponieważ ostatni czas nie był dobrym okresem w historii Stopy.

Pożegnanie, Holiday Inn: Marek Stopczyk i Elżbieta Nowik, szef sprzedaży hotelu Europejski (Sales&Marketing)

Aż do zamknięcia hotelu
Jak wiele osób wie, dyrektor Stopczyk związany był z jednym miejscem pracy przez całe swoje życie zawodowe – z Hotelem Europejskim. Pracę w tym obiekcie rozpoczął w 1962 r., czyli w roku powojennej reaktywacji hotelu. W tamtych czasach był to najlepszy warszawski hotel, to właśnie w tym budynku odbyło się wiele historycznych zdarzeń, ważnych dla Polski. To w tym hotelu do połowy lat siedemdziesiątych mieszkali sławni i wielcy tego świata.
Trudno więc uwierzyć, że dokonujący się obecnie fakt zamknięcia hotelu mógłby nie wpłynąć znacząco na samopoczucie człowieka, który przepracował w nim bez przerwy 43 lata. Należy tylko ubolewać, że zakończenie pracy zawodowej w tym szczególnym przypadku nie jest promocją zawodu i jego rangi dla przyszłych pokoleń hotelarzy. Zupełnie niezrozumiałe jest to, że ceremonia pożegnania dyrektora nie odbyła się w Hotelu Europejskim, co mogłoby być uroczystością może mało rozrywkową, ale na miejscu – zarówno w sensie dosłownym, jak i ogólnym.

Pożegnanie, Holiday Inn; Marek i Kazimierz Kowalski, Prezes Polish Prestige Hotels, były, długoletni Dyrektor (General Manager) Hotelu Jan Trzeci Sobieski w Warszawie

Opowieści z pamięci
Nasze wspólne życie zawodowe miało dwa etapy: przez pierwsze piętnaście lat Stopa był moim przełożonym. Ale był także moim nauczycielem. Kiedy zaczynałem pracę, Marek był już wytrawnym hotelarzem, szefem recepcji w Hotelu Europejski. Podczas następnych piętnastu lat to ja byłem szefem Marka. Oba te okresy w mojej pamięci kreują bardzo pozytywny wizerunek wzajemnej lojalności, szacunku i w rezultacie przyjaźni. Dyrektor Stopczyk ma cechę osobowości, którą śmiało można zaliczyć do rzadkich skarbów. Mianowicie, posiada on fantastyczną pamięć, z której czerpie niekończące się opowieści. Pamięta ludzi, nazwiska i zdarzenia od pierwszego dnia pracy w Hotelu Europejskim. Niczym Szwejk na każdą okoliczność ma inną opowieść. Mam nadzieję, że rozważy możliwość spisania swoich wspomnień, do czego szczerze Go namawiam – dzisiaj już nie ma i nie będzie takich zdarzeń, jakie towarzyszyły Markowi przez te ponad czterdzieści lat.

Będzie mi brakowało dyrektora Stopczyka w Jego Hotelu, będzie mi brakowało także takiego Hotelu Europejskiego. Będę jednak miał dalej mojego przyjaciela Marka Stopczyka i jego opowieści.

Maciej Grelowski”

Hotel Europejski, szefowie kuchni ( Chef)

Od tamtego czasu Marek dzwoni do mnie minimum raz do roku, w dzień moich urodzin. Uparł się, żeby mi przypominać o moim peselu i kiedyś mu miałam to nawet za złe….Ja do niego dzwonię, jak mam sprawę, w końcu był moim przełożonym. Wiem, że nie ma mi tego za złe.  Na zakończenie dodam jeszcze, że autor felietonu o Ostatnim Mohikaninie zwykł mawiać sfrustrowanym  przez lata ciągnącego się procesu pracownikom hotelu Europejski: a ilu z was doczekało emerytury w Orbisie w tym czasie? Może jako ówczesny haerowiec powinnam policzyć. Ja się nie doczekałam, w każdym bądź razie…

Marek Stopczyk i ja, remont generalny Hotelu Victoria, opuszczamy nasze gabinety przeznaczone do remontu; Marek pomaga mi w przeprowadzce; zażartowałam wtedy, że „puszczają nas z torbami”
Zdjęcia: Krzysztof Depko i Archiwum Jarzębiny
Emoticon: szkoła

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Mój Europejski – cz. 7

  1. Krzysztof Marek pisze:

    Znam Marka Stopczyka niejako od urodzenia, przyjażniły się nasze Mamy. Moja Mama kończy pojutrze 97 lat, ostatnio często dopytuje się o Marka, a ja ostatnio widziałem go na stadionie na Ursynowie kilkanaście lat temu. Telefon nie odpowiada. Czy ktoś może mi pomóc nawiązać kontakt z Markiem? Z góry dziękuje!

  2. Jarzebina pisze:

    Bardzo dziękuję Panu Wojciechowiczowi za komentarz i piękne wspomnienie…Nie sądzę, aby Dyrektor Stopczyk w latach 50-tych, kiedy jeszcze w Europejskim nie pracował a potem w 60-tych, kiedy to pracował w recepcji hotelowej miał znaczący wpływ na hotel jako całość ale być może się mylę…….To tylko on może powiedzieć

  3. KrzysztofW pisze:

    Dyrektora Stopy nie znałem, bo i skąd? Bywalcy kawiarni i restauracji Europejskiej nic o nim nie wiedzieli.
    Ale Hotel Europejski pamiętam od chwili jego otwarcia. Zaczynając studia w Warszawie w 1959 roku, jako mieszkaniec akademika, odczuwałem brak własnego domu, przytulnego miejsca, jakiego dom studencki nie mógł ofiarować. Odnalazłem jego namiastkę w kawiarniach, które w tamtych czasach dostępne były nawet kieszeni studenckiej. Przy półczarnej za 6 zł, mozna było spędzić kilka godzin na wertowaniu skryptów i książek akademickich. Ale ani Bristol, ani Grand Hotel nie sprzyjały podobnym marzeniom.
    Sale kawiarniane Bristolu na parterze miały niewygodne krzesła, ciasno ustawione, a antresola była zbyt ciemna na czytanie. Grand Hotel, z kolei, był za bardzo w stylu MDM, a grajek fortepianowy brzdąkał swoje własne improwizacje, pozbawione melodii. W weekendy grał tam zespół jazzowy, bardzo głośny.
    Z ciekawością więc zaglądałem za zamalowane szyby Hotelu Europejskiego, mającego otworzyć swe podwoje w 1962 roku. Odtąd, do wyjazdu z Polski w 1969 roku, byłem stałym kilentem kawiarni Europejskiej.
    I nie tylko kawiarni. W barku od ulicy Bagińskiego można było dostać Beof Strogonoff, bądź kurczaka w kokilce za 12 zł.
    Gdy dopisały finanse, można było napić się brandy & coke w barku w hallu hotelowym. Nikt nie wzbraniał wstepu do kluby na pierwszym piętrze, gdzie był telewizor i zagraniczne gazety. Od strony Krakowskiego Przedmieścia można było dostać wspaniałe (wtedy) lody włoskie.
    Pamiętam Cyrankiewicza, który w asyście tajniaków (czasem sam) przychodził przed południem na kawę. Siadał przeważnie w rogu kawiarni, blisko szatni. Po południu, w tym samym miejscu, ujrzeć można była ”wuja’ Rzeszotarskiego, kórry przyjeżdzał swym kabrioletem Fordem. Ten korpuletny człowiek, pewnego razu wzbudził sensację, wywracajać się do tyłu wraz z fotelem, na krórym próbował się bujać. Groteskowo wyglądały jego grube nogi, machające w powietrzu. Nikt nie znał źródła jego zamożności, choć niektórzy twierdzili, że skupował on walutę na czarnym rynku dla UB.
    Hotel Europejski kojarzył się w świadomości obywateli ze zbytkiem Zachodu. Pamiętam, jak na kolokwium w SGPiSie, asystent Beksiak tłumaczył nam, iz toalety Hotelu Europejskiego są jeszcze niczym w porównaniu do prawdziwego zbytku krajów zachodnich.
    Wygodne fotele kawiarni zachęcały do studiów materiałów egzaminacyjnych; tak że spędzałem tam wiele godzin, wertując skrypty studenckie. Na fortepianie grał niewidomy pianista, a czasem występy urozmaicała p. Pisarek.
    Ta widocznie czytała Paderewskiego, gdyż zwykła przestawać śpiewać w chwili, gdy goście za głośno rozmawiali. Widocznie dyr. Stopa nie zdążył jej wyłtumaczyć różnicy między koncertem filharmonicznym, a estradowym.
    Wyrozumiały szatniarz zadawałał się 2 złotowym napiwkiem od studentów.
    Czasem zajeżdzał do Hotelu mój Tata (ze Starachowic), jeśli w tańszych hotelach nie było już miejsca. Dawniej zadowalaliśmy się Hotelem Terminus na Chmielnej, ale ten, zdaje się, przestał już wtedy istnieć.
    W każdym razie, jak najmilej wspominam instytucję zwaną Europejskim, w której spędziłem kawał życia. Wejście do niej odcinało człowieka od szarzyzny czasów demoludów; spotykało się tam dziennikarzy zagranicznych i inne ciekawe osobistości.
    Najprzyjemniejsze wspomnienia mam z kawiarnianego ogródka, od strony placu Saskiego. Wszystko to tworzyło namiastkę Zachodu, tak pożądaną w szarej rzeczywistości polskiej. Jeśli zawdzięczaliśmy to dyr. Stopie – chwała mu za to!

    Krzysztof Edmund Wojciechowicz

  4. Katarzyna Łącka-Kaczkowska pisze:

    Serdeczne pozdrowienia dla p. Marka. Mam nadzieję, że mnie pamięta. :)

  5. Halina pisze:

    Stopa – WSPANIAŁY CZŁOWIEK , WSPANIAŁY HOTELARZ ,WSPANIAŁY DYREKTOR ,WSPANIAŁY
    KOLEGA.Pisz,pisz Iwono,fantastycznie czyta się i ogląda zdjęcia,wspomina i żal że Orbisu już nie ma.

  6. fajne pisze:

    Fajnie sie to czyta i oglada zdjecia. Gdzies w dolku sciska. A ta szefowa buisness centre to nasza Haneczka P.? Swietne to ostatnie!

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free