Czarujące Świetokrzyskie – Adam

Adama poznałam, kiedy wybierałam się na dłużej w Góry Świętokrzyskie.  Czasami mam szczęście, że spotykam odpowiednich ludzi w odpowiednim momencie. Poprosiłam, aby ten świętokrzyski góral z dziada pradziada pokazał mi swoje strony. Zrobił to znakomicie, okraszając zwiedzanie tego i owego znajomością historii, opowiadając ze swadą polonisty i wyszukując ciekawostki, które podnoszą niebywale walory pozornie nudnych pozostałości po centrum polskości.

Według danych statystycznych Instytutu Turystyki dotyczących turystów zagranicznych odwiedzających województwo świętokrzyskie, to pomimo bezsprzecznie wysokiej atrakcyjności tego regionu, doceniana jest ona tylko i wyłącznie przez Polaków, gdyż w rankingu turystów zagranicznych województwo to plasuje się na ostatnim miejscu pod względem liczebności odwiedzin cudzoziemców.  Wielkość i jakość bazy noclegowej zaś tego regionu plasuje się na trzeciej pozycji od końca, po województwie opolskim i podlaskim. Wzajemna korelacja takich czynników jak stagnacja bazy hotelowej, słabo rozpropagowane atrakcje turystyczne oraz powoli postępująca industrializacja regionu wpływa na statystyki, o których powyżej.

Nie jestem pazerna „na Adama”. Namówiłam go aby swoje opowieści przeniósł na papier aby i inni mogli się cieszyć tym, czego ja na razie z powodu braku czasu, bardzo skromnie doświadczyłam osobiście. Oprócz wiedzy Adama bardzo przyjemnie, na razie, zaskoczona byłam w świętokrzyskim  wysokim poziomem wydawnictw turystycznych, z których to wydawnictw niektóre zdjęcia niniejszym  prezentuję.

Witaj Ivonne.

Witam Cię w tę piękną majową sobotę i zapraszam na wirtualną (na razie) wędrówkę „po kraju lat dziecinnych”.

W 1924 roku Stefan Żeromski napisał takie słowa, pod którymi podpisuję się obiema rękami:

„W uszach moich trwa szum twój, lesie dzieciństwa i młodości – choć tyle już lat nie dano mi go słyszeć na jawie! Przebiegam w marzeniu wyniosłe góry – Łysicę, Łysiec, Strawczaną, Bukową, Klonową, Stróżną – góry moje domowe – Radostową i Kamień – oraz wszystkie dalekie siostrzyce. Nie ja to już, człowiek dzisiejszy, wciągam zdrowymi płucami tameczne powietrze, kryształ niewidzialny, niezmierzone, nieskazitelne, przeczyste dobro – zimne, nie skalane oddechem, zgnilizną, brudem, pyłem – lecz ktoś inny, kogo już dawno nie ma, młodzieniec, który niegdyś w mym jestestwie przebywał”.

Ivonne, na pohybel wszystkim kłopotom, na pohybel wszystkim wariatom, na pohybel wszystkim zajadłym politykom i koszmarnej rzeczywistości pełnej awantur, wzajemnych oskarżeń, licytacjom, kto uczciwy, a kto nie, kto większy patriota, a kto mniejszy, kto mądrzejszy, a kto głupszy… Na pohybel!!!

Zagłębmy się w inny świat, świat piękny, tajemniczy, czysty „jak pierwsze kochanie”.

Kraina Świętokrzyska, kraina szczęśliwego dzieciństwa Stefana Żeromskiego ma historię prawie baśniową. To tutaj miał swoją siedzibę wszechmocny pogański duch Świst-Poświst, to tu ciągle jeszcze mieszkają stare bóstwa domowe, leśne, polne, to na tej ziemi wznosili świątynie pierwsi polscy książęta i królowie, z łukiem i oszczepem polowali na grubego zwierza potężni rycerze,  w leśnych szałasach mieszkali mnisi-eremici, a w puszczy jodłowej jeszcze dziś przy odrobinie szczęścia można spotkać świętego jelenia.

Żeromski w tej krainie czarownej czuł się jak wieszcz i pieśniarz. „Pisałem swe marne wiersze w lasach i wertepach – w ciągu długich letnich deszczów pod cieniem olchy obwisłej w nadnidziańskim smugu – pod daszkiem brogu na wilkowskim ugorze – oraz w leśnych kapliczkach obok klasztoru Świętej Katarzyny. Układałem dramaty […] z powstańczych legend tego zapadłego kraju, gdzie jeszcze był nie wytchnął ślad stopy skrwawionej pokonanych bojowników […] Układałem nieskończone i, oczywiście, źle zbudowane powieści o chłopie Marku z Krajna, co w powstaniu własną swoją, chłopską partią dowodził, i wyciągałem epos o przeklętym i wyklętym zdrajcy z tejże wsi – Janicu – co za wydanie spisku Ściegiennego – chwały naszych czarnych lasów – ordery, pięć kolonii w nagrodę otrzymał, a sam rozpił się, na dziada zeszedł i w przydrożnym sypiał rowie”.

Jeszcze dziś – na szczęście – w głuszy leśnej nieopodal Św. Katarzyny napotkamy, Ivonne, niepozorną kapliczkę a w niej ze ścian kamiennych odczytamy wyryty jakimś ostrzem tajemniczy napis: „Szczyt moich cierpień zrównał się z tą górą. 1863.” Tylko tyle, bez podpisu, imienia ani nazwiska. Tylko ten rok – 1863 – mówi o jakiejś krwawej tragedii, która dokonała się u podnóża Łysicy.

Obok tego napisu przeczytamy wydrapane nazwiska: „Stefan Żeromski, uczeń klasy drugiej” – a poniżej podobny – „Jan Strożecki, uczeń klasy drugiej”. Zrobili to na pamiątkę, że tu byli. Stróżecki w dorosłym życiu faktycznie zasłużył sobie na uznanie. Był zesłany na Sybir, później wyjechał do Francji, a tam zmarł w trakcie akcji ratowania tonącego człowieka.

Ivonne, kochana, tu trzeba BYĆ, tu należy siąść na zboczu Łysicy lub Łysej Góry, popatrzeć na „siostrzane góry” i podumać  nad dziejami tych stron, jakie wichry historii przeleciały przez te okolice. Może wyobraźnia podsunie nam widok pierwszego człowieka, pierwotnego mieszkańca tych rejonów, dymy starożytnych dymarek… Dziś to już zamierzchłe czasy, wspomnienia, fantazje. Ale zapewniam Cię, że stare bóstwa domowe, leśne i polne nie umarły. Strzygi i zmory, kostusie i morzyska siedzą u progów, w węgłach i na poddaszach wiejskich chałup. Były ciężkie czasy, ciemne, pierwotne, potem niczym światło nadeszło chrześcijaństwo, ale i to nie rozjaśniło mroków tego świata. Przetaczał się po tych prastarych górach głos wielki i mocny: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny – zmiłuj się nad nami!” aż w końcu zmienił się w pokorne błaganie świętokrzyskiego ludu: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny – zachowaj nas Panie! – My grzeszni Ciebie Boga prosimy”… Ivonne, gdy staniesz na szczycie Łysicy, jeszcze dziś usłyszysz te głosy.  W końcu przyszła znowu na swe miejsce Polska. Nie zamienili Moskale klasztoru Świętej Katarzyny na koszary konnicy, jak to było w planie i nie przyłożył Austriak siekiery do korzeni lasów, ani Niemiec nie przeistoczył Św. Krzyża w nieludzkie więzienie!

Jestem u podnóża Radostowej w Leszczynach, Mąchocicach, Bęczkowie i – tak jak Żeromski – „jestem na pierwszym garbie, na drugim, na trzecim – jestem niedaleko wierzchołka – jestem na szczycie! Widzę już mój kres i mój cel: rodzinny dom! Schodzę z rozmachem w dół. Otom już u granicy naszych pól. Widzę drzwi, przekraczam próg… Upadam po trudzie na cichy i radosny spoczynek…”

Kraina Świętokrzyska jest CZYSTA, to – jak tego pragnął Żeromski – centrum polskości. Jej dzieje poznamy z miejscowych podań i legend, odczytamy z bezimiennych mogił, z anonimowych napisów w przydrożnych i leśnych kapliczkach, zobaczymy w wiekowych drzewach i w czarnej ziemi. Bo historia jest tu, jak mało gdzie, nierozerwalnie związana z ziemią. Gdy popatrzymy na rozległą panoramę górskich świętokrzyskich łańcuchów, lekko zamglonych, przypomną nam się słowa pisarza: „Ja śmierci nienawidzę. Uwielbiam nowe życie tej krainy, choćby ta jej nowość sięgała pierwszego porostu trawy morskiej na tym raczym cmentarzu.”

Ivonne, nie ma chyba w polskiej literaturze równie mocnego, tak stanowczego protestu przeciwko barbarzyństwu ludzi, a jednocześnie wyrażenia miłości do swej ziemi, swej małej ojczyzny, jak w „Puszczy Jodłowej” Stefana Żeromskiego.

„Żyj wiecznie, świątnico, ogrodzie lilii, serce lasów! Przeminęły nad tobą czasy złe, zlane ludzką krwią. Ciągną inne, inne. Lecz któż może wiedzieć, czy z plemienia ludzi, gdzie wszystko jest zmienne i niewiadome, nie wyjdą znowu drwale z siekierami, ażeby ściąć do korzenia macierz jodłową na podstawie nowego prawa, w interesie jakiegoś handlu lub czyjegoś niezbędnego zysku. Jakie bądź byłoby prawo, czyjekolwiek by było, do tych przyszłych barbarzyńców poprzez wszystkie czasy wołam z okrzykiem: nie pozwalam! Puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków jako las nietykalny, siedlisko bożyszcz starych, po którym święty jeleń chodzi – jako ucieczka anachoretów, wielki oddech ziemi i żywa pieśń wieczności.

Puszcza jest niczyja; nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!”

Ivonne, zapraszam w najstarsze góry Europy – Góry Świętokrzyskie. Czeka Cię wiele wrażeń i zupełnie niespotykanych doświadczeń.

Nie kończę tego tematu. Mnie, górala, o moich górach, nawet jeśli są to małe góry, serce nakazuje – pisz, Adamie. A więc pisać będę…

Ivonne, serdecznie pozdrawiam i ściskam.

Adam.

Zdjęcia: Rafał Olbiński, plakat, Świętokrzyskie w Unii Europejskiej, Pasmo łysogórskie i charakterystyczne świętokrzyskie zapaski oraz Puszcza jodłowa, Krzysztof Pęczalski – „Czarujące świętokrzyskie”. Rękopis Żeromskiego- Wikimedia. Kaplica św. Franciszka (Święta Katarzyna) By Jakub Hałun (Own work) [GFDL (www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC-BY-SA-2.5-2.0-1.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)], via Wikimedia Commons GNU Free Documentation License, Klasztor na Swiętym Krzyżu - By Jakub Hałun (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Listy cokolwiek psychiczne - Adam, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free