Oficjalnym herbem Białowieży jest żubr, nieoficjalnym herbem Spały jest dokładnie ten
sam żubr. „Uznawany za symbol Spały żubr, którego pomnik stoi w parku, w centralnym punkcie osady ma swoją ciekawa historię. Żeliwny żubr naturalnej wielkości odlany został w fabryce Ogariowa w Petersburgu i ustawiony w 1862 roku w Puszczy Białowieskiej, w Zwierzyńcu koło Hajnówki, na pamiątkę polowania cara, które odbyło się 6 i 7 października 1860 roku. Było to pierwsze polowanie carskie w Puszczy Białowieskiej. Sam car Aleksander II ubił wówczas 10 żubrów, 8 saren, 5 wilków, 5 lisów oraz po jednym dziku i borsuku. Pomnik ten odbył daleką wędrówkę; w sierpniu 1915 r. przez opuszczających te tereny Rosjan został zabrany do Moskwy, by po wojnie polsko-bolszewickiej, w 1924 r. w drodze rewindykacji pamiątek historycznych powrócić do Polski. Stanął wtedy na dziedzińcu Zamku Królewskiego, a w 1928 r. decyzją prezydenta RP Ignacego Mościckiego został przeniesiony do jego letniej rezydencji w Spale, gdzie znajduje się do dziś.” - www.brzustow.pl
Spór o posąg żubra rozpoczął się nie na żarty w 1981 roku, kiedy to Białowieża zapragnęła
odzyskać co jej, czyli czterotonowego, żeliwnego żubra z przyspawaną ponownie głową (odciętą przez niemieckiego okupanta poszukującego skarbów w trzewiach żubra). Władze gminy Inowłódz, w której znajduje się Spała odmówiły wydania myśliwskiego trofeum, tak więc Białowieża postawiła w 2004 roku w Hajnówce swój pomnik żubra, dając za wygraną. Podziwiałam spalskiego byka w Spale codziennie idąc do pracy, białowieskiego widziałam tylko raz, w 2008 roku, kiedy to po raz pierwszy i ostatni byłam w Białowieży. Pojechaliśmy tam sporą grupą, niczym pociąg przyjaźni, wypalić fajkę pokoju na okoliczność podpisania Deklaracji Współpracy pomiędzy dwoma walczącymi ze sobą od lat gminami. Na czele naszej, spalskiej delegacji stał wójt Inowłodza oraz Prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej, od lat wielki miłośnik Spały, Michał Słoniewski.
Wyjechałam po kilku dniach oczarowana tym miejscem. Nie ocalały niestety robione przeze mnie służbowym aparatem zdjęcia, może to i dobrze, gdyż nie były najwyższej próby a, że przed wyjazdem z Białowieży zakupiłam wspaniały album „Tętno pierwotnej puszczy” ze zdjęciami Jana Walencika, kilka zdjęć z tegoż wydania niniejszym zamieszczam. Po powrocie skreśliłam na szybko kilka słów do Krzysztofa, jak zwykle pragnąc się z nim podzielić wrażeniami, tym razem z fantastycznej podróży w ekosystem.
„To jakaś bajka! To sen! To marzenie! Ta puszcza z garbatym żubrem rzuca na kolana. Maluje obrazy natury jak Bóg gdzieś na końcu świata. Pisze ikony. Coś cudownego…” – krzyczałam do Krzyska dużymi literami. Wszystko mi się tam podobało bez wyjątku, i prawosławna Cerkiew Mikołaja Cudotwórcy ze śpiącymi w niej ikonami na ceramicznym ikonostasie, i Restauracja Carska, zlokalizowana w budynku nieczynnej stacji kolejowej, w której delektowałam się carpaccio z białej słoninki, uchą z jesiotra, przepyszną kaczką z jabłkami przy wtórze gitary Żanny Biczewskiej, i kolacja powitalna przy dźwiękach rogu myśliwskiego zakrapiana okowitą, i Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego, w którym przewodnik robił sobie ze mnie żarty, wmawiając mi, że wisząca na ścianie, wielka atrapa trutnia to motyl, i rezerwat żubrów w którym pierwsze skrzypce grały wilki……ale dopiero sama puszcza po prostu mnie powaliła z zachwytu na kolana.
Światowy Rezerwat Ludzkości (i Światowy Rezerwat Biosfery) UNESCO. Obwołana
jednym z najcenniejszych zakątków świata, ostatnia, pierwotna puszcza na kontynencie. Nie mogę się nadziwić samej sobie, że ja, wytrawna turystka z zamiłowania graniczącego z pasją, trafiłam do Białowieży dopiero teraz a pisząc o Podlasiu (Opowiadanie: Pamiętnik pisany na Podlasiu) zapomniałam, że odwiedziłam ten cudowny zakątek. Być może dlatego, że ta zupełnie nowa i tak inna dla mnie bajka stanowi sama w sobie na tyle wyodrębnioną całość, że powinna i administracyjnie, według mnie, sama o sobie stanowić.
Patrzyłam na powalone, próchniejące drzewa, na ptaki i zwierzęta uwijające się miedzy nimi i słuchałam przewodnika, nie mogąc uwierzyć w jego opowieści o ekosystemie, w którym na przykład zaatakowane przez grzyby drzewo popełnia samobójstwo zamykając swoje naczynia aby soki nie stały się łupem grzybów. Miejsce do poczytania, pooglądania zdjęć i dopiero absolutnie do przeżycia na własnej skórze. Z całą pewnością zasługuje na minimum jedną w życiu wizytę każdego szanującego się Polaka w miejsce smażenia członków pod słońcem Hurghady (Opowiadanie: Grzechy młodości).
W trakcie spaceru po Puszczy Białowieskiej miałam też okazję poznać wysoko postawionego
duchownego wprost z Watykanu (nie wiem w jakiej był randze, gdyż nosił tylko koloratkę), z którym wdałam się w interesującą rozmowę na temat innego cudu świata, w przeciwieństwie do Puszczy nie stanowiącego dzieła natury a dzieło człowieka, czyli Kaplicy Sykstyńskiej. Miejsce konklawe odkryte zostało na nowo po kompletnej renowacji dokonanej za pontyfikatu Jana Pawła II-giego przy finansowaniu przez Japońską Telewizję (ubezpieczenie Kaplicy Sykstyńskiej w trakcie remontu wyniosło 150 mln USD – informacja pozyskana od wyżej wymienionego duchownego). Nie mam pojęcia czy i na ile ubezpieczona jest Puszcza Białowieska, która, na skutek zmian klimatycznych i nie tylko, z roku na rok traci na swojej bioróżnorodności. Katalog zagrożeń jest długi….
- przestań, bo się rozpłaczę
powiedział do mnie przewodnik po białowieskim muzeum, kiedy to wspólnie podziwialiśmy wypchane żurawie a ja przywołałam film pod tytułem „Lecą żurawie”, rosyjską produkcję o miłości z 1957 roku z Tatianą Samojłową w roli głównej. Jako ciekawostkę wyczytałam w Wikipedii, że oryginalny tytuł zmieniony został w wersji językowej francuskiej na „Kiedy przelatują bociany”, gdyż żuraw po Francusku oznacza w slangu również prostytutkę i mógłby się nieprzyzwoicie kojarzyć. Ale to tak na marginesie oprócz tego, że to żurawie a nie bociany lecą w kluczu a film otwiera i zamyka obraz tego klucza na słonecznym niebie. Nie jestem przekonana, czy wśród znawców przedmiotu, odróżniających żurawia od bociana, tytuł filmu nie wprowadził konsternacji większej niż wspomniana wyżej kobieta lekkich obyczajów wprowadziłaby wśród ogółu Francuzów. Nie każdy potrafi odróżnić żubra od bizona czy też lamparta od jaguara ale formacją w kształcie litery V lecą tylko gęsi, kaczki i żurawie. Dlaczego więc wybrano bociany?
Odeszłam z tematem od piękna Puszczy Białowieskiej i zamkniętego w niej uroku pierwotnej natury. Moje ulubione zdjęcie z albumu o Białowieży przedstawia….gnijące masy zamieniające się w próchnicę i nosi tytuł „Ostatni etap – żywa sieć”. Stare próchno zamienia się w próchnicę, od zawartości której zależy żyzność gleb i rodzące się pod powierzchnią ziemi nowe życie. I tak od zarania dziejów, czego nie zniszczył człowiek, odradzało się samo.
„ Drobne zwierzęta i grzyby wraz z niezliczoną armią mikroorganizmów budują przyszłość dla olbrzymów. Tu, na dnie pierwotnej Puszczy mieści się punkt zwrotny odwiecznego cyklu krążenia materii. To tu tkwi tajemnica nieśmiertelności Puszczy! Wszystko jest w ruchu. Materia organiczna dziś jest ściółką, jutro przylaszczką czy motylem, a pojutrze orłem…..” – Tętno pierwotnej Puszczy. Nie trzeba uczyć się filozofii czy też zgłębiać kanonów wiary. Wystarczy pojechać do Puszczy Białowieskiej i wszystko staje się jasne.


Facebook
Zwierzolubni