Irenka B. poszła kilka razy do jakiegoś medium z dziewczyną z Ekwadoru, Elianą. Ta medium posadziła je pod piramidą i zaczęła swoje czary nad ośrodkiem zwanym Kundalini – to taki rodzaj siły ognistej, która jak wąż zaczyna się podnosić do góry u niektórych ludzi. Początek jest dokładnie w miejscu narządów płciowych, biada tym, co zdołają węża obudzić sztucznie. W miarę jak się wznosi przez kręgosłup zapala inne ośrodki a każdy z nich daje jasnowidzenie, jasnosłyszenie itp. Tylko, że trwa to przez wiele inkarnacji i normalnie powinno nastąpić po dłuższej dyscyplinie i kontroli instynktów (teozofia wyjaśnia to wszystko), gdyż wzmacnia ogromnie siłę seksualną, więc gdy kto nieopanowany, to skończy na orgiach a nie na rozwoju duchowym….
Te media robią zawsze czary by tego węża obudzić, wszyscy chcą mieć właściwości nadludzkie, tylko, że rozwój normalny jest jak normalny rozwój kwiatu. Gdy otworzy się pączek na siłę niszczy się kwiat – i rodzi się medium, ofiara kłamczuchów z zaświata. Co się stało: Irena nagle w panice przypomniała sobie jakąś inkarnację, kiedy to została żywcem zamurowana. Dziś nie może normalnie pracować, gdyż uczucie jest tak mocne! Eliana wpada w trans i tańczy taniec rytualny kapłanki-westalki, prześliczny. Eliana jest nadzwyczaj piękna, przyślę Ci zdjęcie. Obie poszły szukać pomocy u medium Agra. I tam byłam świadkiem jej tańca. Siedziała przygwożdżona do krzesła, nogi wyciągnięte sztywno naprzód ale ręce tańczyły. Prosiła płacząc: nie odchodź, nie odchodź……W pewnej chwili Agry powiedział:
- basta, dość teatru!
A potem mówił do niej tym ciepłym, czułym głosem, że wielokroć była kapłanką-dziewicą, ostatnio Azteków i, że w tym życiu to niemożliwe, wyszło z mody, tańczyć już w żadnej świątyni nie będzie i albo pozostanie jak teraz, to znaczy o jakiejkolwiek, niespodziewanej porze dnia lub nocy zacznie tańczyć aż do utraty sił albo wyjdzie za mąż i rozproszy ten nadmiar energii seksualnej. Potem ja i Irenka, czekając po wszystkim na omnibus, dałyśmy jej dobre rady, jak znaleźć kochanka…..”
Kopara, jak to się mówi, mi opadła….
„Nie znam bliżej Pani Tereski ale Ci ją tam posyłam. Może być dla Ciebie przydatna, ma trailer-taką doczepkę do auta, w której można mieszkać i ona lubi podróżować. Wybiera się do Londynu, może zechce Ivonkę jako tłumaczkę. Nie wiem, czy się nie rozjedzie z mężem po powrocie. Jeśli nie, to może zagwarantować za Ivonę, by mogła pojechać do tej Holandii.”
Czasami się przewijam w listach mojej cioteczki i wtedy coś tam mi się przypomina. W listach mojej mamy w drugą stronę, czyli do Brazylii, pewnie znalazł się kawał i mojej historii ale nie sądzę, by te listy przetrwały.
Stan wojenny został zawieszony 31 grudnia 1982 a zniesiono go na dobre 22 lipca 1983. Wyszłam za mąż w kwietniu 1993 roku i zaraz po ślubie rozpoczęłam starania o wyjazd do Holandii. Otrzymanie paszportu w stanie wojennym graniczyło z cudem. W Holandii miałam już zapewnione przez znajomych zaplecze w postaci pracy przy tulipanach, w czerwcu kończyłam studia i nie byłam niczym ani nikim związana oprócz męża i pracy. Mogłam wyjechać ” za chlebem” w trakcie urlopu wypoczynkowego i tak sobie ten wyjazd zaplanowałam na lato. Sprawy paszportowe rokowały dobrze, to co wydawało się niemożliwe znalazło się w zasięgu ręki. Ze świeżo poślubionym małżonkiem mieszkałam początkowo osobno, spotykaliśmy się „na mieście” a on nie miał zwyczaju odprowadzania mnie do domu, wsadzał mnie w ostatni autobus a sam wsiadał również w ostatni, tylko, że zmierzający w innym kierunku.
Któregoś ciepłego wieczora z tego ostatniego autobusu wysiadł wraz ze mną chłopak mniej więcej w moim wieku. Nie widziałam i nie słyszałam, że podąża za moimi plecami aż do momentu, kiedy wszedł za mną na klatkę schodową bloku, w którym mieszkałam. Akcja była szybka. Przewrócił mnie plecami na schody, jedną ręka zatkał usta a drugą zadarł spódnicę i zaczął sięgać do bielizny. Na klatce rozchodził się echem temat muzyczny z Ojca Chrzestnego:
- gdy o miłości mówisz, jak najciszej mów, niech słowa mają smak i zapach bzów….
leciało z każdego mieszkania na cały regulator. Jedną rękę miałam wolną więc wymierzyłam mu sprawnie z całej siły tą ręką prawy sierpowy prosto w nos aż krew się polała. Zerwał się na równe nogi, ja również, po czym sycząc przez zęby „poznam Cię na końcu świata” rozdrapałam mu głęboko policzek ostrymi paznokciami jednocześnie mierząc kolanem w czułe miejsce. Nie sięgnęłam ale blizny na twarzy powinien mieć do dzisiaj.
Chłopak przytomnie się wycofał i najwyraźniej zmienił plany, gdyż zerwał jakimś cudem ciągle się dyndającą na moim ramieniu małą torebkę, pchnął z hukiem drzwi od klatki schodowej i zaczął uciekać.
W tym samym momencie z kolei ja przypomniałam sobie, że w torebce mam dowód osobisty, który wymieniało się w zamian za paszport w urzędzie paszportowym. Holandia i tulipany odjechały w jednej chwili w siną dal. Zrzuciłam szpilki, zadarłam wąziutką spódnicę tym razem sama sobie ponownie do góry i ruszyłam w pościg krzycząc:
- weź sobie co chcesz ale zwróć mi dokumenty….
Chłopak rozpłynął się w bloku obok pokonując slalomem klatki przejściowe. Zgubiłam trop. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy miesiąc później wyjęłam ze skrzynki pocztowej list a w nim moje dokumenty….Z wyjazdu do Holandii wcześniej już zrezygnowałam i nie byłam w niej do dzisiaj. Co się odwlecze to nie uciecze. „Za chlebem” pojechałam kilka lat później do Stanów.
Z ubolewaniem muszę przyznać, że nie miałam w życiu szczęścia do mężczyzn z klasą. W ogóle nie miałam szczęścia do mężczyzn więc nie powinnam się dziwić, że do tych z klasą też. Kwestia odprowadzania do domu samotnej kobiety ciemną nocą może być rozwiązana w różny sposób do wpakowania damy dla własnej wygody w taksówkę włącznie wpierw się upewniając, czy dama ma czym za tę taksówkę zapłacić. Z tą taksówką to się zdarzało ale z upewnianiem się co do kasy – nigdy.
Wobec powyższego chyba jednak wolę zatańczyć od czasu do czasu jakiś wyimaginowany taniec w miejsce wysłuchiwania dobrych rad, jak znaleźć kochanka.




Facebook
Zwierzolubni