Arka Przymierza i Miasto Soli

Zbliżają się kolejne Święta Wielkiejnocy. Porządkując papiery w ramach porządków wiosennych natrafiłam na list do Krzysztofa, w którym opowiadam mu na skróty bardzo interesujący program, który obejrzałam na National Geographic w 2008 roku.  Krzysiek był osobą szalenie zapracowaną, nie wiem tylko czy z zamiłowania czy z obowiązku i na oglądanie programów popularnonaukowych z całą pewnością nie miał czasu.  Kiedyś nawet zadał mi pytanie, ile godzin najdłużej bez odpoczynku zdarzyło mi się pracować w swoim życiu a mnie, jak to się mówi „kopara opadła”. Takiego pytania się nie spodziewałam i o ile pamiętam, po prostu pominęłam je milczeniem. Gdyby mnie zapytał jeszcze raz o to samo, pewnie bym nie odpowiedziała. Nie liczyłam. Wydaje mi się, że dwie doby bez snu i zdarzyło się to po raz pierwszy w 1979 roku, przy pierwszej wizycie Jana Pawła II w Polsce po objęciu przez niego pontyfikatu, kiedy to dziennikarze w hotelu „rzucili” się na temat wysyłając teleksem kilometrowe newsy do swoich agencji. Ktoś im to musiał na język teleksu zaszyfrować. W dzień odwalałam swoja robotę (rezerwacja pracowała również w weekendy i święta) a w nocy tłukłam na klawiaturze reportaże we wszystkich językach świata. Pamiętam jedynie, że w dniu mszy na Placu Zwycięstwa wyszłam z pracy o świcie słaniając się na nogach, przebiłam się  przez barierki i kordon ochrony, wsiadłam w autobus i w domu natychmiast poszłam spać w miejsce oglądania tego, jakby nie było, epokowego wydarzenia. Widok zmęczonych recepcjonistów, ciągnących kolejny dwunastogodzinny dyżur dzienny po dwunastogodzinnym dyżurze nocnym na skutek zdarzeń losowych też nie był czymś nadzwyczajnym.

Czytając to, co wtedy skrótowo bardzo napisałam, sama mam dzisiaj problem ze złapaniem swojej własnej myśli przewodniej zawartej w liście. Wiele ma ona wspólnego z marketingiem, gdyż jest mi to temat bliski. Nie mam pojęcia, co Krzysztof wtedy z tego „zaszyfrowanego” bałaganu zrozumiał i nie tylko wtedy, gdyż niestety mam manierę używania dużych skrótów myślowych.  Ale przechodząc do rzeczy, rzecz była o konkurencji bogów, mesjaszy i cudotwórców.

Rozpoczęłam od rękopisów z Qumaran (Miasto Soli) znanych jako Zwoje znad Morza Martwego. Są to odnalezione w latach  1947-1956, datowane  na okres III w.p.n.e. do I w.n.e. , przypisywane esseńczykom teksty biblijne zawierające ustępy Starego Testamentu i teksty nie bibilijne. Z wycieczki do Qumaran pamiętam, że na bazie tychże rękopisów skonstruowano tezę, iż Jezus i jego, nazwijmy to, filozofia, wywodziła się od Esseńczyków.

„Na mnie wrażenie zrobił przede wszystkim księżycowy krajobraz” – piszę do Krzysztofa, filozofię i etykę Esseńczyków pozostawiając tym, którzy maja chęć się w nią zagłębiać. Ja się swego czasu zagłębiłam i na skutek tego teza postawiona powyżej wydaje mi się wielce prawdopodobna.

National Geographic rozpoczął zaś od Apoloniusza z Tiany, filozofa (teozoficznego gnostyka) urodzonego w początkach I wieku w Kapadocji i zmarłego w Efezie, założyciela szkoły pitagorejskiej. Wśród sobie współczesnych uważany był za pośrednika pomiędzy bogami i ludźmi, cudotwórcę, czarownika i proroka. Uczył szacunku do wielu bogów. Głosił pokój i miłość. Uzdrawiał. Przemawiał, niestety, tylko do bogaczy w przeciwieństwie do Jezusa, który przemawiał do biednych. Bogacze byli na swój sposób niezależni i wyizolowani. Biedni, siłą rzeczy, funkcjonowali  w zorganizowanej strukturze społecznej, w której wieść niesie się piorunem. Dzisiaj nikt o nim nie pamięta, gdyż Kościół zatuszował nauki Apoloniusza, ponieważ był  „zbyt podobny” do Jezusa. Dla następnych pokoleń pozostał nieznany i niewielbiony.

Podchodząc do tematu w ujęciu marketingowym, jak to zrobił autor programu na National Geographic Apoloniusz dokonał podstawowej segmentacji rynkowej dzieląc populację „na biednych i bogatych”  i  wybrał niewłaściwy segment, gdyż pokój i miłość, to nie był produkt, który  cieszyłby się popularnością wśród ludzi zamożnych. Interpretacja jest moja, gdyż w liście, idąc na skróty, interpretacji już nie podałam, uważając ją za oczywistą.

Następnym wymienionym przez NG był Szymon Mag, znany także jako Simon Magus lub Szymon z Gitty, Samarytanin (pro-gnostyk, ojciec gnostyzmu). Według wierzeń simonitów był on bogiem w ludzkiej postaci. Wspomina o nim Biblia a źródła historyczne świadczące o jego życiu i poglądach zawarte są w pracach chrześcijańskich, co zaskakuje o tyle, że Szymon Mag zajmował się…czarną magią i tą magią po prostu „porwał” Samarię i niewykluczone, że oprócz tego, że stał się ojcem gnostyzmu był również ojcem okultyzmu ale to już moja własna teza.  „Helena, sydońska prostytutka, została przez Szymona wykupiona z domu publicznego i podróżowała razem z nim, będąc otaczaną czcią Sofią (mądrością – przyp. mój) u boku Boga, który ją odnalazł i zbawił. Para ta stała się archetypiczną syzygią „heretyka i nierządnicy”, jako głównych form działalności diabelskiej. Późniejszym powtórzeniem tego schematu stał się czarownik Faust i upadła Małgorzata z „Fausta” Goethego.” – Wikipedia. Upadek i odkupienie dobrze są znane w religii chrześcijańskiej. Od Szymona Maga wywodzi się pojęcie symonii czyli świętokupstwa, gdyż widząc rosnącą potęgę chrześcijaństwa Samarytanin ten po prostu nie widział innego wyjścia z sytuacji jak tylko kupić od świętych Piotra i Jana przywilej udzielania daru Ducha Świętego.

Mówiąc ponownie językiem marketingowym, Szymon, zamiast zadowolić się niszą rynkową w postaci wierzących w czarną magię pokusił się o nieetyczne kupienie korzyści duchowych w celu zagarnięcia większości rynku. Tym samym sam siebie skazał na potępienie i  zapomnienie.  Nie sądzę, by starożytnym znane było pojęcie etyki w biznesie (Opowiadanie: Epitafium dla cwaniaków), tym niemniej gnostyk poniósł porażkę  na skutek jej nieprzestrzegania, chociaż sama symonia stała się wkrótce potem prawdziwym utrapieniem Kościoła. I ponownie interpretacja jest moja a nie National Geographic.

No i wreszcie Szymon Bar Kochba, założyciel niepodległego Żydowskiego państwa Izraelskiego, którym rządził jako Książę Izraela. Potomek rodu Dawida, charyzmatyczny przywódca, mesjasz namaszczony olejkami. Według National Geographic był zdecydowanie lepszym od Jezusa kandydatem na mesjasza, gdyż nauki Jezusa nie mogły zyskać na popularności wobec spektakularnej walki innego zbawiciela i odkupiciela rozwiązującego siłą problemy świata. Niestety Hadrian zebrał armię, by odbić Jerozolimę. Osaczeni niedobitkowie Bar Kochby odcinali sobie palec, by dowieść swej nieugiętej woli (samookaleczenie uznawane jest za grzech narażony na potępienie) ale i tak w 135 roku Jerozolima upadła, judaizm został zakazany a Hadrian rozpoczął wyniszczanie narodu żydowskiego. I w tym momencie nauka Jezusa powróciła na scenę a Jezus wraz z nią  jako pacyfista, o ile dobrze pamiętam, z nauką wyniesioną po kilkuletnim pobycie w Qumaran,  niosąc przesłanie pokoju. Jego siłą była ta właśnie nauka i słowa „kto mieczem wojuje od miecza ginie”.  Chrześcijaństwo zaczęło się odradzać.

Tym razem moje i National Geographic podejście do tematu powinno mieć więcej wspólnego ze współczesnym  PR-em niż z marketingiem a więc przekazywanym światu wizerunkiem, który się chce przekazać oraz z elastycznością dostosowania się do warunków rynkowych i wyczuciem chwili.

Chrześcijaństwo  rozwijało się w Cesarstwie Rzymskim na równi z mitraizmem, z tym, że chrześcijaństwo było prześladowane a mitraizm Cesarz Aurelian wyniósł nawet  do rangi religii państwowej. Z tego kultu przejęte zostały przez chrześcijaństwo: komunia, niedziela jako dzień święty, Trójca święta Mitry, symbol krzyża, spowiedź i tak dalej. Wyznawcy mitraizmu uznawali odkupienie, zmartwychwstanie, ostatnią, rytualną wieczerzę, naśladowali eucharystię i wierzyli w nieśmiertelność duszy. Dzień narodzin  Jezusa ma tę samą datę co dzień narodzin Mitry. Dla przypomnienia Mitra to „słoneczny” bóg wywodzący się mitologii indyjskiej i perskiej, w Grecji  jego kult nabrał cech ezoterycznych i Mitra zaczął być  identyfikowany z greckim Apollem lub Heliosem..W sanskrycie oraz współczesnych językach indoaryjskich słowo mitra oznacza „ przyjaciel.”

I na przyjacielu tę krótką  powtórkę z historii zakończę tuż przed Wielkanocą. Kiedy na historię nie patrzy się oczami wiary nabiera ona zupełnie innego wymiaru, zmusza do refleksji, bez względu na to, w co lub w kogo się wierzy. A wierzyć w coś lub kogoś należy, bez względu na dane historyczne. Inaczej życie traci sens. Co do godzin pracy zaś, dzisiaj to ja chciałabym zapytać Krzysztofa, ile z tych godzin, które miał na myśli, przepracował w Święta, w tym Wielkanocne, bo ja swoich nie liczyłam.

Zdjęcia; jaskinie i ruiny Qumaran; Jerozolima w miniaturze (przed zburzeniem przez Tytusa), Świątynia Arki Przymierza.  Izrael, Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free