Co nam zostało z tych lat – cz. 12

„Victoria hotel, hotel twoich snów, tutaj, jak w telewizorze, masz niebo i stereo raj…” – śpiewał w latach 80. zespół Kombi. W najbardziej luksusowym warszawskim hotelu gierkowskiej dekady, w serialu „07 zgłoś się” łapał rodzimych gangsterów porucznik Borewicz, jednocześnie podrywając w barze piękne dziewczyny. Karciany hazard oglądaliśmy w filmie „Wielki Szu”, pokaz mody w „Kingsajzie”, a ukradkowe spotkanie prezesa firmy z detektywem w „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. - Jarosław Zieliński, varsavianista. „Kultura Liberalna” nr 107 (4/2011) z 25 stycznia 2011 r.

Po prostu ciepło mi się na sercu zrobiło. Hotel Victoria na tyle wrósł w stolicę, że pisze o nim varsavianista.  Filmów kręconych było tu o wiele więcej ale pamięć mnie zawodzi. Ekipy filmowe z reżyserem na czele, przy polsko-zagranicznej koprodukcji mieszkały w hotelu miesiącami. Pracownicy hotelu występowali w epizodach.

Graliśmy uczciwie: ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy. (Wielki Szu)

Kasyno z prawdziwego zdarzenia pojawiło się w hotelu pod szyldem „Orbis Casino” dopiero w latach dziewięćdziesiątych. O ile dobrze pamiętam, było to pierwsze kasyno w Polsce. W marcu br. Orbis SA pozbył się swoich udziałów w „Orbis Casino”.

„Jest jednak inna legenda Victorii – filmowa. Pod tym względem warszawski hotel może konkurować chyba tylko z łódzkim Grandem, z tą różnicą, że w Grandzie gwiazdy filmu głównie nocowały, natomiast w Victorii uczestniczyły w zdjęciach. Marek Szymański, autor przewodnika po słynnych planach zdjęciowych „Polska na filmowo”, wymienia aż dziesięć filmów i seriali, które były tu kręcone. To w Victorii Jan Nowicki jako Wielki Szu ograł początkującego pokerzystę, tutaj prezesi klubów piłkarskich z „Piłkarskiego pokera sprzedawali mecze” - Roman Pawłowski, Gazeta Stołeczna, „Hotel snów”.

„Barowe dziewczyny dzieliły się z reguły na dwie kategorie: poszukujące okazji i „zawodówki”, ale tylko te najbardziej luksusowe. Tych „gorszych” po prostu nie wpuszczano. Nawet posada zwykłej kelnerki czy barmanki w Victorii cieszyła się wtedy w mieście wielką estymą, porównywalną tylko z zawodem stewardessy w liniach zagranicznych. Bar przy basenie w podziemiach był miejscem spotkań przedstawicieli „prywatnej inicjatywy”, ale też ludzi ze świata literatury, sztuki czy filmu, Victoria była bowiem jedynym w tym czasie w stolicy prawdziwym oknem na świat. W czasach, gdy Bristol był dogorywającą ruiną, a Europejski wyglądał, tak jak wygląda i dziś, tylko Victoria mogła gościć królów, prezydentów czy zagraniczne gwiazdy kina i estrady. Bar i portiernia tworzyły jedną przestrzeń z lobby, a od ulicy oddzielały je jedynie wielkie szyby. Przez te witryny goście gapili się na ziejący pustkami plac, a przechodnie (z zazdrością) na rozpartych w fotelach gości.” – J.Zieliński

Tak, portiernia (lada, za która stał portier) i przechowalnia bagażu znajdowały się tuż przy wejściu głównym, zgodnie ze sztuką. Na styku przejścia z lobby do części konferencyjnej hotelu. Portier ogarniał wzrokiem wszystko, co działo się w lobby i mógł reagować natychmiast, łącznie ze znakiem danym z recepcji, że jest potrzebny. Ten znak z recepcji wyglądał różnie..najczęściej było to po prostu…..Beniek, bagaż!

„Rzeczywiście on był (Hotel Victoria – przyp. mój) zdaje się m.in. w „Wielkim Szu” w wielu innych filmach z półświatka… Ja chodziłem do Hotelu Victoria na obiady w czasach, kiedy pracowałem naprzeciwko w PAGART – cie. Znałem ten hotel świetnie, tam najczęściej mieszkali artyści, którzy przyjeżdżali na festiwale teatralne, koncerty w filharmonii i tym podobne. I bardzo często miałem tam z nimi umówione spotkania czy wywiady, więc w tym lobby Hotelu Victoria wiele razy byłem i wiele razy tam się z kimś spotykałem. Jadałem też obiady w restauracji na pierwszym piętrze” – Tomasz Raczek, Polska na filmowo.

Bar w lobby pojawił się dopiero w latach dziewięćdziesiątych, sztucznie, architektonicznie „przypięty” do filara, gdyż z Zielonego Baru nie było możliwości obsługi gości w lobby. W Zielonym zawsze był tłok.  Bar na basenie stanowił spokojną enklawę spotkań roznegliżowanych elit różnych sfer.

„Poza barem hotel dysponował luksusowymi restauracjami. „Zajazd Hetmański” z ciężkimi, skórzanymi kanapami i „dorożkarskimi” latarniami kontrastował ze „Stanisławowską” o subtelnym umeblowaniu w stylu Ludwika XVI” - J.Zieliński

Z całym szacunkiem dla varsavianisty, jako naoczny świadek wydarzeń, pozwolę sobie na sprostowanie. Dwie, sąsiadujące ze sobą restauracje, o których mowa, nazywały się: „Hetmańska” i „Canaletto”.  W Hetmańskiej na ścianach wisiały zbroje i lance, skóra siedzisk w lożach, chyba z reniferów była nie do zdarcia a lampiony były autentyczne. Sprowadzone z Anglii lampiony dorożkarskie dawały intymny nastrój, w połączeniu z dzielącymi architektonicznie na loże przestrzeń przepierzeniami z drewna można się tam było po prostu  intymnie, dobrze schować. W przeciwieństwie do otwartego przestrzennie „Canaletto”, kiedy wchodziłam do Hetmańskiej w poszukiwaniu jakiegoś gościa, nie wystarczyło ogarnięcie przestrzeni wzrokiem. Z reguły opisywałam kierownikowi sali, stojącemu na ambonie…no taki nieduży blondyn w okularach..macie tu takiego?

„Marzeniem warszawiaków była możliwość zrobienia zakupów w tutejszym „Peweksie”, dostępnym jedynie dla tych, którzy mieli zachodnie waluty albo przynajmniej tzw. bony, pełniące funkcję krajowych dolarów. Aby być „trendy”, należało zaopatrzyć się w dżinsy marki Rifle albo Wrangler, butelkę jakiejkolwiek whisky, piwo w puszce (najlepiej Heineken) i długie papierosy, najmarniej „setki”.

Kupowało się za bony i dewizy. Dziewczyny w Pewexie były elastyczne. Można było wymieniać niepożądany towar. Przynajmniej nam, pracownikom.  Kilka flakonów perfum na sweterek albo na whisky, kiedy wypadało domowe przyjęcie. Gdyby goście o tym wiedzieli, nie zdawali by sobie trudu fundowania recepcjonistkom prezentów według własnego uznania. O ile jestem zorientowana, to i dzisiaj istnieje możliwość wymiany prezentu „pod choinkę”, jeśli jest nie trafiony. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mnie nikt nigdy nie zapytał, co tak naprawdę sprawiłoby mi radość.  Każdy wręczał, co mu się wydawało. „Pewex” przestał istnieć nie pamiętam w którym roku. Niektóre, sympatyczne koleżanki z Pewexu zostały zagospodarowane w różnych działach hotelu a inne otworzyły własną działalność gospodarczą w postaci sklepiku z prasą i pamiątkami na terenie hotelu, do którego przeniesiona została również część wyposażenia sklepu.

„Victorię – hotel sieci „Intercontinental” – zbudowano w latach 1974-76, gdy gierkowska hossa gospodarcza nie zaczęła jeszcze groźnie trzeszczeć w posadach. Budynek powszechnie kojarzono z serią szwedzkich inwestycji w Warszawie, wyrażających się w takich obiektach, jak wieżowce hotelu „Forum” i „Intraco”. Prawda jednak jest taka, że szwedzcy architekci jedynie wspomagali polskich projektantów: Zbigniewa Pawelskiego i Leszka Solonowicza. Wówczas supernowoczesna, monolitowa konstrukcja z betonu pozwoliła na efektywne skrócenie czasu budowy. Budynek miał (i ma) zadaszony podcień na całej długości fasady i rzędy małych, kwadratowych okien pokoi hotelowych z modnym wtedy szkłem refleksowym o miedzianozłotym odcieniu. Słabym punktem architektury było wadliwe powiązanie Victorii z otoczeniem.” – źródło jak wyżej.

Fakt. Jak „kwiatek do kożucha” z widokiem na Grób Nieznanego Żołnierza i bokiem do Zachęty. Pod względem funkcjonalnym hotel był jednak rozwiązany bardzo dobrze, na planie litery „H”.  Mogę to dzisiaj powiedzieć śmiało z perspektywy lat i tysiąca innych obiektów, które udało mi się spenetrować.

” Warszawiacy nie dostrzegali wad architektury Victorii, wbijając się w niezbyt uzasadnioną dumę z powodu posiadania przez miasto tak „światowego” gmachu. Blichtr przyszarzał w końcu lat 80., gdy tuż przed przełomem politycznym zaczęły powstawać nowoczesne hotele znanych na świecie sieci. Wcześniej wielkim trofeum były wyniesione ukradkiem szklanka czy widelec z monogramem „V”, ale już pod koniec epoki PRL w hotelu trudno było znaleźć niewyszczerbione szkło…”

Koniec epoki PRL-u oznaczał wszędzie „bidę z nędzą” ale wyszczerbione szkło sobie wypraszam. Na ile się dało hotel trzymał standard, gdyż było to wymagane przez przynależność do Inter.Continental. Gdyby powyższe nie miało miejsca, wypadłby migiem z sieci prestiżowych, światowych hoteli – podlegaliśmy wszak ciągłym kontrolom jakościowym ze strony franszyzodawcy – i w dziesięć lat później Accor nie musiałby płacić wysokiej stawki wyjścia przed terminem końca franszyzy Inter.Conti, by móc umieścić na hotelu logo „Sofitel”.

„Hotel trwa w miejskiej przestrzeni, tyle że nie wzbudza już w warszawiakach żadnych emocji.”.  We mnie też nie wzbudza niczego, oprócz sentymentu.

A co nam zostało z tych lat? Mnie zostały lampiony dorożkarskie, które kupiłam przed generalnym remontem restauracji „Hetmańska”.  Przez kilka lat tworzyły sentymentalną atmosferę na tarasie domu, w którym mieszkałam.  Leżą, zakurzone w komórce i czekają……na dorożkę.

Zdjęcia: J. Bartuszek, basen w Hotelu „Victoria Inter.Continental, 2000 rok; Logo restauracji Hetmańska, 1995; Vaclav Havel w restauracji „Canaletto” – 2001 – w tle reprodukcja obrazu Canaletta; sklep Pewexu – hotel Victoria, 1993; Pałac Kronenberga – na miejscu zburzonego pałacu zbudowany został Hotel Victoria; Hotel Victoria 2011;

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Co nam zostało z tych lat – cz. 12

  1. Jarzebina pisze:

    Wpierw były bipery, zanim nastały stentofony. Hotel ma ok. 33.000 m2, można dobrze się schować i zgubić również. Sieć przywoływania dawała możliwość błyskawicznego odszukania każdego, potrzebnego – jak to w hotelu bywa – „na gwałt” pracownika. Stentofony były zaś po prostu genialne, lepsze niż telefony komórkowe, które zawsze mogą się wyładować. Sprawna komunikacja to podstawa, wtedy wszystko działa jak należy i gość jest zadowolony z profesjonalnej obsługi. Co do listy znakomitych nazwisk to przechowywana jest pieczołowicie w Księdze Pamiątkowej hotelu…ja w tejże księdze zaistniałam dwa razy :)

  2. Piotrek pisze:

    Tak, to prawda, może nie do końca trafnie to ujmę, ale „hotel twoich snów” to był taki Berlin Zachodni – wyspa pośród przytłaczającej szarości komuny. A lista znamienitych nazwisk zdaje się być nieskończona, pominąwszy świat wielkiej polityki, gwiazdy muzyki i filmu, z których niezliczonej ilości, jaką było mi dane się zetknąć w latach 90-tych, utkwiła mi szczególnie jedna. Nic dziwnego – świeżo wtedy zafascynowany głosem i osobowością nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że zbiegiem okoliczności akurat Victoria będzie miejscem, gdzie ją spotkam. Lara Fabian – 2000 r. – niesamowicie miło wspominam rozmowę, autograf i nie-standardowe pożegnanie, na jakie się zdobyłem, spontaniczne i szczere, które i ją na pewno ucieszyło stokroć bardziej, aniżeli korporacyjne deklamacje, z jakimi na pewno spotkałaby się gdziekolwiek indziej. Jennifer Rush, Chris de Burgh, Suzanne Vega, Def Leppard, Liv Ullman, Gran Teatro La Fenice – nasunęło mi się w tej chwili, a lista nazwisk gwiazd i zespołów z pewnością sięgnęłaby kilku setek. Może ktoś pokusiłby się o spisanie wszystkich?

    A co do architektury, tak często ganionej za niedopasowanie w przestrzeni, rzeczywiście budynek na planie litery H jest niezwykle udany ze względu na funkcjonalność, poza tym korytarze na piętrach. Niemalże unikalne rozwiązanie z doświetlonym pięknie korytarzem skrzydła od placu, pozwalające gościom widzieć cokolwiek oprócz nieskończonej ilości drzwi i wykładziny – rzecz raczej niespotykana we współcześnie budowanych hotelach. Wspomniana w tekście portiernia, z przechowalnią bagażu – genialnie skomunikowana, prostą linią poprzez oddzielne drzwi, umieszczone kilka metrów od wejścia głównego, aż do wind serwisowych – pozwalająca doormanowi/bellmanowi na dyskretne i szybkie dostarczenie bagażu. Wreszcie Lobby Bar – miejsce prawie zawsze pełne, niezwykle lubiane przez gości i odwiedzających – może właśnie za nieograniczoną przestrzeń, którą zapewniają panoramiczne szyby od placu, i za nowoczesną elegancję, którą zapewniał poprzedni, pierwotny wystrój całego lobby. Pamiętam jeszcze, hehe, może to śmieszne, brytyjską, oryginalną wykładzinę z foyer sali balowej, która przetrwała 20 lat w lepszym stanie, niż polskie „kowary”, które, bodajże trzeba było wymieniać po 5 latach. Ach! no i coś od strony technicznej – słynne stentofony (jak ja je lubiłem), czyli,mówiąc inaczej sieć intercomów, którą oplecione były wszystkie działy operacyjne i administracyjne hotelu. To była wspaniała, szybka komunikacja – cały czas zachodzę w głowę – dlaczego teraz się tego nie stosuje???? To tylko garść z tego, co utkwiło w pamięci. Można by pisać i pisać – dla niewtajemniczonych – z całą powagą stwierdzam, to rzeczywiście był „hotel twoich snów”, który z pewnością pod wieloma względami i do dziś nie ma sobie równych. A co nam zostało z tamtych lat? A i owszem, jest! Stolik i dwa fotele, które nabyłem przy okazji generalnego remontu w 1997 roku. Tworzy u mnie wyjątkową przestrzeń zawsze gotową na imprezę we dwoje (i nie tylko) mimo że, a może właśnie dlatego, że jest taki compactowy.

  3. Gracja pisze:

    W czasie nocnych dyżurów bralismy udział w „liczeniu bagaży” i próbowaniu znakomitej wiejskiej kiełbasy i kaszanki wówczas nie do kupienia w normalnym sklepie.Pozdrawiam tych co pamiętają.Gracja

  4. Jarzebina pisze:

    Dzisiaj spotkaliśmy się większą grupą byłych pracowników Hotelu Victoria na Starówce. Przyjechała nasza koleżanka z Kanady, więc była okazja. Lubiliśmy się wszyscy i do dzisiaj się spotykamy…coś jak spotkania klasowe…Jest co wspominać….Wszyscy patrzymy na ten zimny dzisiaj budynek i wszyscy jesteśmy wyzuci z jakichkolwiek uczuć. Pustka…O takich miejscach jak to stanowią ludzie a nie mury..też pozdrawiam z uśmiechem…

  5. Francik pisze:

    Pani Iwono,
    Widzę,że sen o byłym miejscu pracy nie daje Pani spokoju. Ale tak to już jest – ja też ciągle myśle o „moim”Relaksie, ciagle mam kontakt zkierownikiem (kiedys moim wieloletnim zastepca).
    A to se ne vrati…. i z tym sie trzeba pogodzić.
    Ale czytam (wprawdzie nie codziennie) Pani wspomnienia.
    Pozdrawiam z usmiechem
    Franek

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free