Jan Brueghel the Elder, malarz flamandzki żyjący na przełomie XVI i XVII wieku (1568 –
1625) namalował cykl obrazów przedstawiających sceny biblijne, w tym również swoje wyobrażenie rajskich ogrodów. Obrazów jest kilka a na każdym z nich oprócz Adama i Ewy dominuje królestwo zwierząt. Pooglądałam więc także wyobrażenia innych mistrzów na przestrzeni dziejów i prawie wszędzie w rajskich ogrodach odnalazłam zwierzęta, ptaki a nawet owady. Szatan również przybrał zwierzęcą postać ubierając skórę małpy na obrazie anonimowego, gotyckiego artysty. Jak wiemy z biblii Boże stworzenia towarzyszyły człowiekowi od zawsze, jeszcze przed wygnaniem z raju, potem towarzyszyły na ziemi a pytaniem jest, czy po śmierci, jeśli do raju pójdziemy, również nam będą towarzyszyć. Duszy wszak te stworzenia nie mają a to dusza idzie do nieba, nie ciało.
James Van Praagh, spektakularny, amerykański jasnowidz, o którym wspominam w opowiadaniu o mojej jasnowidzącej babce pisze: „dawno temu żył sobie w Anglii prosty farmer. Jak to czasem bywa, nadeszły trudne czasy i stracił on swoją farmę, a w końcu wszyscy członkowie jego rodziny poumierali. Jedynym, co mu pozostało była jego stara, biała szkapa o imieniu Patty, której pomógł kiedyś przyjść na świat. Patty i jej pan przeżyli ze sobą wiele lat, zanim nadszedł dzień, kiedy koń odszedł z tego świata. Farmer został kompletnie sam, był całkowicie zdruzgotany. Kilka lat później, kiedy nadeszła godzina jego śmierci, obudził się on już w zaświatach i zauważył, że siedzi na przepięknej łące (….). Nagle pojawił się koń, który galopując, zbiegał ze wzgórza i mknął wprost ku farmerowi. Była to jego stara szkapa Patty, przy czym nie była już tym starym, artretycznym koniem, jakiego pamiętał (…) Kiedy koń podszedł bliżej, farmer rozpoznał w nim swoją Patty i poczuł jej miłość. To miłość Patty powiodła farmera przez świat duchowy (….).
Więzy miłości pomiędzy nami a naszymi ukochanymi zwierzakami trwają nadal, nawet gdy udajemy się w podróż na tamtą stronę. Miłosna więź, nie ważne z kim, pozostaje na zawsze.” - „Rozmowy z Niebem”
Nie sposób kochać i obdarzyć miłością wszystkich zwierząt tego świata niczym Święty Franciszek, patron ekologii. Nie sposób też ocalić wszystkich zwierząt tego świata, jak to
uczynił kiedyś Noe. Nie te czasy, do głosu czasami dochodzi też brutalny racjonalizm usiłujący wyrównać homeostazę w przyrodzie zachwianą kiedyś raz a dobrze przez człowieka. Przypowieść w każdym bądź razie jest wzruszająca i niesie ze sobą pocieszenie.
Ja mam psa, mój syn ma szynszyle, ktoś inny ma chomika. Rozpoczyna się sezon wakacyjny. „Do schronisk już trafiają porzucone przed wakacjami czworonogi – alarmuje „Życie Warszawy” z 15 czerwca – Pozostawianie swoich czworonogów ma czasem dość brutalny przebieg. Właściciele wywożą je na odludzie samochodem, pozostawiają tam, a następnie uciekają.”.
Problem nie jest nowy, pojawia się co roku odkąd pamiętam. Wobec powyższego zastanawia mnie nieodpowiedzialność ludzi, którzy zdając sobie sprawę, że w wakacje będą
mieli problem mimo wszystko kupują pieska, kotka czy chomika a po kilku miesiącach po prostu wyrzucają jak śmiecia. Wolę pisać o wygodnictwie i braku zdrowego rozsądku w miejsce używania wielkich słów o człowieczeństwie. Rozwiązanie przecież zawsze jakieś się znajdzie. Jeśli nie da się pupila zabrać ze sobą a szkoda pieniędzy na hotel dla psów, bo za drogi, to może chociaż życzliwy znajomy się znajdzie albo rozwiąże się problem w drodze rozsądnej wymiany: ja wezmę Twojego dzisiaj a jutro ty się zaopiekujesz moim. Skoro tyle psów ‘ląduje na ulicy”, może ktoś jakąś agencję pośrednictwa by otworzył w tej sprawie? Zawsze pozostaje ogłoszenie „oddam w dobre ręce”…i oby te „dobre ręce” nie były kolejnymi tylko na chwilę, aż..
Spała leży w centralnej Polsce, otoczona jest lasami dawnej Puszczy Pilickiej, którą szczególnie upodobali sobie właściciele niechcianych psów. Może dlatego, że dużo drzew i zbrodni nie widać. Gdzieś tak w okresie czerwca bezpańskich piesków robiło się najwięcej, szwędały się po wsi, zbierały w watahy a na czele tejże watahy stawał największy i z reguły agresywny samiec alfa. Pod jego przewodnictwem zgraja bezpańskich, wygłodniałych psów robiła się równie agresywna i niebezpieczna. Na spacerze atakowały mojego małego Nikitę, podchodziły pod hotel i atakowały również pupili gości. Moja wielomiesięczna korespondencja z gminą, na której to leżał obowiązek rozwiązania problemu, spełzła na niczym.
W czerwcu 2008 napisałam do Krzysztofa: ręce mi się trzęsą. Ten pies Łachudra razem z tym drugim kundlem rzuciły się na Nikitę. Mój mały piesek skowyczał a ja miałam problemy, żeby pokonać ogrodzenie parkingu. Po moim formalnym proteście wójt zareagował. Wywiózł psy ze Spały ale za blisko. Wróciły jak po GPSie w ciągu tygodnia. Skopałam im tyłki. Za chwile skopię tyłek wójtowi!”.
Przeskoczyłam jakoś przez to parkingowe ogrodzenie, wydostałam też jakimś cudem zmaltretowanego Nikitę z gryzącego się nawzajem kłębowiska i rozgoniłam towarzystwo wymachując nogami. Ponowiłam też korespondencję z wójtem powołując się na stosowne rozporządzenia i paragrafy. Występowałam z ramienia instytucji, jako dyrektor hotelu, a nie jako prywatna osoba i też….nic.
Któregoś pięknego dnia, pod moją nieobecność, w hotelu zjawiła się gminna komisja powołana w sprawie na oględziny. Sporządziła protokół, że żadnych bezpańskich psów nie
zauważyła a od siebie dodała komentarz recepcjoniście, żeby resztki z kuchni wyrzucać dalej w las, to problem zniknie. Problem nie zniknął a gmina umyła ręce. A gdyby to tak po wsi szwędały się bezpańskie niedźwiedzie?
Mieszkańcy Spały wzięli więc sprawy w swoje ręce. Agresywny, wilczurowaty Łachudra dzięki staraniom mojego szefa znalazł przyjazny dom, w którym zachowywał się odtąd jak łagodny pudelek. Pani Stasia z hotelowego zmywaka, właścicielka skundlonej ongiś suczki zawiązała komitet społeczny i objęła nad nim przewodnictwo. Komitet w mig pocztą pantoflową znalazł domy dla pozostałych psów. Od czasu do czasu Pani Stasia robiła wśród nas ściepę na sterylizację kolejnej, porzuconej suczki i na bieżąco meldowała o przygodach błąkających się po Spale psów. Pomagała im przetrwać zimę urządzając legowiska z zebranych szmat i koców oraz donosząc resztki jedzenia ze zmywaka. Tam, gdzie wójt okazał się bezsilny a paragrafy nieskuteczne sprawie dała radę nieduża kobietka i ludzie dobrej woli.
Kiedy wyjeżdżałam ze Spały „do wzięcia” była kilkumiesięczna, porzucona amstafka. Przebywała w rodzinie zastępczej a Pani Stasia wybierała dla niej dom. Po pięknego, rasowego, młodego psa zgłaszało się wielu chętnych…..
Dzisiaj, kiedy rodzi się ustawa o ochronie zwierząt, która będzie usiłowała unormować wiele „zapyziałych” od lat spraw dotyczących domowych pupili i żyjących na względnej wolności dzikich stworzeń Bożych, po raz setny ze swojej strony chciałabym przypomnieć, że od normy prawnej do jej stosowania daleka droga. Potrzebne są akty wykonawcze w postaci rozporządzeń, narzędzia do kontroli i sankcje dla przestępców.
A świat duchowy? A rajskie ogrody? Pełne bujnej zieleni, zwierząt, ptaków i owadów? Logicznie wywodząc z przypowieści James’a Van Praagh’a niektórym nie będą dane.
A miłość? Jak pisze Van Praagh – jest wieczna.
Zdjęcia: Jan Brueghel the Elder – „The Garden of Eden” i „The Entry of the Animals Into Noah’s Ark”, painted 1613. Podwarszawska stadnina koni i niedźwiadek w warszawskim ZOO – czerwiec 2011, Archiwum Jarzębiny: Nikita i Makao – J. Bartuszek; Archiwum Jarzębiny.

Facebook
Zwierzolubni
Nic dodać nic ująć
Za komentarz, Wojtku, dziękuję. Przesłań jest wiele w moim opowiadaniu, łącznie z pięknym przesłaniem dotyczącym miłości. W miłości również należy czasami brać sprawy w swoje ręce a urzędnikom nic do niej. Prawo nigdy nie będzie doskonałe, w końcu wymyśla je człowiek a on z całą pewnością do doskonałych istot nie należy, chociaż czasami tak mu się wydaje.
Tak, tam gdzie prawo nie działa, jakiekolwiek by nie było, w mojej opinii należy, jak to ująłeś, brać sprawy w swoje ręce w zgodzie ze swoim sumieniem i zdrowym rozsądkiem, czasami działając z ryzykiem, że naruszy się normy tegoż niedoskonałego prawa. Byle by się chciało…..bo o to najtrudniej.
Piękny tekst, mądry szacunek!
A przesłanie jakie zrozumiałem : nie licz na urzędników, bierz sprawy w swoje ręce!”