Pipoka i jakaranda

„Curitiba, 17.7.1982

Czy wy tam znacie kukurydzę, malusieńką, drobniutką i białą? Kiść ma jakieś 10 cm długości i szerokości na dwa palce. Widziałam kiedyś w Polce, że dają to świniom. Gdybym miała wyżyć w Polsce bez pieniędzy i gdyby tam wolno było handlować, to bym wyżyła z tego, jak tu żyją nowi emigranci. Nazywa się to „pipoka” i sprzedawana jest w kolejkach do kina i na „ponto” omnibusowym, gdyż bardzo pachnie i nikt nie wytrzymuje, musi kupić. Zagrzewa się tłuszcz na dnie rondla, jakiś jeden lub dwa milimetry warstwy wrzuca wyłuskane ziarenka, zakrywa mocno pokrywką i czeka. Za chwile zaczyna strzelać. Gdy wystrzela wszystko wyjmij z rondla, posól troszkę. Gotowe. Jest to jakby kwiat-owoc, o wiele razy większy niż ziarenko, bielutki i kruchy i niemal bez smaku ale pachnący bardzo apetycznie. Nie raz to jem oglądając telewizję”.

Cioteczka słała tę kukurydzę kilogramami. Miałam specjalny garnek z pokrywką do jej prażenia, gdyż niektóre ziarenka, te na samym dole, przypalały się i garnek po pierwszym prażeniu już do niczego innego się nie nadawał. Do wprawy doszłam dopiero po którymś razie, na samym początku eksperymentów z pop-cornem bowiem za dużo wrzucałam ziaren i białe „naboje” eksplodowały z hukiem po całej kuchni. Zapach się rozchodził po prostu „boski”  nawet na klatce schodowej.  Dzisiaj, kiedy wchodzę do kina i dosięga mnie agresywny aromat prażonej kukurydzy po prostu mi się robi niedobrze. Chyba się kiedyś przejadłam pop-cornem. Ciotka miała absolutną rację, że trudno wytrzymać, kiedy się czuje atrakcyjny aromat. Ślinianki zaczynają pracować i potrzeba zakupu staje się przemożna. Manipulacji zapachami dokonuje się w celu…… manipulacji klientem.

Odwiedzam w sąsiedztwie nieduży sklepik, który jest otwarty w rozsądnych godzinach nawet w niedzielę, to znaczy od ósmej rano.  Ruszt z kurczakami rusza w nim zanim drzwi przed pierwszym klientem się otworzą, tak więc smak pieczonego kurczaka czuje się w ustach już na dzień dobry, chociażby się przyszło tylko po mleko. Na razie skusiłam się tylko dwa razy ale widzę, że metoda działa, gdyż za drugim razem na tego kurczaka musiałam się zapisać.

Cioteczka przysyłała też herbatę yerba mate, suszoną z liści ostrokrzewu paragwajskiego herbatę Indian Guarani,  którą niestety parzyłam na polską modłę i smakowała jak siano. Zauważyłam u syna duże opakowanie tejże herbaty a obok niego zabawne naczynko do parzenia. I to dopiero syn mnie uświadomił w sztuce parzenia tego zawierającego kofeinę  siana, a, że jest wybredny i lubi wynalazki, kiedy stwierdził, że jest świetna, uwierzyłam mu na słowo. Na parzenie wtedy czasu nie było ale wykorzystam pierwszą, nadarzająca się okazję.
Na zdjęciu u góry, mój znajomy Pedro prezentuje świeżutką Yerba Mate. Stwierdzono, że pomaga ona wyeliminować zmęczenie, działając korzystnie na nerwy i mięśnie, pozytywnie wpływa na aktywność mózgu człowieka, wspomaga pracę serca i zmniejsza ciśnienie krwi. Oprócz kofeiny bowiem Yerba mate zawiera witaminy i związki mineralne, potas, lit, kwas fosforowy i magnez a także ślady…arszeniku!

Skoro mowa o moim dziecku i jego wynalazkach, to zawsze przeganiał mnie bezwzględnie, jeśli chodzi o papierosy, tymczasem od kilku lat sam pociąga fajkę wodną, shishę, w której filtr wodny nie zatrzymuje nikotyny i substancji smolistej a mało tego, organizacja WHO jak czytam, twierdzi, że  „fajki wodne powinny podlegać takiej samej regulacji jak papierosy i inne wyroby tytoniowe”.

„Tytoń służący do palenia w arabskiej fajce wodnej charakteryzuje się bardzo dużą wilgotnością i mocnym aromatem, dzięki nasączeniu go melasą cukrową, syropami owocowymi, esencjami i olejkami aromatycznymi. Wilgotność tego tytoniu uniemożliwia palenie go w fajkach klasycznych, gdyż wymagane jest dla prawidłowego żarzenia stałe podgrzewanie go węglem drzewnym. Najczęściej produkowany z postrzępionych drobno liści tytoniu zmieszanych z miodem lub innym słodzikiem, melasą lub podsuszonymi owocami.”

To co napisałam, odkryłam przed chwilą i koniecznie coś muszę z tą moją wiedzą zrobić.

„Zmywałam naczynia w południe, kiedy przyszedł zięć i kazał mi się ubrać jak najszybciej. Po trzech minutach byłam gotowa i pojechaliśmy z córką autem do Morettes na spacer. Jest to mieścina już za górami. Miałam na szczęście nowy film w aparacie, chociaż nie było słońca a było dość pochmurno zrobiłam sporo zdjęć po drodze, wszystkie dla Ciebie, byś miała pojęcie jakie to cuda. Jest to dawna droga z kocich łbów z Kurytyby do Paranagua i do Morettes 70 kilometrów stąd. Dawniej była tylko ta droga, strach było jechać omnibusem. Teraz jest tylko dla turystów. Co kawałek zakątek z ławeczkami i wodą źródlaną. Omnibus wyjeżdża rano co niedziela, zostawia ludzi, gdzie chcą (nie ma przystanków) i zabiera po południu z powrotem. Można sobie powolutku schodzić na dół. Myślę, że tak zrobimy, kiedy tu kiedyś przyjedziesz.

W Morettes zjedliśmy okropna rybę, bardzo niesmaczną. Obok restauracji grupa rybaków tańczyła taniec portugalski, już na wymarciu – taniec i rybacy.  Stare, siwe chłopy. Chodzą w kółko i co kilka sekund tupią mocno nogami. Sfotografowałam ich z daleka. Ale co to za fantastyczne drzewa po drodze – nie starczyło filmu na to.” (zdjecia z wycieczki do Morretes prezentuję w opowiadaniu „Stanisław Kurletto – cz.4)

Smakowitych zapachów, rozchodzących się po całym domu i to nie tych sztucznych a prawdziwych z wielkanocnych potraw pozostaje mi życzyć moim czytelnikom a, że pogoda piękna i wszystko zaczyna kwitnąć , po śniadanku wielkanocnym spacer, niczym po Morettes polecam. A nikotyna, która przytępia zmysł powonienia, to mój problem. Jeszcze nie wiem, jak sobie z nim poradzę.

Popcorn, Fajka wodna i zestaw do yerba mate - Archiwum Jarzębiny. Kwitnąca jakaranda (pochodzi z Brazylii) – Wikimedia commons – public domain; Yerba Mate – Pedro Ernesto Pereira

Komentarz na FB. Joanna napisała: Ja się od niej uzależniłam wiec musiałam definitywnie z nią skończyć :( ((( Idealnie mnie pobudzała i śmiem twierdzić , że jest 1000 razy lepsza w tym niż kawa no i przy tym bardzo ładnie się chudnie wiec już właściwie z dwóch powodów musiałam odstawić. Indianie pijali ją w okresach wielkiej biedy, bo hamuje łaknienie bardzo mocno :) ))

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.