Trafiła kosa na kamień

Pajęczyna – Janka Pilchówna

Jakże często lśnić poczyna
w złotym słońcu pajęczyna;
Wabi, kusi – aż omota
swą ofiarę w zdradnych splotach…….

Jakże często życie wzywa
i podstępnie omotywa
i kolorów tęczą kusi -
aż do chwili, gdy…udusi

15.V.1936

„Curitiba, 19 lipca 1986

Byłam okropnie zakochana w tym dziennikarzu. W grudniu spędziłam z nim trzy dni tutaj. Niezapomniane. Miał przyjechać na wakacje w lutym, już miałam we frezerze kolację i obiady gotowe (zamieniłam telewizję malutką, co była u córki na jej frezer tylko z powodu dziennikarza)…gdy jego matka zachorowała i musiał spędzić wakacje u niej. Potem napisał, że się rozchorował i klęski materialne i rodzinne. Słowem prosił o zawieszenie naszej relacji aż do dnia, kiedy wszystko się znormalizuje….Nie pojechałam na plażę w lecie, by nie stracić jego listu lub telefonu. Nie dał znaku życia aż do teraz. Pewnie wcale nie jest rozwiedziony lub przyjechał tu tylko po to by zobaczyć, czy przypadkiem nie jestem bogata wdową albo się tam w kimś zakochał.

W końcu już zdołałam zapomnieć i wsadzić swoje uczucia też do frezera  i długo potrwa aż roztopnieją na nowo…Tydzień temu telefonował a ja nie poznałam jego głosu….Mówił, że śnił o mnie, czytał moje listy i chciałby znowu bardzo mnie zobaczyć i przyjechać.

- Zadzwoń przedtem, byś mnie zastał w domu, bo mogę być na potańcówce – powiedziałam.

Żadnego przyjedź, kochanie, okropnie się ucieszę. Prosiłam tylko, by napisał list – ale do dziś list nie nadszedł. Na szczęście już nie boli. Nie widziałam go już siedem miesięcy. Nie mogę mu wybaczyć tego milczenia.”

Onet Zdrowie zamieścił kilka dni temu artykuł Karoliny Morelowskiej na temat toksycznego uzależnienia od miłości. Mowa jest w nim o samodestrukcyjnych zachowaniach zakochanych kobiet i obsesjach na punkcie ukochanego.

„On ma już inną a ona dalej ma nadzieję. Czasem się odzywa jakimś sms-em aby sprawdzić czy Gośka dalej jest pod jego kontrolą. Mniej więcej tak wygląda ta toksyczna gra. Każdy jego gest wprowadza ją na nowo w stan euforii. On potrzebuje pozytywnego wzmocnienia, więc ona mu je daje. Cierpi i… czeka. Przepełniona miłością i nadzieją, weekendy spędza w łóżku, nie spotyka się ze swoimi przyjaciółmi, na przemian chudnie i tyje, bo albo nerwowo się objada, albo potem za karę głodzi. Robi wyłącznie to, co musi, jak robot. Z jedną tylko różnicą – roboty nie płaczą. Ona – owszem, minimum raz dziennie. Takich przypadków jest wiele.”

Skoro w artykule napisano, że takich przypadków jest wiele, to pewnie tak jest. Patrz wyżej, przypadek mojej cioteczki.  W dalszej kolejności następuje wywód na temat przyczyn psychologicznych uzależnienia oraz metody wychodzenia z nałogu. „Kobiety uzależnione od kochania wybierają bardzo charakterystyczny typ mężczyzny. Najczęściej jest to egocentryk bojący się bliskości, który z chęcią korzysta z uległości swojej partnerki. W takim toksycznym związku musi pojawić się nowy układ sił. Jeden mężczyzna go zaakceptuje, inny nie.”

Jak widać, dziennikarz najwyraźniej nie zaakceptował nowego układu sił.  Ja postrzegam w tym zdarzeniu jeszcze jeden, istotny element. Nie tylko zranił ale i upokorzył kobietę, której najpierw zawrócił w głowie. Nazwałabym go nie tylko egocentrykiem ale i tchórzem a na koniec parszywym draniem i dała kopa w dupę……na swój sposób.  Egocentryzm można wybaczyć, tchórzostwo pewnie też ale ja osobiście braku cywilnej odwagi nie akceptuję u partnera. Traci u mnie szacunek i z  marszu ląduje na straconej pozycji.  Piszę o partnerze, przyjaciołom wybaczam wszystko oprócz zdrady i braku lojalności.  Inną sprawą jest upokorzenie i manipulacja. Ktoś, kto ma silne poczucie własnej wartości upokorzyć się nie da i podobnie, ktoś, kto ma jakie takie pojęcie o manipulacji zmanipulować też się nie da albo przynajmniej będzie usiłował się bronić. Zdaję sobie sprawę, że każdy przypadek jest inny i na to o czym piszę nakłada się jeszcze mnóstwo innych uwarunkowań ale z grubsza wyłożyłam swoją własną filozofię.  Być może dlatego zaskoczyła mnie nagminność przypadków uzależnienia, chociaż jeszcze nie tak dawno o analogicznym zdarzeniu opowiadała mi moja koleżanka. Wypisz, wymaluj, w tym przypadku dojrzały już mężczyzna  twierdzi dokładnie to samo, co wymienione w artykule panie: jesteśmy dla siebie stworzeni, miłość wymaga cierpliwości, rozumiem to i wytrwam.

Każda cierpliwość się kiedyś kończy.  W przypadku zawiedzionych,  miłosnych uniesień czasami i tragicznie. Nie koniecznie zejściem z tego świata w akcie samobójczym czy też zamordowaniem wybranka obiektu westchnień ale trwaniem w nieskończoność w oczekiwaniu na to, co nigdy nie nadejdzie a tym samym rezygnacją z własnych  potrzeb. Autorka-terapeutka osób z uzależnieniem od miłości daje swoim podopiecznym następującą radę:  wyjście z roli bezwolnej królewny, którą ratuje mało wyszukany książę, oznacza wzięcie na siebie odpowiedzialności za własne wybory. „Jestem wystarczająco dobra, by kochać mnie bezwarunkowo” – to od dzisiaj twoja mantra. Teraz zejdź z wieży i na podstawie swoich prawdziwych potrzeb napisz własną bajkę……

Ja znam jeszcze inną mantrę: trzeba coś stracić, żeby docenić, aby odzyskać, trzeba się zmienić.

Trafiła kosa na kamień – ilustracja, Jean Ignace Isidore Grandville (1803 -1847)

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free