Dziś na ryby skoczę sobie
Rybkę zjem, na grilla wrzucę
Już okonia widzę w głowie
I sielawy miękki brzuszek
Żonka rybkę wypatroszy
Przysposobi jak należy
Spojrzy mi głęboko w oczy
Zęby uśmiech jej wyszczerzy
Kija moczę od poranka
Brak trofeum już mi zbrzydło
Bo skończyła się sielanka
Połów zniknął razem z wydrą
Smukła jak łasiczka płynie
Wszystkie ryby, hop, w panice
Pierzchły szybko do głębiny
Ma zanęta się nie liczy
Powrót smętny dziś do domu
Obiad czmychnął mi z talerza
Razem z wydrą, bez pardonu
Żona patrzy, nie dowierza
Gdzie bywałeś, Ty rybaku!
Uśmiech zniknął rozmarzony
Przyszło obejść jej się smakiem
Niezła wydra z mojej żony!
Facebook
Zwierzolubni
…obiad czmychnął mi z talerza”
Wszystko to, co człowiek zwierzęciu wyrządził, spadnie z powrotem na człowieka.
Pitagoras
Hitler traktował ludzi tylko tak, jak ludzie traktują zwierzęta!!!