Zaintrygowało mnie, dlaczego wygląd pirata niezmiennie kojarzony jest z facetem w
koszulce w paski, opaską na oku, szczudłem zamiast nogi i papugą na ramieniu. Bohaterowie filmów z piratem w roli głównej byli z reguły malowniczymi, odważnymi przystojniakami, podbijającymi serca kobiet, jak chociażby Kapitan Blood, klasyk pirackiego kina z Errolem Flynem czy Sokół morski z tym samym amantem w roli głównej, Karmazynowy pirat z Burtem Lancasterem i najbardziej nam współczesny Johnny Depp jako Pirat z Karaibów. Obejrzałam portret Frnacisa Drake’a, korsarza wszechczasów, który opłynął świat i podniesiony został do godności szlachcica ale w niczym nie przypominał on zawadiaki z papugą. Nitka zaprowadziła mnie do kłębka w postaci Johna Silvera, bohatera książki Roberta Louisa Stevensona pt. „Wyspa skarbów”, którego to wizerunek utrwalił się na dobre w schematach, jako wizerunek pirata z prawdziwego zdarzenia. Pamiętam bal przebierańców, na który moja przyjaciółka przebrała się za korsarza używając dokładnie tych samych, charakterystycznych rekwizytów. Problem wystąpił przy nodze i papudze. Nogę udało się zamarkować, brak papugi nie został zauważony.
Papuga Johna Silvera nazywała się Kapitan Flint a sam wilk morski, odważny, sprytny i inteligentny był kucharzem okrętowym. Oprócz Długiego Johna Silvera główne skrzypce w książce gra zaginiony skarb a skrzynia umarlaka Piratów z Karaibów prawdopodobnie wzięła się ze sławnej piosenki, pochodzącej z tejże książki Stevensona: Fifteen men on the dead man’s chest, ..Yo-ho-ho, and a bottle of rum! Drink and the devil had done for the rest, ..Yo-ho-ho, and a bottle of rum! (Piętnastu chłopa na „Umrzyka Skrzyni” Jo ho ho! I butelka rumu. Piją na umór! Resztę czart uczyni! Jo ho ho! I butelka rumu.) nawiązującej do legendy o innym, sławnym piracie z Karaibów „Czarnobrodym”.
Rum (grog – mieszanina rumu z wodą), chociaż rozluźniał piracką dyscyplinę chronił przed szkorbutem, gdyż zawierał miedzy innymi sok z limonek. Produkowany z trzciny cukrowej, za sprawą Krzysztofa Kolumba rozprzestrzenił się na cały świat i jest moim ulubionym, wysokoprocentowym napojem alkoholowym a Cuba Libra z limonką ulubionym cocktailem. Dziękuję Ci, Krzysiu, że zaszczepiłeś we mnie coś z wilka morskiego, chociaż dziurawa łódka Jarzębiny w niczym nie przypomina pirackiej łajby.
Jamajka
Korsarski to trunek, piracki to skarb
Rum na frasunek, rum na pragnienie
Życie słonecznych nabiera barw
I dziewczyna ma czułe spojrzenie….
Dzisiaj statek nasz jest pijany
Dzisiaj na morzu fale, bałwany
Kołysze łajbą fala za falą
Płyniemy łajbą rozkołysaną…
Jamajka w głowie szumi aż strach
Na orlim gnieździe zbłąkana wrona
Kapitan z majtkiem dziś za pan brat
I dziewczyna wciąż rozmarzona…
Dzisiaj nasz statek upił się w trupa
Pokład przecieka, odpłynęła szalupa
Kołysze łajbą fala za falą
Płyniemy łajbą rozkołysaną….
Przedniego rumu kwarta za kwartą
Wiatr w żagle z wieczora i z rana
Upić się warto, zakochać się warto
I dziewczyna już też zakochana…
Dziś na Jamajkę kurs statku obrany
Piratom nie straszne fale, bałwany
Kołysze łajbą fala za falą
Płyniemy łajbą rozkołysaną….
Kiedy już odkryłam pochodzenie pirata zainteresowała mnie papuga na jego ramieniu. Tym razem za dużo nitki nie musiałam zwijać, gdyż kłębek pojawił się natychmiast w postaci Sindbada Żeglarza i jego najlepszego i najwierniejszego towarzysza, czyli papugi, która śpiewała piosenki żeglarskie. Czyżby Stevenson czerpał natchnienie z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy? W innych baśniach z tegoż zbioru papuga pojawia się często, chociażby jako przemądrzała towarzyszka czarownika Dżafara w opowieści o Alladynie czy też w baśni pt. „Szach i papuga”, w której występuje również księżniczka zaklęta w jednej z trzech pomarańczy. Wygląda na to, że Prokofjew również czerpał z tego samego źródła pisząc libretto, chociaż podaje się, że „Miłość do trzech pomarańczy” powstała na podstawie bajki Carlo Gozziego. Mniejsza z większym, wydaje mi się, że mam rację i zagłębiając się bardziej w opowieści Szeherezady pewnie mogłabym ją w prosty sposób udowodnić.
Swego czasu Bogusław Choiński i Czesław Gałkowski napisali tekst do muzyki Mateusza Swięcickiego. Powstała piosenka „Pod papugami”, którą to po raz pierwszy wykonał z Czerwono-Czarnymi na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku Józef Ledecki, wyrosły z Zespołu Pieśni i Tańca „Sląsk”, (niezapomniana partia Stażyka), o którym wszyscy zdążyli zapomnieć łącznie ze mną wobec wkrótce potem wylansowanej do rangi przeboju wersji Czesława Niemena. Po raz pierwszy piosenka pojawiła się na płycie „Czy mnie jeszcze pamiętasz”w 1969 roku.
Porównałam obie wersje i nie wnikając w warunki głosowe, nieporównywalnie lepsze u Ledeckiego, zatrzymałam się nad tekstem. U Niemena czegoś mi brakowało. Jak wszystkim wiadomo, piosenka mówi o szklaneczkach na szeroko niklowanym barze, dziewczynach szczebioczących jak papużki i kolorowych muszlach, w które gwiżdże wiatr. Wersja Józefa Ledeckiego zawiera jeszcze jedną zwrotkę wykonaną parlando, pominiętą przez Niemena:
Pod papugami, jeśli siądziesz może zjawić się
Ktoś zapomniany, z kim przegadać możesz cały dzień
Tu Pod papugami okno z portem fantastycznym masz
Z marynarzami spod królewskich i korsarskich barw..
Krótko mówiąc słynne, nastrojowe „Pod papugami” Niemena mają wiele wspólnego z szantą. Niejednego pewnie Czesław Niemen wprowadził w błąd, gdyż namnożyło się w Polsce knajp i kafejek pod tą właśnie nazwą, z których sens ma chyba tylko Restauracja „Pod Papugami” mieszcząca się we Wrocławskim ZOO i serwująca fast-food, gdyż podejrzewam, że w tymże ZOO można też obejrzeć papugi. Nie wiem, nie byłam.
Ze słynnych papug pamiętam jeszcze Polinezję, która uczyła Doktora Doolitlle mowy zwierząt i papugę Madame Hortensji zwanej Bubuliną. Bubulina prowadziła hotel w filmie „Grek Zorba” :
— Co ty na to, szefie? — zwrócił się do mnie, przymrużywszy oko. Wypijemy jednego?
Wypiliśmy po jednym, poczuliśmy we wnętrzu żar. Właściciel kawiarni-masarni, kościsty, energiczny, dobrze trzymający się staruszek, przyniósł krzesła.
Zapytałem, gdzie moglibyśmy zamieszkać.
— Idźcie do Madame Hortensji — krzyknął ktoś.
— Francuzka? — zdziwiłem się.
— Diabli wiedzą skąd, z drugiego końca świata. Ta miała życie! Z niejednego pieca chleb jadła, a na starość osiadła tutaj i otworzyła gospodę
— Sprzedaje nawet cukierki! — rzucił jakiś chłopiec.
— Pudruje się i maluje! — krzyknął drugi. — Nosi wstążkę na szyi…
Ma też papugę.
Bubulina miała kiedyś u stóp cały świat i cztery floty a po latach jest jak wielokrotnie uszczelniana fregata, na którą piraci wdarli się abordażem i pożeglowali dalej. Małżeństwo marzy jej się jak port, do którego nie będzie jej dane dobić. Klątwa „Czarnej perły”?
Papugi uważa się obok krukowatych za ptaki o najwyższym stopniu inteligencji, są to bardzo towarzyskie ptaki, o których mówi się, że samotne w klatce umierają z nudów, kiedy nie mają z kim pogadać.
Papużki nierozłączki
Gdy jedna ginie druga umiera
Jedna bez drugiej nie chce już żyć
Razem im przyszło marzyc i śnić
Z jednego drzewa owoce zbierać
I być ze sobą, ze sobą być…
Jedna huśtawka w klatki kąciku
Do snu kołysze dwa małe serduszka
On ma swe lata, z niej już staruszka
Wspólnych tajemnic mają bez liku
Jedna z drugą papużka……
Już u starożytnych wzbudzały podziw, nie tylko ze względu na umiejętność „papugowania” ale przede wszystkim na urodę, która poniekąd stała się ich przekleństwem. Głównie te najpiękniej ubarwione stały się już dawno temu przedmiotem handlu, hodowli a tym samym zamykania w klatkach. Stały się też nieodzownym gadżetem piratów i …..kataryniarzy. Rena Rolska, w tym samym czasie co Ledecki (a później Niemen) śpiewała o warszawskim kataryniarzu z papugą o złotym dziobie na ramieniu, która to papuga nuciła piosenkę o złotym pierścionku z niebieskim oczkiem na szczęście :
Odleciała już papuga
I mój pierścionek dawno znikł
Więc powiedzcie, gdzie mam go szukać
Kto go jeszcze odnajdzie mi….
Jakże w poszukiwaniach przydałby się ktoś taki, jak zawadiacki pirat, kapitan Jack Sparrow, który z szelmowskim błyskiem w oku poszukując niebieskiego kamyczka w miejsce Czarnej Perły krzyknąłby nagle: Jeszcze nie wieczór. Na abordaż!
Jeszcze nie wieczór
Cztery lata nasz korsarz po morzu się skrada
Bandera nie wyblakła walk szarpana burzami
Dobrze wiemy już jak żagiel naprawiać
Dziury łatać własnymi ciałami
Eskadra depcze po piętach uparcie
Cisza na morzu a nam nie do śmiechu
Spokojny jednak kapitan na warcie:
- Jeszcze nie wieczór, jeszcze nie wieczór!
Bokiem przybija flamandzka fregata
I lewa burta okraszona dymami
Salwa na oko, raz chybia raz trafia
Ogień w oddali a szczęście jest z nami
I z gorszych ucieczka bywała opałów
Z wiatrem niedobrze, ładownia przecieka
Kapitan nam sygnał śle znowu pomału:
- Jeszcze nie wieczór, jeszcze nie wieczór!
Lornetki nas śledzą, setka oczu na raz
Widzą nas wściekłych, od dymu szarych
Lecz nigdy nie przyjdzie im ujrzeć nas
Do wioseł przykutych na galerach!
Walka nierówna, statek tonie już nasz
Zbaw nasze dusze, jeszcze poczekaj !
Kapitan krzyknął: – na abordaż
Jeszcze nie wieczór! Jeszcze nie wieczór!
Kto wesoły chce żyć, będzie się bił
Dłonie do walki zaciśnięte szykuje
I tylko szczury umykają co sił
Bezmyślną walkę nam psują!
Szczury pojęły : to nie żarty, do diabła
I głupio zmykały od ciosów kartaczy
A my burta w burtę ustawieni nagle
Jeszcze nie wieczór, jeszcze nie wieczór!
Oko w oko, na noże, twarzą w twarz
Ośmiornica już czeka i krab bezgłowy
Ktoś z koltem, z kindżałem a ktoś we łzach
Porzuciliśmy tonący żaglowiec
Ale nie! Nie poślą statku na dno –
Ocean pomoże, na ramionach poniesie
Przecież ocean i my to jedno
Miał rację kapitan – jeszcze nie wieczór!

Facebook
Zwierzolubni