„Victoria” to jeden z najbardziej znanych warszawskich hoteli. Jest w nim 340 pokoi i ok.
370 łóżek. Dziennie ma ok. 130 gości, co daje ok. 50 tys osób rocznie. Mieszkali w nim m.in. senator Edward Kennedy, aktorka Jane Fonda, palestyński przywódca Jaser Arafat. Jednoosobowy pokój kosztuje ok. 900 zł. Obecnie hotel jest remontowany. Koszt prac to 30 mln dolarów. Wczoraj otworzono w nim nowe sale bankietowe.” – „Gość numer milion”, Super Express, 24 lutego 2000 rok.
Łóżek było trochę więcej, gości również ale mniejsza z tym. Średnia 130 dziennie nic nie mówi, gdyż zdarzało się przy 100% frekwencji maksymalne wykorzystanie wszystkich łóżek (na kanapach – przystawkach frekwencja przekraczała i 100%) a gości restauracji, barów, nocnego klubu i sal bankietowych ( na ponad 1000 miejsc) oraz basenu się tutaj nie wlicza. Pod uwagę bierze się tylko gości zakwaterowanych. Takie są reguły gry analitycznej dla przedsiębiorstwa o nazwie „hotel”.
W lutym 2000 roku „Victoria Inter-Continental” przyjęła milionowego gościa. „Ponad 6 tys. zł kosztuje noc w łóżku, w którym spali prezydenci Ronald Reagan, George Bush i Jimmy Carter. Ale uwaga: żeby uciąć drzemkę w prezydenckim apartamencie, niekoniecznie trzeba być głową państwa czy rozrzutnym bogaczem. Wystarczy mieć trochę szczęścia, tak jak Tadeusz Bugaj, milionowy gość hotelu Victoria, który noc w sypialni prezydentów spędził za darmo. ” – źródło jak wyżej.
Tadeusz Bugaj był naszym stałym gościem i wielce mnie ucieszyło a zapewne nie tylko mnie, że to na niego padł szczęśliwy los – Jeden na milion. Polski biznesmen mieszkający na stałe w Los Angeles, były koszykarz – reprezentant kraju. Wysoki i przystojny jak na koszykarza przystało. Prawnik z wykształcenia zajmujący się handlem nieruchomościami a
jednocześnie przyjazny, wesoły, otwarty i miły człowiek. Amerykański urząd skarbowy może już mu po latach odpuścił „darowiznę” w postaci prezydenckiego prezentu od hotelu.
Na własny użytek zrobię w tym miejscu swoją własną statystykę. Skoro gości tylko w Victorii do 2000 roku było milion (nie liczę gości hotelu Europejski i Bristol) a 90% tych gości stanowili mężczyźni, to na dobrą sprawę obsłużyłam w swoim życiu dobrze ponad 900 tysięcy mężczyzn i słowo obsłużyłam nie jest tutaj przypadkowe. To się nazywa mieć doświadczenie w sprawach damsko-męskich!
Nasz milionowy gość z okazji świętowania jego pobytu w naszym hotelu powiedział m.in.:
- przyjeżdżam tu od 1977 roku. Ten hotel jest dla mnie prawie domem. Chwalę sobie duże przestrzenie, ciepłą atmosferę i dobre jedzenie. Ubolewam jedynie, że przestano podawać
na śniadania taki zwykły, polski razowiec
- wprawdzie Ronald Reagan jest w Los Angeles moim sąsiadem, ale mieszkać w tym samym apartamencie co on to jednak przyjemnie
Nie wiem, nie mieszkałam ale urządzałam. „Warszawski hotel Victoria nie pamięta takiej fety od momentu przecięcia wstęgi inaugurującego jego działalność w 1976 roku. (…) Gwoździem programu był unikatowy pokaz wędrujących (we wnętrzu) sztucznych ogni. To dla ducha. Dla ciała zaserwowano bogaty wybór smakołyków. W opinii zgromadzonych gości zmiany dokonane w hotelu są odpowiedzią na oczekiwania rynku” - „Hotel Victoria intensywnie się odmładza”, Puls Biznesu, 1 marca 2000 rok.
Feta była świetna a odmładzanie szło pełną parą. Z mojej perspektywy, ówczesnego dyrektora operacyjnego i handlowego bez żadnych ale to żadnych zastrzeżeń mogę dzisiaj powiedzieć, że zespół się sprawdził znakomicie. Każdy wiedział co ma robić i co do niego należy bez pokazywania palcem, każdy się wykazał inwencją i profesjonalizmem na swoim odcinku a do mnie należała „tylko” koordynacja. Za plecami miałam zaś fachowców, którzy „nie przeszkadzali” mi w realizacji przedsięwzięcia a wręcz przeciwnie, wspierali, podpowiadali rozwiązania i czuwali nad moim i zespołu bezpieczeństwem.
Być może czytelnikom Jarzębiny te słowa wydadzą się wielkie lub przesadzone. Ale tak
było, każdy robił swoje wspierając jednocześnie kolegów i koleżanki. Kiedy poprosiłam Krzysztofa Maternę, aby mi zaproponował coś ekstra na show z okazji a on wymyślił te pełzające ognie we wnętrzu poszłam za nim „jak w dym”. Najpierw nieufnie i bokiem ale pokazał mi kilka podobnych prezentacji na wielotysięcznych stadionach i wtedy „kupiłam” Krzysztofa Maternę razem z jego gorącym pomysłem oraz specjalistą od pirotechniki, czyli Grzegorzem Sitakiem.
Dzisiaj, kiedy wędruję co jakiś czas do bankomatu bankowego i widzę Manna i Maternę rozpostartych w locie ptaka na drzwiach tego bankomatu to mi się te ognie we wnętrzu przypominają.
Zygmunt Michrowski, dyrektor techniczny hotelu Victoria, kiedy już było po wszystkim, opowiedział mi, jakie środki ochrony przedsięwziął, abym mogła zrobić palenisko z hotelowych sal balowych bezpiecznie. Udało się! Bezpieczny i przyjazny był swego czasu hotel Victoria pod każdym względem ale nie była to zasługa tylko nowoczesnych technologii ale przede wszystkim ludzi w hotelu pracujących.
Kulminacyjnych momentów w trakcie było wiele. Wręczanie symbolicznego klucza do pokoju przez dyrektora hotelu ( w miejsce karty magnetycznej), przecinanie wstęgi do nowootwartych po remoncie sal balowych, konkursy z nagrodami, pełzające w takt muzyki nad głowami i pod stopami gości ognie, bukiet kwiatów wręczany przy błysku fleszy fotoreporterów i gratulacje dyrektora hotelu:
- przedstawiam zebranym naszego milionowego gościa, Pana Tadeusza Bugaja. Czekaliśmy
na niego aż 24 lata
powiedział dyrektor hotelu Marek Stopczyk.
Satysfakcja. Tak. Wielka satysfakcja, nie da się ukryć.
Dla mnie w sprawach męsko-damskich również powracając pół żartem pół serio do mojej prywatnej statystyki. Po odpaleniu ogni bynajmniej nie sztucznych rozpoczął się bankiet dla znakomitych gości, bo tak przystało w każdym szanującym się hotelu. Na sale balowe wjechał piętrowy tort przygotowany przez naszych wspólnych victoriańsko- europejskich cukierników. Tadeusz Bugaj zaproszony został do zdmuchnięcia świecy. Popatrzył na wielkie torcisko, gości na sali było tak z tysiąc, stwierdził, że sam nie da rady po czym powiódł okiem po twarzach, wyłowił mnie z tłumu i zaprosił do wspólnego dmuchania.
Nie wypadało odmówić. Chciał nie chciał wylądowałam na pierwszych stronach gazet. Kiedy się patrzy na swoją twarz w mediach różne się miewa odczucia. Na zdjęciach się wychodzi różnie ale chyba najważniejsze jaką historię się ma za plecami i co samym sobą o sobie się stanowi – do tragicznej śmierci księżnej Diany włącznie, którą paparazzi doprowadzili do śmierci.
W każdym bądź razie w moim życiu ten Jeden na milion już był…..o wspólnym dmuchaniu nie wspomnę. A wszystkim hotelarzom wytrwałości życzę i stałych gości co najmniej przez ćwierć wieku. Oby im tylko razowego chleba zabrakło na śniadanie….


Facebook
Zwierzolubni