Alkohol i marycha

Na ostatnim spotkaniu w większym gronie znajomych poruszony został temat marihuany. Koleżanka bowiem jest za zalegalizowaniem spalania konopi indyjskich, społecznie akceptuje palenie marychy i jak się wyraziła „woli to niż alkoholizm.” Przyznaję, że temat jest mi całkowicie obcy chociaż swoje dziecko swego czasu uważnie obserwowałam na okoliczność przyjmowania narkotyków aby zareagować, gdyby co natychmiast, póki jeszcze czas. Zetknęłam się z narkomanią w swoim życiu, znałam dwoje młodych ludzi, którzy zeszli z tego świata na skutek przedawkowania, sprawa była więc śmiertelnie poważna.

Poczytałam o trawie co nieco w internecie, przyznaję, że nie mam wyrobionej opinii w temacie oprócz przyznania racji koleżance, że gdybym miała wybierać pomiędzy alkoholem a marychą, wybrałabym marychę. Naraziłabym się na karę pozbawienia wolności do lat trzech ale nie wpadłabym w wyniszczający nałóg. Nigdy bym natomiast nie połączyła marihuany z alkoholem. Byłam świadkiem jak ciężko odchorował taki stan rzeczy jeden z pracowników hotelu, który, jak to się mówi „wziął na swoją klatę” nadzór nad tak zwaną trudną imprezą, w trakcie której pito alkohol i palono marychę. Hotel ten wynajęła na wyłączność miejscowa mafia i, krótko mówiąc, czuła się w nim jak w domu. W którymś momencie zaprosiła tegoż pracownika do towarzystwa dając mu w tym względzie propozycję nie do odrzucenia.

Zawsze byłam zdania, że hotelarze zdrowotnie narażeni są na różnego rodzaju choroby zawodowe, których się nie bierze pod uwagę w ustawie o ubezpieczeniu społecznym. Nie tylko zresztą hotelarze. Kiedyś miałam przyjemność, na przykład, spędzić urlop w towarzystwie pani stomatolog cierpiącej dotkliwie na skutek zmian wynikających ze sposobu wykonywania przez wiele lat pracy polegającej na schylaniu się nad uzębieniem pacjentów. Ucierpiała mocno nie tylko na zdrowiu ale i na urodzie wypracowując sobie na stałe niezły garb w miejsce prostych pleców.

Z tematem palenia marychy w pracy, poza tym jednym przypadkiem, nigdy się nie spotkałam. Z tematem picia alkoholu w pracy spotykałam się nagminnie. Szczególnie na nocnych zmianach. Goście nas też lubili rozpieszczać w tym względzie, stawiając wieczorem drinki personelowi recepcji. Nie wyobrażam sobie dzisiaj aby w systemowym hotelu, w którym wszyscy pracownicy stoją sztywno jak słupy soli na baczność akceptowany był wózek barmański wjeżdżający na zaplecze z drinkami dla całego personelu na zmianie. Trochę luz blues ale wtedy goście mieli fantazję….i chyba dobrze się z tą fantazja i odrobiną luzu zarazem z nami czuli. Kierownictwo nie robiło afery z tego powodu, dopóki ktoś nie przeholował na dobre. A i takie wypadki się zdarzały.

Któregoś razu miała miejsce oficjalna uroczystość na salach balowych hotelu Victoria. Na sali, przy przygotowanych do uroczystej kolacji stołach zasiadali przedstawiciele ministerstwa jednego z krajów europejskich oraz naszych rodzimych władz. Tego wieczora przypadło mi reprezentować hotel na scenie, wygłaszając powitalne przemówienie podczas gdy mój przełożony reprezentował nas i Orbis zarazem przy jednym ze stołów bankietowych. Pod sufitem sali znajdowały się kabiny z urządzeniami do sterowania światłami, konsola do nagłośnienia, regulacji dźwięku i emitowania  muzyki, kabiny do tłumaczeń symultanicznych. Tego wieczoru obsługiwał powyższe oprzyrządowanie jeden z dyżurnych pracowników technicznych. W trakcie mojego przemówienia, w obcym języku, żeby było mi trudniej, nagle na sali zaczęło gasnąć światło. Zapalało się i gasło na przemian. Jakoś przebrnęłam do końca przemowy używając niezawodnego dowcipu w takich wypadkach jako elementu rozładowującego konsternację a dyrektor w tym czasie pobiegł na górę w celu obadania przyczyny zakłóceń. Przyczyną był pijany w trupa pracownik techniczny.

Następnego dnia w sprawę wmieszał się prezes Orbisu, gdyż impreza miała charakter, co tu dużo mówić, międzynarodowy i to na wysokim szczeblu. Siedziałam w swoim gabinecie, kiedy nagle w drzwiach stanął kierownik techniczny:

- Pani pracuje z Grelowskim od dawna. Pani go zna. Zależy mi na tym pracowniku, to świetny fachowiec. Zamierzamy powiedzieć, że był pod wpływem silnych leków. Co robić?

- Powiedzieć prawdę i przeprosić.

Innej drogi nie było w mojej opinii i okazała się skuteczna. Facet nie stracił pracy.

Przez powyższe nie mam zamiaru bynajmniej stwierdzić, że alkoholizm jest chorobą zawodową hotelarzy i powinien być objęty ubezpieczeniem społecznym. Pracownicy gastronomii są szczególnie narażeni na zawodowe ryzyko wpadnięcia w nałóg ale i w recepcji znaleźli się niestety również koledzy, którzy z czasem stoczyli się na samo dno. Gdyby problem alkoholowy nie był problemem  w pracy nie byłoby w prawie tejże pracy urlopu na żądanie. Każdą sytuację należy jednak wyważyć zanim się kogoś przekreśli na dobre tylko dlatego, że zaszumiało mu w głowie za bardzo któregoś dnia. Dzień do dnia niepodobny a granica pomiędzy niewinnym drinkiem od czasu do czasu a nałogiem bardzo nieostra. Jak cienka, czerwona linia  ( The thin red Line), jak Szarża Lekkiej Brygady.

Marihuana; Drink „Sex on the Beach” – Wikimedia. Sale balowe hotel Victoria – Archiwum Jarzębiny;

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free