Adam ma sny niezwykłe a ja mam sny prorocze. Adamowi wyśniła się „Dama z łasiczką” (Opowiadanie: List cokolwiek psychiczny) a wkrótce potem „Dama z łasiczką” wracała do Krakowa i trochę było z tym zamieszania. Może Adama sny też są prorocze? Może cały świat jest paranormalny? Nawiedzają go duchy i anioły, stworzenia i myśli ze świata zmarłych i ze świata SF, autentyczne i literackie postaci oparte na autentycznych, z krwi i kości wzorcach, wszak to nic innego, jak tylko życie pisze najlepsze scenariusze i to co się w życiu zdarza tylko jest ubierane literacko lub podnoszone do n-tej potęgi przez wyobraźnię.
Ubierane literacko. Lepiej lub gorzej. Przez stulecia „ubierany był literacko” polski patriotyzm jako wartość nadrzędna, ku pokrzepieniu serc. Dzisiaj tamte wartości zapomniane, gdyż świat się zmienia i liczą się inne, skrajnie różne wartości. Ale skądś to pokrzepienie serc, bez rozdrapywania ran, czerpać trzeba….
Ckni mi się za Tobą, Iwoniwonuweniuneczko (gdzieś tam jeszcze powinno być o z kreską).
Dzisiaj nad ranem, kiedy ślipka zapluszczone przetarłem i zobaczyłem w pudle dwie fajki, zapłakałem łzami obfitymi, aczkolwiek i skądinąd, szczerymi. Niczym pies wyrzucony na bruk podążyłem w mokrą szarość dnia, aby nabyć używki. Przy okazji rąbnąłem sobie piwo z Łomży niepasteryzowane z dwoma zaprzyjaźnionymi obszczajmurkami. Zmoknięty i zgorzkniały ogólną sytuacją ludności w Rwandzie, udałem się do piwnicy, aby poszukać książki Głodomora Wilkołaka Byrona pt. „Pani jest dzisiaj bez majteczek” – dzieła niezwykle cennego, w którym znajduje się 437 rycin wykonanych ręką autora. Utwór ten otrzymałem na Gwiazdkę od przyjaciela żony mojego kolegi, któremu w zamian podarowałem dzieło Jana Tadeusza Powsinogi pt. „Uwiedzenie czy zgwałcenie? Sprawa Tadeusza i Telimeny wobec Kodeksu Karnego i Cywilnego Królestwa Norwegów”.
Książkę znalazłem i – niczym Skawiński z „Panem Tadeuszem” pod pachą – udałem się do
chałupy na I piętro. Pomroczność jakaś panowała w pokoju, oczęta swe niewinne przymknąłem, książka zsunęła się do stóp moich czcigodnych i… ukazał mi się…
CHRYSTUSIK lekko niefrasobliwy wyszczerza górną jedynkę w uśmiechu obleśnym.
ZBUTWIAŁA czaszka w koronie Piastów.
ORZEŁ na czerwonym polu maków spod Monte Kassyno w Monte Carlo liże ranę na przetrąconym skrzydle, na którym widnieje herb Smoleńska.
SPRÓCHNIAŁE zęby prawdziwych Polaków wgryzają się dynamicznie w nową strategię starej idei „aby ludziom żyło się dostatnio, a nam jeszcze lepiej”.
ZACHLAPANE błotem i krwią – buty z cholewami prawdziwego Polaka.
TWARZ prawdziwego Polaka tonie po dziurki w nosie w srebrnej poświacie złotej tabakiery Romanowów z dedykacją: „Wiśniowiecki Chmielnickiemu na wieczną pamiątkę spotkania pod Beresteczkiem w 1651r.”
PRAWDZIWY POLAK kopie czaszkę z wyrytym na czerepie napisem: „Być albo nie być… kurwa”, która zatrzymuje się u stópek…
CHŁOPCA.
CHŁOPIEC drży. Przeżywa.
DŁOŃ prawdziwego Polaka muska jego złote jak polskie żyto włosy.
PRZESUWA SIĘ po zarośniętym karku chłopca i jego zarośniętym policzku.
ODPINA guzik koszuli, a potem drugi, trzeci i… następne… po kolei…nerwowo.
WALCZY z paskiem od dżinsów.
GŁOWA prawdziwego Polaka nieruchomieje na klatce. Z piersiami.
NAGICH, bezbronnych, niewinnych, ale szczerze kochających Ojczyznę.
BŁYSKAWICA.
GRZMI.
GRZMI jak jasna cholera.
GRZMI znowu.
ZNOWU.
BŁYSKAWICA.
O!KURWA! zagrzmiało znowu.
PUSZCZYK pohukuje (skąd ten puszczyk?)
TO dzięcioł.
ULGA.
PRAWDZIWY POLAK wyciąga zza cholewy – moher, skrzypce, smyczek i brzytwę.
PODAJE chłopcu. Brzytwę.
-GRAJ juchu – (westchnął oczywiście). Jego paluchy bieleją, zaciskając się na dziewczęcym udzie pacholęcia.
KSIĘŻYC rozjaśnia ruiny średniowiecznego zamku w Szczytnie.
WISZĄCY głową w dół nietoperz rechoce do rozpuku.
ROZPUK.
CHI,chi,chi.
PRAWDZIWY POLAK szlocha.
WODOGRZMOTY łez. I Mickiewicza.
CHŁOPIEC idzie.
JEGO chuda twarzyczka jest chuda. Jak jego udo. Drugie też.
GRA na brzytwie.
WĄSKI uśmiech staje się coraz szerszy.
CHŁOPIEC zalewa się.
PRAWDZIWY POLAK nadziewa się na pal.
SIENKIEWICZ ukazuje się jako Henryk.
CHOPIN rąbie marsza. Nie wie, że będzie żałobny.
SAND rąbie Fredka.
MONIUSZKO rąbie Halkę.
HALKA rąbie się z…(zakłócenia na wizji… zawsze w najciekawszym momencie)
NA gór szczycie.
WODECKI śpiewa… – nie…- wyje.
TĘ pszczółkę Maaajęęę…
TEŻ rąbie.
PRAWDZIWY POLAK spowiada się.
KOCHA Ojczyznę. Interesownie.
ONA go też. Bezinteresownie.
BRZYTWA do chłopca: „Miałeś chamie złoty róg…”
ROZLEGA SIĘ chichot.
TO HISTORIA.
OBUDZIŁA mnie.
NIE mnie.
PRAWDZIWEGO POLAKA.
NIESKAZITELNY.
BOHATERSKI.
DUMNY.
JAK paw.
EUROPY.
Ivonne, czy słyszysz ten rumor za oknem? Wyjrzyj… To RĄBIE me serce…za Tobą… znowu.
Niezwykłych wrażeń w nocy(!) i w dzień(?).
Adam.
A ja bym chciała wyśnić sobie sen o Tobie…





Facebook
Zwierzolubni