Skorygowane plany – Adam

Ivonne.

Tęsknica mnie trzyma za Tobą okrutna, więc postanowiłem napisać do Ciebie list wyjątkowy, w którym mógłbym przedstawić Twą szlachetną osobowość we właściwym oświetleniu. Ale jak doskonale wiesz tzw. życie skutecznie koryguje nasze plany.

W natłoku bieżących informacji medialnych o Berlusconim i jego „cipuniach”, kto komu dokopał w Sejmie i poza nim, o spadających na łeb notowaniach PO (co podkreśla ogólny tragizm sytuacji), o gorszących sporach z okrętem powietrznym TU-54 w tle, o drobnych zakupach dokonanych przez wodza PIS-u czy o wylaniu z PJN Adasia B.  przewinęła się niczym kometa Halleya wiadomość, iż w polskiej szkole notuje się tylko 3% drugoroczności, natomiast u takich, np. do pięt nam nie dorastających Niemców czy w żabolubnej Francji aż ponad 30%!  Natychmiast zaczęły się więc pojawiać w telewizorze „mądre głowy”, aby dogłębnie zgł(n)ębić problem. Głos zabrali aktorzy, aktorki, muzycy, artyści kabaretowi, dziennikarze, kelnerzy, kucharze, jeden psycholog i pół nauczyciela, bo na emeryturze, a więc osoby znakomicie „siedzące w temacie”. Zapamiętałem szczególnie dostojną Matyldę Damięcką, od której się dowiedziałem, że była doskonałą uczennicą i zwiedziła pół świata z czego nie jest zadowolona, ponieważ ucierpiało jej dziecięctwo, gdyż musiała chadzać do zagranicznych szkół. Dowiedziałem się także, że jej dzieci – na co zwróciła uwagę prowadząca program dziennikarka – obecnie świetnie się uczą i już niedługo będą nowymi Einsteinami. Ot, taka malutka autoreklama… Niezła także była aktorka Jungowska Edyta, która mamrotała coś o wstydzie i stresie, widocznie w przeszłości była słabą uczennicą.

Zabierający głos w tej materii mieli jeden olbrzymi problem – nie wiedzieli czy się cieszyć z tej niskiej drugoroczności, czy smucić. Jest coś na rzeczy. Niska liczba „zimowań” może świadczyć o wyjątkowo wysokim poziomie uczniów i szkoły, ale może także wskazywać na coś zupełnie przeciwnego.

Jest we mnie trzy czwarte nauczyciela, ponieważ jestem na emeryturze, ale uczestniczę jeszcze w procesach dydaktycznych z młodzieżą dorosłą (świetna formuła!), „przeszedłem” wszystkie szczeble zawodowej kariery nauczycielskiej i na mięśniu sercowym leży mi kondycja naszej szkoły.

Z owych 3% wcale się nie cieszę – żeby było jasne. Chociaż dane te są prawdziwe. W polskiej szkole nie ma właściwie drugoroczności, ale nie jest to dowód na to, że wszystko jest O.K. Uczniów tzw. słabych przepycha się na siłę z klasy do klasy. Po co się z nimi męczyć, lepiej pozbyć się kłopotów, zwalając je na następnych nauczycieli.

I tak z pierwszej klasy przez drugą do trzeciej, potem szóstej, wreszcie gimnazjum i zawodówka. W pierwszej klasie szkoły zawodowej znajdują się uczniowie mający trudności z samodzielnym napisaniem prostego zdania, wielu nie umie się podpisać (tak, tak – to prawda!), nie mówiąc już o czytaniu nawet bez zrozumienia.

Czyja to wina? Oczywiście, najłatwiej wskazać nauczycieli i będzie to prawda, ale tylko mała. Nauczyciel, chcąc zostawić ucznia na drugi rok ze swojego przedmiotu musi bardzo dokładnie uzasadnić swoją decyzję, odpowiedzieć bardzo obszernie, co zrobił, aby uczniowi się powiodło, przygotować „program naprawczy” i przede wszystkim udowodnić, że „nie uwziął się” na niego. Nauczyciel musi także stawić czoła presji „szkoły” w osobie pana dyrektora, który walczy o następną kadencję i chce zasłużyć się w oczach swoich przełożonych dbając o ich spokojny sen. Do tego dochodzą różne rankingi na najlepszą szkołę w mieście, gminie, województwie czy w kraju. Wysoka lub niska lokata w tej szlachetnej rywalizacji zależy także od poziomu drugoroczności. Trzeba by więc być masochistą, aby z własnej woli pozbywać się profitów. Więc wypycha się leni do następnych klas, udając że wszystko jest cacy.

Nauczyciele nieugięci – są tacy, a jakże – stają się czarnymi owcami i osobami „specjalnej” troski szanownej dyrekcji i rodziców. Właśnie – rodziców, prawdziwych suwerenów dzisiejszej szkoły. Mogą zrobić wiele dobrego, ale również wiele złego, zwłaszcza jeśli chodzi o źle pojęte dobro swoich dzieci.

Współczesna szkoła mocą ustawy o oświacie dała rodzicom, często mającym mgliste pojęcie o szkole wyniesione z czasów, gdy sami byli uczniami, ogromną władzę, którą skwapliwie wykorzystują. Rzadko się zdarza, aby w spornych sprawach władza oświatowa przyznała rację nauczycielowi, a jeśli tak się stanie, to zawsze z pewnym „ale”.

No cóż, to rodzice łożą dobrowolnie pieniążki na bezpłatną szkołę i zaczyna działać zasada „coś za coś”, a także przeświadczenie, że to szkoła ma wychowywać, uczyć, martwić się o ich dzieci, ponosząc całą odpowiedzialność.

Ivonne, pomyśl, za kilka, kilkanaście lat dzisiejsi „doszli” i niedoszli maturzyści czy absolwenci szkół zawodowych przyprowadzą do klasy pierwszej swoje dzieci i zaczną rządzić w szkole „z wielką znajomością rzeczy”. Nie przeraża Cię ta perspektywa, Ivonne? Mnie dosyć. Póki co nasi młodzieniaszkowie są wyrośnięci, zadowoleni, rozrywkowi, butni, pewni siebie, chamscy, przeświadczeni o tym, że nic złego im się nie stanie, że metoda „ślizgania się” i negacji jest najlepsza dla osiągnięcia celu. Do szkoły oczywiście przychodzą, niektórzy po to, aby „odpocząć” po doznaniach poprzedniego popołudnia, wieczoru, a często nocy.

I mają rację! Nic „złego” im się nie stanie – w niczyim nie jest to interesie. Czy tak być powinno, czy odwieczna polska zasada – „byle jak” – musi nas prześladować także w oświacie, czy tolerancja na kretyńskie zachowania młodzieży jest powodem do chluby, czy myśl Słowackiego o Polsce jako papudze narodów ciągle musi być aktualna? O tym niebawem.

Ivonne, w pierwszych dniach Pani Wiosny życzę Ci z całego mego serca, aby omijały Cię wszelkie złe przygody i charakterystyczny jasny, promienny uśmiech na długo zagościł na Twym ślicznym obliczu.

Adam.

Nie wiem co ma piernik do wiatraka ale może ma. Moja szlachetna osobowość została przedstawiona w kontekście drugoroczności w szkołach publicznych, co tak do końca nie mija się z prawdą. Klasę maturalną powtarzałam zawyżając i tak już niski wskaźnik, o którym mowa, bynajmniej nie z powodów wymienionych przez Adama a wprost przeciwnie. Poruszony temat jest głęboki i szeroki jak morze i z całą pewnością wart poruszenia, choć pewnie pozostanie bez echa, gdyż, jak zauważył Adam, w niczyim, pozornie, interesie nie leży aby zmieniać obecne status quo. „Póki co nasi młodzieniaszkowie są wyrośnięci, zadowoleni, rozrywkowi, butni, pewni siebie, chamscy, przeświadczeni o tym, że nic złego im się nie stanie, że metoda „ślizgania się” i negacji jest najlepsza dla osiągnięcia celu.”. Z ubolewaniem stwierdzam, że nie tylko młodzieniaszkowie i z zadowoleniem, że nie całej populacji młodzieży powyższe stwierdzenie dotyczy. A moja szlachetna osobowość…..no cóż……zeszła na drugi plan wobec niecierpiących zwłoki problemów współczesnej oświaty.

PS. Przysłuchiwałam się, siłą rzeczy, przebywając w obecności, rozmowom Adama z jego uczniami i nie tylko – muszę przyznać, że ma rację albo ja ciągle tkwię bez końca w tej maturalnej klasie, bo tego o czym pisze pojąć nie potrafię..

Zdjęcia: zakończenie roku szkolnego -J.Bartuszek, Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Listy cokolwiek psychiczne - Adam, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Skorygowane plany – Adam

  1. Szkoła na razie o tyle mnie przeraża, że moje za jakiś czas biologicznie pięcioletnie dziecko, a rocznikowo sześcioletnie, będzie musiało się zmierzyć się z najnowszym pomysłem na edukacje i boję się, czy za dwa lata szkoły będą naprawdę gotowe i nie zrobią krzywdy psychologicznej mojej księżniczce :) a potem księciu :) …….

  2. Jarzebina pisze:

    Smutnym jest fakt, że sama chęć poznania nie motywuje, choć uczyć się można z różnych źródeł a nauczyciel (profesor, pedagog) powinien dać podbudowę, zaszczepić bakcyla, ukierunkować na przyszłość, wykształcić postawy i sposób patrzenia na „świat” nie ograniczając horyzontów i własnego spojrzenia swoich podopiecznych….Pewne minimum jest potrzebne, żeby mieć szersze spojrzenie, humanistyczne lub interdyscyplinarne, co nie stoi na przeszkodzie aby być wybitnym specjalistą, na przykład, tylko w jednej dziedzinie. Postrzegam rolę pedagoga w ten właśnie sposób – przygotowania do życia bez zamykania się tylko w swoim świecie zainteresowań i równie skuteczni mogą być w tym procesie rodzice….którym brakuje czasu a pewnie i chęci a pewnie i przygotowania.

  3. Wiesia pisze:

    Na szczęście nauka syna dobiega końca i mam przerwę w martwieniu się o system nauki do czasu, gdy wnuki dorosną do szkoły. Ale problem leży po obu stronach, uczniów (celowo nie piszę uczących się) i nauczycieli (nie posłużę się słowem pedagogów). Świat się zmienia- truizm, ale ma to niebagatelne znaczenie dla uczniów, tak wiele możliwości, „odskoczni”, rozrywek tych dobrych i złych, pochłaniaczy czasu. Totalny brak czasu rodziców poświęconego dzieciom i ich wychowaniu. A nauczyciele? Z łezką w oku wspominam swoich nauczycieli, którym zależało na tym, żeby nauczyć i ….wychowywać młodzież. Teraz szkoła nie wychowuje i nie zawsze uczy. Nie znam systemu nauczania nauczycieli, czy metody nauczania zmieniły się? Wydaje mi się, że szkoła ma wielu „konkurentów” w zajmowaniu czasu młodzieży i trzeba umieć zainteresować młodzież nauką, grupą przedmiotów. Kiedyś nauczyciel z powołania nie patrzył na zegarek, że koniec lekcji, poświęcał często swój prywatny czas tym, którzy tego potrzebowali, czy chcieli wiedzieć więcej, był autorytetem, dobrym „wujem”, czy „dziadkiem”. Często zapraszał uczniów do domu na ciasto i herbatę. Teraz na taką postawę pewnie patrzylibyśmy z podejrzeniem, czy to nie pedofil? Nie wiem czy to pęd za pieniądzem, czy bezimienność dużych miast sprawia, że nie ma bliskiego kontaktu nauczyciela z dziećmi i z rodzicami ucznia.Ale współczuję nauczycielom ich ciężkiej pracy.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free