Męsko – damski egzamin dojrzałości – Adam

Adam ostatnio zniknął z horyzontu ponoć zajęty przez 24 godziny na dobę obsługą egzaminów maturalnych w postaci wypełniania jakiś bliżej mi nieznanych arkuszy. Nie znam jego biurokratycznych obowiązków, staram się mieć do nich szacunek, w końcu ponoć dokument „świadectwo dojrzałości” coś w życiu znaczy, określany jest jako minimum świadczące o poziomie człowieka i należy go wypełnić skrupulatnie. Kilka dni temu przeczytałam, chyba na wp.pl, że bez tegoż dokumentu radzą sobie w życiu: Edyta Górniak, Zbigniew Hołdys i Andrzej Wajda.

W każdym bądź razie dałam upust swojej frustracji. Skutek był natychmiastowy i oto on:

Witaj lekko przeze mnie zapomniana Ivonne.

Oczywiście, że jestem skończony obwieś, złoczyńca i nikczemnik, a na dodatek świadomy masochista. Tylko człowiek dysponujący tą ostatnią przypadłością może się skazać na tak długą rozłąkę z duchowym obcowaniem z Tobą, o cielesnym już nie wspominając. Nie podejrzewałem u siebie tej cechy, co w dużym stopniu wprawiło mnie w zadziwienie, wręcz w osłupienie – jak niewiele o sobie wiemy!

Droga Ivonne, Twój opier… mojej mało znaczącej osoby przyjąłem z godnością i pełnym zrozumieniem. Mogę Cię zapewnić, że owe symptomy były ostatnimi… no, może przedostatnimi.

Zdaję sobie sprawę, że mam wiele zaległości, które jak najszybciej chciałbym nadrobić i z tego powodu moje poniższe wynurzenia mogą przybrać postać totalnego chaosu, podobnego do tego w czasie meczu o Puchar Polski w pięknym (czy jeszcze?) mieście Bydgoszczy.

Parę tygodni temu wspominałem komuszą szkołę z jej jawnym antyhumanitarnym charakterem, dzisiaj także parę słów o szkole, ale jakże innej, bo współczesnej, na wskroś polskiej, nastawionej na czynienie wszechstronnego dobra zakapturzonym młodziankom.

Jesteśmy już po trzech odsłonach egzaminu maturalnego, nie wiedzieć czemu zwanego – „dojrzałości”.

I z całą mocą mych rachitycznych mięśni szczękowych (są takie?) muszę stwierdzić, iż zabawa jak trwała, tak trwa w najlepsze! Ivonne, czy pamiętasz swoją maturę? Tę specyficzną atmosferę niespokojnego wyczekiwania na coś naprawdę ważnego i wyjątkowego? Czy pamiętasz godziny spędzone w czytelniach, niekończące się powtórki, „szlifowanie” wiedzy, ciągłe śledzenie giełdy tematów maturalnych, obmyślanie systemu ściągania, doczyszczania po studniówkach garniturów i spódniczek, doszywania do nich różnych zaszywek i kieszonek, aby ukryć „maczkiem” pisane ściągi, tłumy rodziców przed szkołami nerwowo obgryzających resztki paznokci…? Czy pamiętasz, Kochana, randki w ramach odprężenia w cieniu kwitnących kasztanów? Co z tego pozostało? ………………………………………………….!!!

Dzisiaj wszystko odbywa się z marszu w atmosferze beztroskiej zabawy. Lokalna gazeta w moim mieście od kilku miesięcy zajmuje się kretyńskimi plebiscytami na najmilszą absolwentkę przedszkola, gimnazjalistki, licealistki, supermana liceum, najliczniej odwiedzanego przez maturzystów pubu, najpiękniejszej maturzystki, najmilszej klasy maturalnej, itd. Kurwa mać, Ivonne! Co się dzieje, ani słowa o tym, że to jest MATURA, od której NAPRAWDĘ wiele zależy!

29 kwietnia na uroczyste zakończenie trzyletniej nauki w pewnym liceum i rozdanie świadectw zdobycia średniego wykształcenia trzech absolwentów płci różnej przyszło w krótkich majtkach i plażowych koszulkach. Nie posiadali się z oburzenia, gdy zostali wyrzuceni z uroczystości przez dyrektora. Tak, tak, powszechnie obowiązujący polsko-jankeski luzik i typowo polski wszystkomiwisizm daje znać na każdym kroku. Na szczęście(?) na maturę przyszli ubrani, choć lekko zmęczeni.

W kontekście powyższego zasadne, tak mi się wydaje, staje się pytanie, jaki właściwie sens i cel ma dzisiejsze  promowanie wśród młodzieży określonego modelu kultury, zwłaszcza kultury literackiej (bo od czytania wszystko się zaczyna i na czytaniu kończy)?

W latach 80 ubiegłego stulecia pojawiły się w gazetach informacje, że amerykańska sieć Starbucks doszła do wniosku, iż najskuteczniejszym sposobem sprzedaży słowa pisanego jest sprzedawanie go wraz z kawą i to jakość kawy decyduje o zainteresowaniu klientów lekturami, czasopismami, gazetami. Wtedy to, u nas w Polsce, rozpoczął się proces likwidacji klubów MPiK-u jako nieopłacalnych i w ich miejsce zakładano puby, w których dzisiaj jakiś piętnastoletni szczyl może się bezkarnie upić, dać komuś po mordzie, a gdy zacznie go niepokoić policja, rozlega się wrzask na pół Polski tzw. obrońców praw człowieka, że oto bite jest bezbronne dziecko.

Ivonne, na naszych oczach dokonuje się, albo już się dokonało zderzenie dwóch formacji kulturalnych, chyba wzajemnie się wykluczających. Amerykański teoretyk kultury Neil Postman jedną nazywa kulturą  typograficzną, drugą zaś potocznie elektroniczną.

Kultura typograficzna związana jest silnie z pojęciem dzieła, każdego, nie tylko literackiego, będącego pewną całością zbudowaną przez indywidualnego twórcę, nadającego dziełu własną logikę, myśl, ideę. Obcowanie z tą kulturą – albo jak kto woli – konsumpcja tej kultury związana jest z logicznym myśleniem, przekonaniem o ciągłości procesu kulturalnego, jednym słowem, z pewnym wysiłkiem intelektualnym,

a i często – fizycznym.

Oświeceniową myśl o potędze rozumu, zdolnego wyjaśnić reguły rządzące światem, zastępuje w kulturze elektronicznej prymat emocji, zaś rzeczywistość otaczająca człowieka zamienia się w łopatologiczny spektakl. Wystarczy tylko kliknąć w swoim komputerze w odpowiednie linki i odsyłacze i przenieść się do różnych dzieł, a raczej ich fragmentów, wydrukować je, myśląc przy tym o jutrzejszej popijawie.

Frank Furedi w książce „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?” stawia tezę, że dzisiaj można ukończyć wyższe studia nie przeczytawszy żadnej książki. Najbardziej zdumiewające jest to, że ta opinia nie spotkała się z żadną polemiką, przeszła bez echa. Wydaje się, że dzisiaj największym zmartwieniem muzealników, bibliotekarzy czy pedagogów jest to, aby muzeum, biblioteka czy szkoła jak najmniej przypominała muzeum, bibliotekę, szkołę, aby te przybytki kultury kojarzyły się raczej z klubem, rozrywką, czasem wolnym.

Tę ewolucję w kulturze nie można łączyć tylko z nowymi technologiami w dziedzinie mass mediów, ale, mam przekonanie, przede wszystkim z lenistwem i starym-nowym dążeniem do powszechności nauki i kultury, tak jak to było w czasach komuszych. O ile wtedy ta idea ze względu na uwarunkowania historyczne miała sens, to dzisiaj niekoniecznie. Pamiętajmy, Ivonne, że marzenia, aby nie 40% maturzystów zdało egzamin, a 90% wiąże się z równoczesnym obniżeniem wymagań i standardów nauki i kultury.

Kiedyś człowiek wykształcony odróżniał się od „ludu” nie tyle większymi umiejętnościami w wykonywaniu pewnych czynności, lecz na odmiennym, bardziej przenikliwym spojrzeniem na rzeczywistość, większej wrażliwości na piękno i brzydotę, umiał i nie wstydził się zachwycać szeroko pojętą sztuką, umiał o sztuce MYŚLEĆ. Wydaje się, że kultura elektroniczna to kultura nieustającej rozrywki i zabawy, coś w rodzaju „dyskoteki”, a tam myśleć nie należy.

Ivonne, odpowiedzmy więc sobie na pytanie, czy wolimy kulturę jako tylko rozrywkę, bezrefleksyjny rechot, czy też kulturę jako trudny wysiłek w jej rozumieniu i poznawaniu oraz płynącej z tego satysfakcji?

Kończę Ivonne, ponieważ za chwilę w TV kolejne odcinki programów: „Kto lepiej tańczy”, „Kto lepiej wyje”, „Kto głośniej wrzeszczy”, a wieczorem strzelę sobie piwko i poczytam „Moje starcia” Gołoty. Fajna książka, kurna…

Ivonne, dużo, dużo uśmiechu oraz ciężkiej pracy i satysfakcji w obcowaniu z kulturą wysoką, czego Tobie i sobie oraz wszystkim czytającym ten list – życzę.

Adam.

Trochę mam problem ze stanowiskiem Adama, gdyż sama lubię się uczyć poprzez zabawę, czyli z przyjemnością. Książki czytanej za pośrednictwem komputera nie trawię a telewizji, którą nareszcie mam, nie oglądam i to głównie przez wymienione powyżej…co, kto robi najlepiej plus polskie, współczesne seriale. Ile razy nie odpalę ekranu to albo to albo to.  Zadumałam się nad pojęciem „intelektualista”, sięgnęłam do Wikipedii i przeczytałam, jak następuje: intelektualista to nie każdy członek warstwy społecznej żyjącej z pracy umysłu (klasy inteligenckiej), ale taki, który wytwarza dobra kulturalne, jej wybitny przedstawiciel; czyli np. intelektualistą nie jest każdy szeregowy dziennikarz, ale jest nim np. Ryszard Kapuściński.  W następnej kolejności  wybrałam hasło: polscy intelektualiści, z nadzieją, że znajdę  odpowiedź na pytanie Furediego. Poczułam się dokładnie tak, jakbym obejrzała telewizję a nawet gorzej, gdyż woda w mózgu mi zachlupotała.

Adam zapewne po powyższym przerywniku powrócił do kaligrafowania świadectw ale mam nadzieję, że w przyszłości nie powtórzy nagminnego błędu wszystkich zapracowanych, zaniedbujących pozostałe sfery życia w sposób wprost dramatyczny. Inny mój znajomy z kolei twierdzi, że cechą wybitnie męską jest rozgrzebanie czegoś i zostawienie samemu sobie. Więc być może to ja wykazałam się, nie dość, że brakiem taktu to jeszcze brakiem zrozumienia dla męskiej natury. A maturę oczywiście, że pamiętam ze wszystkimi szczegółami, jakby to było wczoraj. Żaden już później egzamin nie miał dla mnie tej rangi, co ten, chociaż w ławie szkolnej przesiedziałam w sumie dwadzieścia lat…

Zdjęcia: Matura, część ustna; By fawke (P1020274) [CC-BY-SA-2.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons; Kasztanowiec i Absolutorium, AWF Poznań – Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Listy cokolwiek psychiczne - Adam, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free