Moja kołderka w puch się rozsypała
Ciepła była, przytuliła, ogrzała
Schować się mogłam, gdy serce bolało
Wyżalić, gdy serca drugiego za mało
I łzą gorzką zrosić smutek o zmroku
Uciec pod kołdrę i mieć święty spokój…
Kołderka leciutka jak dmuchawiec
On głowę puszystą chowa w trawie
Wystarczy byle powiew wietrzyka
Dmuchawiec z wiatrem leci i znika
Wystarczy, że zima niełaskawa
Pod śniegiem znika także i trawa
I śladu nie ma po łące i kwiatach
I spokój też znika, do wiosny, do lata….
Ty dla mnie byłeś tym ciepłym schronieniem
Łąką puszystą, życia może spełnieniem
Może nadzieją a może jej grobem
Może na życie pewnym sposobem
Życie jest jedno, trzeba sposób mieć na nie
Dziś zamiast ciepła mam rozczarowanie
Ono nie grzeje, do snu nie kołysze
Z wiatrem uleciał mój lekarski mniszek…
Facebook
Zwierzolubni