W opowiadaniu „Jabłko Afrodyty” Krysia Pietruszewska wspomniała nasz pobyt z polskim folklorem i polską kuchnią na Cyprze. Wbrew pozorom bardzo dobra lokalizacja na tego typu promocję. Nie znalazłam jak wielka rzesza turystów z całego świata odwiedza corocznie to państewko okrzyknięte „wyspą słońca i miłości”, w którym przychody z turystyki w 2003 wynosiły 1,2 mld USD – Wkipedia. Naszym partnerem na Cyprze było tamtejsze biuro podróży Olivia Travel LTd i Tamasos Hotels we współpracy z Ministerstwem Turystyki Cypru a organizatorem z polskiej strony – Orbis Travel, który na Cyprze, stosownie do rangi nadanej imprezie, reprezentował Prezes Orbis Travel, Ryszard Cetnarski – wcześniej wieloletni dyrektor POIT w Rzymie oraz placówek ORBIS-u we Włoszech. Promocję wspierały Polskie Linie Lotnicze LOT.
Przygotowanie oprawy gastronomicznej leżało „w rękach” szefa kuchni hotelu „Orbis” Europejski” Ryszarda Świerkota a artystycznej zespołu „Polanie” Dymka Wróblewskiego. Międzynarodowy tłum wczasowiczów kłębił się na tych naszych pracowitych wieczorach w znanych, cypryjskich kurortach: Limassol i Larnaka. Wieczór przy polskim miodzie i polskim oberku niezmiennie kończyła odtańczona wspólnie z wczasowiczami zorba. Dla nas znalazł się też czas na zwiedzanie i lokalne rozrywki, w których, jak widzę ze zdjęć a i z komentarza Bogusia Niemca pod opowiadaniem „Jabłko Afrodyty”, uczestniczyła również najbardziej zapracowana ekipa kuchni.
Z albumu ze zdjęciami wypadła mi kartka pocztowa, wysłana owego czasu przeze mnie i
Teresę – hostessę czyli pracownika działu handlowego hoteli Victoria i Europejski, do pozostałych w kraju pracowników hotelu:
„Kochani! Pogoda barowa a nawet „wręcz kuchenna” ale Polish folkloric week dużym sukcesem!. Jak wiecie kuchnia cypryjska jest w ogóle niejadalna. Wrażeń – mocnych – nie brakuje. Pozdrawiamy, Iwona i Teresa
Olivia Travel zadbała, żebyśmy dobrze poznali historię i na jej tle walory turystyczne wyspy (kto miał czas, ten miał, komu zabrakło, szkoda, zawsze może tam wrócić), tak więc ja osobiście, oprócz reprezentacji hoteli Orbisu pod nieobecność jego prezesa, zobaczyłam wiele a i starczyło mi czasu na wypad na plażę i przyhotelowy basen, w którym topiła się Basia wyratowana przez rosyjskiego, przystojnego turystę.
Z marketingowego i ekonomicznego punktu widzenia trudno jest zmierzyć finansowy efekt poczynań powyższej natury. Ilu turystów usłyszało wtedy, że jest na mapie taki kraj jak Polska, ilu skosztowało znakomitej kuchni i bawiło się na tyle świetnie, żeby wybrać Polskę jako cel swojej kolejnej podróży? Nie sposób jest ten efekt zmierzyć…tym samym w naszych wspomnieniach słoneczna wyspa miłości pozostała niezapomniana w zupełnie innym aspekcie. Ze słońcem majowym bywało różnie a z miłością? Kto to wie. Zbyt byłam pochłonięta obowiązkami, żeby wciskać nos w nie swoje sprawy. Dla mnie Cypr ma wymiar
szczególny. Po traumatycznych przeżyciach w roku poprzedzającym wyjazd dołączenie mnie „rzutem na taśmę” przez mojego szefa, Macieja Grelowskiego, do ekipy już gotowej do wyjazdu, postawiło mnie na nogi, oderwało myśli i pozwoliło miękko powrócić do pracy po długiej przerwie i do rzeczywistości.
Dwa lata później, w 1995 roku, w ramach rewanżu słoneczny Cypr przyjechał do Warszawy w środku lata, czyli w czerwcu. Z tą „niejadalnością” cypryjskich potraw może trochę przesadziłam. Nie da się ukryć jednak, że historyczne piętno odciśnięte na przechodzącej z rak do rąk śródziemnomorskiej wyspie położonej na styku Europy, Azji i Afryki, zostawili po sobie w głównej mierze Turcy i Grecy oraz…..Brytyjczycy. Fuzja tych trzech kuchni jest niewyszukana i niestety, w mojej opinii nietrafiona. Połączenie bliskowschodnich i brytyjskich tradycji kojarzy mi się ze skwaszoną miną południowca reagującego na północny, angielski dowcip. Tym niemniej dla Warszawiaków stanowiła atrakcję, gdyż popularne, orientalne kebaby pojawiły się masowo w stolicy znacznie później.
Tydzień Kuchni Cypryjskiej upływał w Hotelu „Orbis” Europejski pod znakiem buzuki oraz
popisów cypryjskich artystów bawiących publiczność w asyście pierożków, pasztecików i jagnięciny a także deserów przekładanych miodem i orzechami, wśród których prym wiodła słodka baklava. Pracownicy kuchni, którzy na Cyprze z nami nie byli mieli okazję popatrzeć na ręce cypryjskiego szefa kuchni i czegoś się od niego nauczyć. Tak więc polsko-cypryjski, partnerski mariaż Piasta Kołodzieja z Afrodytą wszystkim wyszedł na dobre a wieczory z cypryjskim folklorem dały odetchnąć zespołowi Polanie od wieczorów z folklorem polskim.
Inicjatyw gastronomicznych realizowanych w hotelu „Orbis” Europejski było wiele. Pamięć niestety mnie zawodzi a może i nie tak znowu bardzo wobec znakomitych co i rusz popisów szefów kuchni obu hoteli i restauracji Cafe Zamek w Zamku Królewskim w Warszawie. W „Europejskim” niezapomniany stanowił dla mnie tydzień pierogów, o których myślałam, że wiem już wszystko. O pierogarniach w Polsce jeszcze wtedy nikomu się nie śniło. A wracając do piastowskiego mezaliansu bogini Afrodyty, to ponoć serce nie sługa a biało-czerwona nad głową zobowiązuje.
Zdjęcia: Cypr, Polish folkloric week 1993, zespół Polanie, ekipa kuchni, prezentacja w hotelowym lobby, na basenie, artykuł w cypryjskie prasie, z turystyczną elitą Cypru; Hotel Europejski – Dni kuchni cypryjskiej 1995; Archiwum Jarzębiny



Facebook
Zwierzolubni