Miodowe lata z Jarzębina – cz.11

Ojej, co za dzień! Dopiero dziesiąta rano a już tyle się wydarzyło. Na spacerze, skoro świt poznałem nowego sąsiada. Jest labradorem i bydlę z niego wyrośnie duże jak koń ale póki co możemy się razem bawić i nikt na nikogo nie patrzy z góry.

Poczekałem przed sklepem aż Jarzębina kupi lody. Mówi, że mamy gościa na kolację ale ona żadnych ciast piekła nie będzie. Za gorąco. Więc biegliśmy  z tymi lodami do domu, żeby się nie roztopiły a w domu już ten gość na nas czekał. Przyszedł na śniadanie? Chyba nie ta kolej rzeczy!

Zaszył się w krzakach bazylii, łopotał skrzydłami i raz po raz usiłował wylecieć przez szybę. Kiedyś i mi się to przytrafiło.  Rozpędziłem się prosto na szklane drzwi. Dostałem nauczkę, bo nabiłem sobie guza. Ten ptaszek nabijał go sobie bez przerwy.  Jarzębina poleciała po aparat fotograficzny a ja usiłowałem go złapać. Kiedy usiadł na kanapie prawie mi się udało ale Jarzębina narobiła wielkiego krzyku, nie skupiłem się i wysunął mi się z zębów.

Chyba był głodny i nie mógł się doczekać aż podadzą do stołu. Nie jadam kalafiorów ale ptaki chyba tak.  Ostatnio piję za to ziółka. Siemię lniane. Wygląda na to, że się starzeję. Żołądek mi nawala po serdelkach, w których nie było nawet śladu mięsa. Jak ci ludzie mogą to jeść? Jestem jednym słowem na diecie.

Najchętniej to bym zastosował dietę białkową Dukana.Ten ptaszek znakomicie się do tego nadawał. Jarzębina, jeszcze w zimie, przećwiczyła pierwsze dziesięć dni na samym tylko mięsie, powiedziała, że to straszne świństwo i więcej tego nie zrobi. Najlepsza dieta według niej to mniej jeść i więcej się ruszać.

W zimie udało mi się złapać gołębia.  Przyniosłem go na spacerze Jarzębinie w zębach i nie chciałem oddać. To było dopiero trofeum! Nie to co ten maluch na kalafiorze.  Marek, jej kolega, ten co fotografuje ptaki, stwierdził, że gołąb to nie ptak i nic się wobec tego nie stało.  Zostałem rozgrzeszony z morderstwa.  Tym razem Jarzębina zapytała Marka, kto to nas odwiedził. Wygląda na młodego kosa, stwierdził Marek.

Kos znosi śliczne, niebieskie jaja. Zmieniłem zdanie. Koniecznie chciałem, żeby się u nas zadomowił. Nawet zaprosiłem go na herbatę ale  zawisł w charakterze ozdoby na drążku i udawał motyla, których pełno w kuchni. Jarzębina stwierdziła, że tego już za wiele, że on się mnie boi po czym zamknęła mnie w sypialni.  Nie wiem co się dalej działo. Słyszałem tylko wielki rumor, odgłosy gonitwy a potem kos zaczął okropnie krzyczeć.  Kiedy już wyszedłem na wolność naszego gościa nie było.  Zamordowała go?  Nie chciała mieć świadków? Z kosa to jej Marek z całą pewnością nie rozgrzeszy.

Ciekawe, kto też przyjdzie na kolację i co z tego wyniknie.  Kto by to nie był pewnie nawet nie podejrzewa, w co się pakuje. Śniadania nie doczeka. Kos nie doczekał….

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Miodowe lata z Jarzebiną i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free