„Curitiba 9 lipca 1984
Na placu są baraki z owocami. W tym roku wydałam sporo na jabłka, dwanaście jabłek za tysiąc to tanio, bo argentyńskie kosztują 400 crs każde. Teraz są mandarynki, olbrzymie, soczyste, dlatego nie mam pieniędzy, bo zawsze taskam woreczek z nimi do domu (potem całą noc biegam do toalety). Po jabłkach i przed mandarynkami był mamon – to taki owoc jak dynia skrzyżowana z ogórkiem i gruszką. Czasem waży i 3 kilogramy. Słodki jak miód. Były trzy za tysiąc. Tu zawsze jakieś owoce są w barakach, przez cały rok coś dojrzewa albo przywożą z innych okolic. W tym kraju tylko u nas jest zimno w zimie, na ogół cała reszta ma tylko jedną porę roku – lato. „
Uwielbiam egzotyczne owoce, próbuję każdego, którego napotkam i mam kilka swoich ulubionych. W sklepie niedaleko, specjalizującym się w zieleninie, przeróżnych, dziwnych owoców jest mnóstwo. Język mi po prostu ucieka, żeby kupić i spróbować tych, których nie znam lub tych, które lubię najbardziej ale cena za sztukę skutecznie powstrzymuje mój język.
W Zielonej Górze po raz pierwszy skosztowałam owocu o nazwie carica : carica to krótko mówiąc kuzyn papai, który rośnie w Chile w Dolinie Limari, położonej 250 mil na północ od Santiago, w pobliżu pustyni Atakama i jednocześnie niedaleko czystych wód Pacyfiku. Warunki geograficzne mają bezpośredni wpływ na subtelny smak tego owocu.
A zatem jak smakuje carica?
Ja określiłbym jej smak jako podróż w głębię tropiku – wyczuwalny jest smak mango, ananasa, moreli, gruszki i brzoskwini. – blog szefów kuchni.
„Moja carica” była niestety z puszki, gdyż w Polsce można ją kupić tylko przetworzoną. Ta
prosto z drzewa ponoć jest zbyt twarda aby konsumować na miejscu, czyli w Dolinie Limari. Syrop towarzyszący owocom w puszcze znakomicie się komponował do drinków a owoce nie tylko do deserów. Ja osobiście lubię dodawać owoce do mięs, głównie drobiu ale nie tylko. Wszak kaczka najlepsza z jabłkami albo pomarańczą, wieprzowina ze śliwką albo żurawiną a indyk z brzoskwinią rozpływa się w ustach.
Na plantacji w Indiach natrafiłam na owoc św. Jacka. Przeczytałam życiorys świętego, przestudiowałam legendy z nim związane i nie znalazłam nic, co by wskazywało na pochodzenie nazwy tegoż owocu. Kult naszego świętego dominikanina, kaznodziei i misjonarza szerzy się nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie, a także w obu Amerykach i Azji. Związany głównie z Krakowem święty swoje akcje misyjne prowadził na Rusi i w Prusach wiec skąd nagle…Indie? Kraj Siwy, Wisznu i tak dalej…
„Miesiąc temu córka z zięciem zabrali mnie do S. Paulo do teatru, by zobaczyć występ grupy zupełnie nagiej. Był to rodzaj dowcipów pikantnych w stylu Boccacio, nie opowiadanych lecz odgrywanych. Już na wejściu, w kompletnym milczeniu trochę zażenowanej publiczności zięć powiedział głośno: Mama, podoba Ci się?
A ja ani słówka. Na to on do mojej córki, znowu głośno: ona się wstydzi powiedzieć, że „tak”.
Z pięćdziesiąt głów się obróciło, by mnie obejrzeć i wybuchnąć śmiechem na sali.
Po teatrze poszliśmy do „gęby” – tutaj tak się nazywają nocne lokale. Akurat tej nocy grała orkiestra w stylu lat 40-tych, Glenn Miller, Webster…Co to była za uciecha! Piliśmy piwo i siedzieliśmy tam ze cztery godziny aż do świtu. Tłumy młodzieży stały przez cały czas tylko po to, by tej muzyki „starej” posłuchać. Lokal obok lokalu pełen. Tuż obok był jeden przerażający – tam tylko grają rock i publiczność z błędnymi oczami, dziwacznie poubierana, głównie na czarno. Tu to nazywają „punk”. Nie wiem jak moja córka ma odwagę chodzić po takiej ulicy nocą. Ja byłam przestraszona.
Kobiety na tym naszym pięknym koncercie ubrane prześlicznie, w kombinezonach szerokich, marszczonych, wszystkie w spodniach, tylko jedna staruszka i ja w kostiumach tweedowych. Czułam się bardzo stara w tym moim ładnym kostiumiku, chociaż spódnice są modne….”
W Brazylii jej autochtoniczni mieszkańcy na co dzień chodzą nago a tymczasem sztuka z nagością w roli głównej sprzedawała się w tym kraju jak ciepłe bułeczki. Nagość najwyraźniej zawsze będzie towarem interesującym i budzącym emocje. Glenn Miller jest cudowny zawsze, chociaż nigdzie jego standardów już nie słyszę. Szkoda, gdyż podoba się wszystkim pokoleniom, jak wynika z listu mojej cioteczki. Moonlight serenade nigdy się nie zestarzeje a punk..a punk już chyba się zdążył zestarzeć.
Ponieważ pożeniłam w opowiadaniu świętego z nieprzystojną nagością, zastosuję metodę znaną od stuleci w postaci skąpego przykrycia elementów ciała, które z jakiś względów starożytni skwapliwie ukrywali pod listkiem figowym. Dlaczego akurat te właśnie miejsca były od wieków wstydliwe trudno mi pojąć. Być może początek stosowania liści figowca w szeroko pojętej sztuce wziął się z Księgi Rodzaju : 3, 7: „A wtedy otworzyły się im obojgu (Adamowi i Ewie) oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.”)….Równie dobrze mogli sobie zrobić przepaski na oczy. A figa? Figa jest słodka i przepyszna, tylko musi być dojrzała i świeża a nie wysuszona na wiór…..a taką nam
przeważnie serwują w sklepach.
P.S. Pedro wyjaśnił mi, że „mamon” to brazylijska papaja a Brazylia jest największym producentem i eksporterem tych owoców. Największe plantacje znajdują się w stanie Espírito Santo, w tym regionie klimat bowiem sprzyja owocowaniu papai przez cały rok. Może być konsumowana po prostu jako owoc, znakomicie smakuje z dodatkiem kilku kropel soku z cytryny, można z niej przyrządzać puddingi, musy, lody, można ją kombinować z innymi owocami. Niskokaloryczna papaja jest źródłem witamin, wapna i fosforu.





Facebook
Zwierzolubni
Nigdy bym nie wpadl na pomysl, aby sprobowac smaku carycy… tfu, caricy oczywiscie. Zreszta w ogole jakos nie pociagaja mnie owocowe eksperymenty – zbyt czesto bylem rozczarowany smakiem ponetnie wygladajacych egzotykow, wiec wole po prostu zwyczajne, znane mi gruszki, czeresnie i truskawki… Inaczej jest z teatrem, tu jestem gotowy na wszelkie nowosci;)