„Curitiba, 25 L. 1983
Kochanie – nareszcie przyszły wszystkie Twoje listy. W ciągu dwóch miesięcy, listopad i grudzień nic nie przychodziło. Bałam się, że umarłaś i, że Ivonka się rozchorowała. Słowem
najgorsze przypuszczenia. Dopiero ten cudowny telefon mnie uspokoił. Ale co to za szalony pomysł! Było tu około 5-tej po południu, już dawno żadnych gości w domu nie było, tylko ja z mężem, który się kąpał w łazience (pod tuszem, tu wanien nie ma) i naszej rozmowy nie słyszał. Akurat wróciłam od sąsiadki, której niosłam kawałek tortu weselnego i w dwie minuty później telefon: internacional para Senhora.
Naturalnie zaraz wiedziałam, że od Ciebie, bo tylko od Ciebie mogło być.
Ja: Halo
Głos: może pani mówić
Ja: tutaj Janka, to Ty Agniu?
Głos: może pani mówić
Twój głos to głos młodej dziewczyny, wysoki, młody i dźwięczny. Myślałam, że to Ivonka ze mną mówiła i, że Ty pochlipywałaś sobie obok niej. A Ty myślałaś, że to Irena a nie ja….
Ton głosu trochę wyższy niż normalny, bo podświadomie na taką odległość woła się a nie mówi, przecież tak daleko, że trzeba wołać, by usłyszeli…A, że śpiewam, to możliwe. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że wcale tu po polsku nie rozmawiam, więc góralski ton się utrwalił a może to wpływ portugalsko-włoskiego i reszty. Włosi tu więcej śpiewają niż Rosjanie. Byłam obecna przy rozmowie Bruny z ciotkami we Włoszech – kilka osób z rodziny złożyło się na półgodzinną rozmowę – to już nie była rozmowa ale prawdziwa opera.
Dużo tu Włochów w Paranie i Kurytybie, oni i Polacy nadają akcent portugalskiemu. Piszesz o tym głosie jakby po fali, z góry na dół i z dołu do góry. Gdybyś mogła usłyszeć Bolero w oryginalnym wykonaniu. To coś nadzwyczajnego. Tango też – melodia cichnie i przypływa, cały czas jak na fali..prześlicznie. Wykonanie tanga w Polsce jest tak komiczne, jak samby poza Brazylią. Zaśmiewamy się, gdy jakiś amerykański śpiewak próbuje śpiewać sambę – wychodzi wszystko inne, tylko nie samba, bo rytm tego odmiennego skakańca zupełnie kulawy i orkiestra gra swoje a śpiewak śpiewa swoje, w lekko innym rytmie. Do dzisiaj nie zdołałam się tego rytmu nauczyć, do niego trzeba się urodzić i mieć jeszcze sporo czarnego pigmentu.”
Moja brazylijska cioteczka rzeczywiście mówiła śpiewnie a głos miała wysoki, jak moja mama. Nigdy się nie spotkałyśmy ale przez telefon udało się nam porozmawiać. Ja mam głos raczej niski, matowy, z całą pewnością nie śpiewny ale mój przyjaciel twierdzi, że „seksowny.” Wzięło się to stąd, że kiedyś bezskutecznie próbował się do mnie dodzwonić przez dłuższy czas i kiedy nareszcie mu się to udało powiedział coś w stylu:
- zmień sobie nagranie na sekretarce na jakąś muzykę, bo już nie mogę słuchać Twojego seksownego głosu po raz setny
zmieniłam więc, żeby go nie drażnić, na muzykę, ściągnęłam na komórkę coś, co mówiło o „wiecznej miłości”, tytułu już nie pamiętam, po czym zadzwonił mój szef i kazał mi zmienić natychmiast na normalne nagranie, gdyż „tej muzyki słuchać się nie daje.”
Nie daje się przede wszystkim wszystkich zadowolić na raz. Tym niemniej, kiedy słyszę swój własny głos płynący z nagrania za każdym razem czuję się trochę dziwnie. Jakby ja i nie ja.
Kiedyś poznałam w internecie pana, który po pierwszej rozmowie telefonicznej przysłał mi sympatycznego smsa, chyba o szóstej nad ranem:
„Mam nadzieję, że masz ściszony telefon i się nie zbudzisz. Chcę Ci tylko powiedzieć, że bardzo się ucieszyłem, że poznałem Twój głos. Zapamiętałem go i trzymam się tej wersji. Ciekawe czy się zmieni jak wyzdrowiejesz
….”
Telefonu ściszonego nie miałam, mało tego, była to jakaś stara wersja Nokii, która dawała sygnał o nadchodzącej wiadomości na miarę kościelnych dzwonów. Tym niemniej tamten dzień się rozpoczął przyjemnie i obiecująco, co tu dużo mówić. Niestety, tak szybko jak się zaczął tak szybko się skończył. Przyznaję, że głosu tamtego pana już nie pamiętam.
” Jeśli wierzyć znajomym, to jestem coraz młodsza…..I im grubsza, tym ładniejsza. To zdanie ogólne. Musiałam być bardzo brzydka 10 lat temu…śmieję się.
- Pani taka sama szczupła jak Pani siostra Agnia” – powiedziała mi Pani K.
- Ja szczupła? Z tym brzuszkiem?
- No przecież nie tłusta – odpowiedziała
a ja poczułam się jak kapusta marnie okraszona skwarkami.
- Jeanine – mówi Lidia – masz dobre życie, bez kłopotów, widać to po Tobie. Albo masz inny sekret
- Mam życie bez seksu – śmieję się
bo aby zmarszczyć czoło pracuje 90 muskułów a aby się uśmiechnąć tylko 4. Żyjemy w czasach, kiedy należy oszczędzać….
Lidia wróciła do mnie. Wiele lat nie chciałam jej widzieć, gdyż za bardzo komplikowała życie sobie i innym i za bardzo nabierała mężczyzn. Czy się zmieniła? Z naprzeciwka właściciel
sklepu z warzywami szpieguje jej okno, na rogu podstarzały wielbiciel obserwuje z auta godzinami. „Wielkolud”, którego nie znam odwiedza ją platonicznie (ha,ha,ha) i Lidia bierze pigułki uspokajające, bo: „Warzywnik” zagroził, że ją zabije i zabije „Wielkoluda”, podstarzały wielbiciel wróci do nałogu alkoholowego, kiedy odkryje „Wielkoluda” a „Wielkolud” może zniknąć, kiedy odkryje podstarzałego wielbiciela i „Warzywniaka”.
Przecież to heca! Usiłuję jej wskazać fakt, że wszystkie te okropne sytuacje sama sobie stwarza, że w wieku 51 lat jeden dobry, porządny chłop lepszy…i wystarczy. Spokój w życiu, brak skandali i spokojny mąż (rozeszła się z mężem przed wielu laty, gdy odkrył podobną sytuację) – to się zdobywa latami, kosztem poświęceń nieraz bardzo bolesnych. Wszystko ma swoja cenę i czas. Za śliczną przygodą czas lecieć, rzucając wszystko, gdy można jeszcze życie na nowo zbudować ale nie w tym wieku.”
Wczoraj poczytałam o sławnych kobietach – rekordzistkach jeśli chodzi o ilość małżeństw i rozwodów. Minimum cztery rozwody stanowiły kryterium załapania się do artykułu a na liście znalazły się zarówno młode jak i wiekowe już celebrytki naszych czasów, które kolejny raz za mąż wychodziły dobrze już po pięćdziesiątce.
Rekordzistką świata, która znalazła się w Księdze Guinessa, jest 70-letnia Amerykanka po tym, jak 23 razy wychodziła za mąż. W ciągu swojego życia związała się m.in. z jednookim skazańcem, kaznodzieją, barmanem, hydraulikiem i muzykiem. Dwóch wybranków okazało się homoseksualistami, a dwóch innych bezdomnymi. Jedno małżeństwo zdołało przetrwać zaledwie 36 godzin.
Telefony oraz Janka Pilchówna, Porto Bello, Hotel Biały Wieloryb, 1982 – Archiwum Jarzębiny
Facebook
Zwierzolubni