Autorka bloga, na którego niechcący natrafiłam jakiś czas temu w sieci, mówi o sobie, że
swoje teksty kieruje głównie do płci przeciwnej. Jest jej tak wygodniej, gdyż czytają ją głównie kobiety, które wiedzą w czym rzecz. Kieruje do płci przeciwnej ale płeć przeciwna, jak wynika z wypowiedzi, nie czyta wywodów do niej skierowanych. Więc chyba powinna uderzyć się w piersi i albo zacząć pisać nie „do” ale „dla” mężczyzn albo zawiesić się na Onecie w sekcji blogi tylko dla kobiet. Opowiastka, którą, o dziwo, strawiłam, nosiła tytuł: Jak zrazić do siebie kobietę. Jestem kobietą, więc po prostu przetestuję treść bloga na sobie, uczciwie, bez ściemy, jak w anonimowej ankiecie socjologa. Tytuł postu brzmiał „Jak zrazić do siebie kobietę”, adresu bloga niestety nie spisałam.
Zacznę od końca czyli od puenty, że najlepiej zachowywać się jak cham i prostak nie znający podstaw savoir vivre (przy okazji polecę do poczytania moje opowiadania : „Biznesowy savoir vivre”) a tak w ogóle, to najlepsze są skrajności, obojętnie w którą stronę.
Czyli, wracając do początku bloga, równie skuteczne będzie zerwanie kontaktu i nie odzywanie się przez dłuższy czas co przypominanie o sobie kilka razy dziennie.
Pierwszego przypadku doświadczyłam na własnej skórze i bynajmniej mnie nie zraził a po prostu, oględnie mówiąc, wkurzył. Nic z takich spraw jak „rozczarowanie”, wpadnięcie w depresję „bo byłam do niczego” czy też machnięcie ręką na prostaka. Pomijam sytuację, gdy nieodzywanie się przez dłuższy czas znajduje swoje logiczne uzasadnienie a podążając za autorką bloga ma po prostu na celu zerwanie znajomości.
Faktem jest, że dobre wychowanie nakazuje przeprosić za długie milczenie i się jakoś tam wytłumaczyć a potem odzywać się raz na jakiś czas aż, jak to się mówi, samo przyschnie. Kontakt się urwał i już. Zdarza się. Nie należy podtrzymywać niechcianych znajomości a wygaszać je w sposób kulturalny. A jeśli już szkoda czasu na takie ceregiele, w mojej opinii powinno się to powiedzieć wprost nie obrażając nikogo. Skrajność faceta, który tak się po chamsku, bo po chamsku, co tu dużo mówić, zachował świadczy tylko o jego braku ogłady lub odwagi. Wszystko jedno. Ale zrażać się i przekreślać z marszu być może cenną znajomość tylko ze względu na męskie słabości nie leży w moim stylu. Nie ma człowieka bez wad.
Co do przypominania o swojej zaś osobie w sposób natarczywy, może to być przyczynek nie tylko do zrażenia sobie kobiety co nawet do przestępstwa o nazwie stalking, czyli nękanie. Ale zostawmy i tę skrajność. Osobiście lubię, kiedy mężczyzna daje wyraz swojej pamięci w rozsądnych odstępach czasu, za które uważam nawet codzienny kontakt w takiej lub innej formie. Nie mam też nic przeciwko zwariowanym porom na telefony, jeśli tylko ten ktoś o zwariowanej porze ma akurat chęć do mnie spontanicznie zadzwonić. Zawsze przecież mogę wyłączyć telefon albo nie odebrać. Nie zraża mnie to w każdym bądź razie, gdyż może świadczyć o zakochaniu, co pochlebia każdej kobiecie: ”zakochanie to stan osoby zakochanej. Charakteryzuje się obsesyjnymi myślami o tej osobie, pragnieniem przebywania z nią. W przypadku niedostępności obiektu miłości osoba zakochana cierpi” – Wikipedia. Na szczęście zakochanie w miarę szybko przechodzi lub przeradza się w miłość. Warto więc może nie zrażać się tak od razu.
Pracowałam kiedyś z kolegą, który chodził „na bardzo krótkiej” smyczy w postaci kilku telefonów dziennie o umówionych zapewne wcześniej porach dnia plus dodatkowe, spontaniczne potrzeby kontaktu. Dama najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy ze swojej uciążliwości wyrażanej po drugiej stronie w najróżniejszy sposób, do rzucania telefonem w kąt włącznie. Z tego co wiem, facet jednak do dzisiaj się nie zraził do tej bardzo, jak mi mówiono, atrakcyjnej blondynki. Wszystko zależy….od tego…na czym nam tak naprawdę…zależy w danym, konkretnym przypadku.
„Nie waż się robić jej niespodzianek albo co gorsze traktować ją z szacunkiem. Nic tak nie dodaje pikanterii jak zeszmacenie kobiety lub ustawienie jej zdjęć na ołtarzykach. Skrajności są dobre….” Jeśli ktoś nie jest szmatą, w potocznym tego słowa znaczeniu, zeszmacić się nie da. Przez traktowanie bez szacunku drugiej osoby samemu się sobie wystawia świadectwo. Ostatnio zaskoczył mnie bardzo mój syn, kiedy to wylądował na szpitalnej izbie przyjęć i po przejściu wszystkich, długotrwałych procedur związanych z przyjęciem na oddział zrezygnował, by następnego dnia rozpocząć je od nowa. Nie wiem tak do końca, co się wydarzyło w gabinecie lekarskim. Powiedział mi tylko: nie będę rozmawiał z kimś, kto mnie nie szanuje.
Bardzo dobrze rozumiem szacunek do samego siebie, należy go mieć w pierwszej kolejności, przed szacunkiem do innych. Godność osobista ma wysoką rangę nie tylko w etyce i prawie ale jest też jedyną konstytucyjną wartością, która nie może być ograniczona. Ale ryzykować własnym zdrowiem z powodu jakiegoś sfrustrowanego lekarza? Z niczym, w mojej opinii nie należy przesadzać, skrajności nie są dobre. A co do ustawiania na ołtarzykach? Lepiej nie. Z piedestału się spada boleśnie.
W dalszej kolejności spraw damsko-męskich, czyli jak zrazić do siebie kobietę, następują
przykłady w rodzaju: użalaj się, zasypuj własnymi problemami, pokazuj, że jesteś od niej lepszy, mądrzejszy i tak dalej czyli po prostu pokaż jej, że jest dla Ciebie niczym a zwariuje z rozkoszy. Niczego z nią nie konsultuj, podejmuj decyzje sam, olewaj ją ile wlezie. Nie będę już rozwijała powyższych kwestii, gdyż mogę się tylko powtórzyć. Wszystko zależy…
Zacytuję jednak ostatnie zdanie, które bardzo mi się podoba. „… już w pierwszym tygodniu znajomości powiedz, że bardzo ją kochasz i zacznij planować wspólną przyszłość, albo nie mów o swoich uczuciach absolutnie nic. Nie ma nic piękniejszego niż nadmierna skrytość i błoga niewiedza. Jeśli kiedyś pomyślisz, że chciałbyś jej coś wyznać, ugryź się w język i przypomnij sobie, że kto mniej wie, lepiej śpi – robisz to wszystko dla niej..”.
Doświadczyłam i jednej i drugiej sytuacji i żadna z nich mnie nie zraziła. W pierwszym wypadku po prostu powiedziałam co o tym myślę a w drugim te uczucia mnie w ogóle nie interesowały. Wszystko zależy…


Facebook
Zwierzolubni