Curitiba, 25 sierpnia 1979
„Piszesz mi, że nie masz sukienki, tylko spodnie. Tutaj istnieją miliony dziewcząt, które nigdy nie miały sukienki i nie chcą mieć. Ale też – kto nie woli spodni jeśli ma taki wspaniały, brazylijski tyłek! Ja nie lubię spodni z tego powodu – polskie i niemieckie tyłki to płaska mizeria. Co prawda, te wysokie i wypięte atrybuty mają tylko kilka lat glorii – potem rośnie im drugi tyłek poniżej, to kuloty narastają z przodu i z tyłu…..”
Największe tylne części ciała u pań widziałam w południowej Afryce. Miały nawet swoją
nazwę, przynajmniej tak mi mówiono. „Totenchockie pupy”. Szerokie, rozłożyste i odstające. Ich właścicielki chodziły powoli i dostojnie a pośladki poruszały się rytmicznie z każdym krokiem. Tym brazylijskim pupom też niczego nie brakowało, choć jak zwykle niczego nie można uogólniać. Kobiety na zdjęciu pochodzą z brazylijskiego stanu Bahia położonego nad Oceanem Atlantyckim. Największe miasto tego stanu i trzecie co do wielkości w Brazylii to Salvador położony nad Zatoką Wszystkich Świętych, dawna stolica portugalskiej Brazylii. Odkryta przez Amerigo Vespuci stała się największym targowiskiem niewolników przywiezionych przez Portugalczyków z Afryki i chyba najbardziej ze wszystkich brazylijskich stanów kultura tego regionu pozostaje pod afrykańskim wpływem. Afro-Brazylijczycy są w każdym bądź razie tutaj najliczniejsi. Niewykluczone więc, że „Totenchockie pupy” przywędrowały do Brazylii z południowej Afryki i stąd to podobieństwo. Ale to tylko moja teoria. Z Bahii wywodzi się też capoeira, sztuka walki, która wiąże ze sobą elementy tańca i akrobatyki. Taniec sprawia, że sztuka ta, w odróżnieniu od innych sztuk walki jest bardzo płynna a przez to ataki są najtrudniejsze do przewidzenia.
I Bahia to wreszcie największy uliczny karnawał na świecie, zwany „Bahia – wybuch radości”. Trwa sześć dni i sześć nocy.
„Patrzę z zazdrością na Twoich kolegów. Ja nie mam kolegów. Mentalność mężczyzn tutejszych na to nie pozwala – albo idziesz z nim do łóżka albo nie chce cię znać. Co prawda można rozmawiać bez drugich intencji w pewnych okolicznościach, jak np. na zebraniu różokrzyżowców lub na nocnej lekcji filozofii wschodnio-zachodniej. Wyobraź sobie, że jeszcze dzisiaj mam wielbicieli. Niestety typy, których nie znoszę…Zawsze biega za mną typ Araba albo Turka z wąsikiem ala Omar Sharif. Nie mogę się skarżyć, miałam wzajemność Hiszpana w moim guście i przemiłego Żyda, i mój ostatni wielbiciel też wierny jak pies.”
Moja cioteczka nie pracowała a ciekawa jestem, czy w pracy też nie było po prostu męsko-damskiego koleżeństwa a każda zaczepka kobiety w postaci : podaj mi dziurkacz, proszę, była już odbierana jako seksualna zachęta nie mówiąc już o biznesowym lanczu a tym bardziej kolacji. Kolegów ma się z podwórka, ze szkoły, z przedszkola, ze studiów, z pracy i tak dalej. Kolega to raczej coś więcej niż pierwszy lepszy znajomy i dużo mniej niż przyjaciel.
O kochance mówi się czasami „przyjaciółka” a o kochanku „przyjaciel” chociaż te słowa maja niejednokrotnie zupełnie odmienne znaczenia. Najtrafniej chyba tę różnicę ujął Woody Allen : Mężczyznę można „wykastrować” jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem.
A co do wielbicieli podobnych do Omara Sharifa. Czemu nie? Sami oceńcie.




Facebook
Zwierzolubni