Jak dwoje rozbitków po gwałtownej burzy
Na tratwie po morzu płynąc pod prąd
Na chwiejnym pokładzie wspólnej podróży
Myślimy, gdzieś czeka nas stały ląd
Tam woda jest słodka, palmy rodzą owoce
Przy ognisku ciepły na nas czeka kąt
A tratwa na falach cała drży, się chyboce
Dopłynąć, dopłynąć jak najdalej stąd
Na wyschnięte usta kropla z nieba nie spada
Nocą nie grzeje nic, nawet bliskość ciał
Wody tratwa nabiera, już się prawie rozpada
Wierzymy, Boże, obyś cud nam dał
Cud, mówią, się zdarza, gdzieś za horyzontem
Jak fatamorgana ciepła plaża, rząd palm
Wprost do celu zmierzamy tonącym okrętem
A w głowie dziękczynny brzmi psalm
Bezludna wyspa będzie naszym schronieniem
Tu tylko nas dwoje, już bez wielkich fal
Słodka woda nam się będzie lała strumieniem
Wyruszyć zechcemy znów w siną dal?
Wspominać będziemy, znów skazani na siebie
Tamten czas wspólnych zmagań i troski
Czy wyspa ta szczęście oznacza, ja nie wiem
Nieznane nam dzisiaj są wyroki Boskie
Facebook
Zwierzolubni