Postaw się a zastaw się…

Na początku maja umówiłam się z przyjaciółką w jednej ze znanych restauracji. Zazwyczaj kameralny, z salą kominkową i wydzielonymi enklawami lokal tym razem aż trzeszczał w szwach. Stoły poprzestawiane biesiadnie w długie ławy, suto zastawione, wódka i wino się lały a na szczycie każdego stołu mały bohater lub bohaterka dnia. Komunie.

Nie pamiętam, kiedy się narodził zwyczaj takiego hucznego fetowania Komunii Świętej. Podobnie jak Boże Narodzenie a raczej Christmas stała się wydarzeniem wielce komercyjnym i z tego co widzę, zakrawa równocześnie na pokaz mody wraz z wyborami Małej Miss.

Moja komunia była skromna, sukienka krótka za kolano, zakupiona na bazarze, miała amerykański rodowód i to był jedyny, kosztowny wybryk tego dnia. Może jeszcze sesja zdjęciowa u Nasierowskiej, której zakład znajdował się w dzielnicy, w której mieszkałam.

Żadnych prezentów, żadnych gości i wystawnych przyjęć. Kościółek skromny, drewniany a nawet nie kościołek, tylko kaplica. „Mieszkańcy ogromnego osiedla, jakim stały się Bielany, w ogromnej większości katolicy, jeszcze długo mieli do dyspozycji jedynie drewnianą prowizoryczną kaplicę, która jednorazowo mogła pomieścić około sześciuset osób. Wysokość kaplicy wynosiła trzy metry.” – /www.sw-zygmunt.pl

Kilkadziesiąt lat później do Komunii Świętej przystępował mój syn, również w tej samej dzielnicy ale podzielonej już na kilka parafii. W kościele wielkim jak stodoła, będącym w owym czasie jeszcze w budowie ale odprawiającym, pomimo budowlanego bałaganu, regularne msze i inne kościelne uroczystości.  Do Komunii przystępowała równocześnie cała klasa, nastrój był uroczysty, oprócz rodziny obecni też byli szkolni wychowawcy.

Prezenty tym razem mój syn otrzymał ale ograniczyły się one do skromnych pamiątek nawiązujących do tego epokowego w jego życiu wydarzenia.  Potem wspólny spacer po zielonym Lesie Bielańskim połączony z sesją fotograficzną w plenerze.  Pogoda dopisała. W domu poczęstunek dla najbliższej rodziny.

Nie mam nic przeciwko napędzaniu gospodarki również przy okazjach świąt kościelnych, nikomu też nie zaglądam do kieszeni, nikogo ani niczego nie krytykuję. Widzę co się dzieje, sama pracując w hotelu, wydawałam huczne przyjęcia nie tylko z okazji Pierwszej Komunii Świętej ale i z okazji chrztu czy też bierzmowania. Zgadzam się, że jeżeli ktoś ma dużą rodzinę wygodniej jest przyjąć ją w restauracji podkreślając jednocześnie uroczysty aspekt wydarzenia. Moja rodzina była niewielka, rodzice chrzestni i przyjaciele.

Trochę mnie zmartwiło co innego. Przeczytałam bowiem raport lekarzy medycyny estetycznej o operacjach plastycznych dokonywanych małym dziewczynkom tuż przed przystąpieniem do Eucharystii. W Polsce zabiegi chirurgii kosmetycznej wykonuje się u osób pełnoletnich ale rynek wymyka się spod kontroli. Wstrzykiwanie botoksu jest na porządku dziennym a  najczęściej korygowaną częścią ciała są uszy.  Domyślam się, że chodzi tutaj o uszy odstające lub zbyt dużych rozmiarów.  Starożytni wierzyli, że uszy są siedliskiem mądrości.  Tak więc płatki uszne i małżowiny osób obdarzonych mądrością i inteligencją musiały się odznaczać dużymi rozmiarami. Z tego przekonania, między innymi, narodził się zwyczaj zdobienia uszu ciężkimi kolczykami. W niektórych społecznościach proces okaleczania uszu rozpoczynał się już w niemowlęctwie. Uszy Buddy są wielkie. Według niektórych legend Budda ujrzał światło dzienne przez ucho, podobnie jak Karna (syn hinduskiego boga słońca Suri) i Gargantua -  bohater dzieła Rabelais.

Czasy się zmieniają jak widać i to diametralnie. Zamiast przybywać mądrości to jej ubywa.

Ucho jest bardzo wrażliwą częścią ciała. „Według Kinseya i jego współpracowników z Institute of Sex Research w Indianie czasami, choć rzadko kobieta lub mężczyzna może osiągnąć orgazm pod wpływem drażnienia małżowiny usznej” –  Desmond Morris, Magia ciała. Chyba należy więc uznać, że decyzja o operacji plastycznej uszu u dziewczynek nie jest tak do końca przemyślana, chociaż sposobów na osiągniecie orgazmu jest zdecydowanie więcej.

Zostawiając uszy w spokoju sadzę, że do tematu świętowania Komunii należałoby podejść szerzej uwzględniając nie tylko zmieniające się zwyczaje ale i presję środowiska, która na te zmiany ma wpływ.  Postaw się a zastaw się funkcjonuje wszak w świadomości od lat. Innym zagadnieniem są, tak myślę, tak zwane córeczki tatusiów. Piszę o dziewczynkach, gdyż to głównie na tle ich urody i stroju ma miejsce co roku szaleństwo majowe. Myślę również, że jeszcze kilka lat i te aniołki w białych sukienkach zamienią się w młode, piękne i zadowolone z życia dziewczyny. Będą miały wszystko, to znaczy najnowszy model telefonu, wycieczki dookoła świata, zakupy w Nowym Jorku czy Paryżu. Zamienią się we współczesne księżniczki na utrzymaniu zamożnych rodziców. Ubrane w odlotowe ciuchy, wyzywające, odsłaniające mniej lub bardziej atrakcyjne części ciała w tym dobrze zoperowane uszy.

I ponownie nikomu nie zaglądam do kieszeni, sama popełniałam błędy wychowawcze ale przyznaję, że takie nastolatki mnie rażą. Zdecydowanie wolę „normalne” dziewczyny, nie roznegliżowane, bez nadmiaru biżuterii i afiszowania się cennymi gadżetami, zdrowo rązsądkowo podchodzące do życia, w którym przecież może być różnie. Rodzice nie są wieczni.

W życiu należy inwestować i dobrze się dzieje, jeśli inwestuje się we własne dzieci. W ich dobrze ukierunkowane ambicje, rozwój i zaradność życiową. Ale tak naprawdę czy one zależą od postaw się a zastaw się?

Komunia 1963 i 1994 oraz Budda – Archiwum Jarzębiny; Reliéf Bretschneidrovo ucho – Wikimedia; Miss Nastolatek, New Yersey, By Jussi You-S-See (Alyssa Campanella (cropped)) [CC-BY-SA-2.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

Komentarz na FB: Barbara napisał(a): „zdjecia u Artystki- foto -to juz wyjątkowy prezent, też mam -robione w Gdańsku-z racji wakacyjnego pobytu- mama zabrała sukienke i inne akcesoria-wtedy ,w latach 50 nie było w zwyczaju-ani hucznych przyjęc urządzac ,ani prezentów wręczac.U moich wnuków -bardzo uroczyście -ale bez przesady!”

Jarzębina: Wiesz, denerwują mnie narzekania co roku, że należy tyle pieniędzy wyłożyć…bo tak wypada, bo tego się oczekuje…i robi się to chyba tylko po to, żeby było na co narzekać. Dla mnie to zakłamanie..pomijam już sam aspekt ekumeniczny, który rozumiem inaczej….ale tutaj wolna wola sumienia

Barbara napisał(a):narzekanie – to nasza polska domena, a czesto -przyjecie w restauracji -na kredyt, może sie zwróci z prezentów!

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Własne zdanie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Postaw się a zastaw się…

  1. halina pisze:

    Witaj,zgadzam się z Tobą w 100 % ale niestety jest to wyłącznie wina rodziców.A potem dorośli
    narzekają jaką to złą mamy młodzież….po prostu żal dzieci.Dla mnie jest to wszystko niesmaczne
    i oburzające.Przepraszam.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free