Kochanie – już tu jestem tydzień i dopiero dzisiaj Ci piszę. Nadprogramowe lato w środku zimy skończyło się dzisiaj. Pada deszcz i piszę w łóżku, bo cieplej i w pokoju okno ma szybę, a w kuchni tylko siatka i okiennica. Przyjechałam tu zmęczona i jakoś nie przechodzi. Gdy było słońce spacerowałam w pobliżu, oglądając nowe domy, rozmawiałam też z matkami dzieci, co mi połamały drzewa i kwiaty. To moje drzewo daje owoce – kuleczki, w sam raz do (nieczytelne), więc co dzień podobno około trzydzieścioro dzieci buszowało na moim terenie. Szkoda, że sombrero daje kasztany, bo z powodu nich łamią gałęzie. Najgorsze są te dzieci z naprzeciwka, wszystkie pół-idioci, łamią wszystko w ogrodach w promieniu jednego kilometra i srają ludziom przed drzwiami. Psioczy się tu na rząd ale jaki rząd na świecie może rozwiązać problem bezrobocia, braku światła, wody, szkoły, mieszkania – kiedy właśnie ci, którym najwięcej wszystkiego brak robią dzieci bez przerwy?
Gdy widzę te matki, brudne, obdarte i chude z dwanaściorgiem dzieci dokoła i nowym w brzuchu, złość mnie ogarnia. Rozdaje się pigułki ale one są tak głupie, że nie potrafią ich używać i najczęściej wkładają do szoszoty. Obliczyć dni też nie umieją, gdyż nie potrafią liczyć, nie umieją odczytać dnia w kalendarzu. Jedyna rada, na która kościół nigdy nie pozwoli, to wysterylizować każdego mężczyznę, który już ma trójkę dzieci i nie może wykazać, że ma pieniądze na wychowanie czwartego. To jest mój projekt ale rząd go nie może zrealizować, bo upadnie, gdyż tutaj mężczyzna swój punkt honoru ulokował w płodności. Woli stwarzać idiotów i bandytów zamiast dać się zoperować.
Niezbyt dobry mój humor, jak widzisz ale dzieciaki tu na plaży to istne diabły. Całymi
dniami chodzą po okolicy, próbują okiennice i drzwi, łamią dachówki. I tak mnie zezłościły, że dziś w nocy zetnę drzewo cytryny za moim murem, gdyż włażą po nim na mój mur. Sąsiad ani jednej cytrynki nie zdołał zobaczyć, oberwą nawet zupełnie niedojrzałe. Wyrwę też drzewko, które zasadziłam w lecie, bo to to samo – z kuleczkami. Moja sąsiadka, z rozpaczy, po powrocie z Kurytyby wycięła drzewo, które dawało owoce, które jadłaś w puszce. Odłożę pieniądze i następnym razem każę rozciągnąć trzy druty kolczaste ponad murem i może się skończy, jeśli ich nie przetną.”
Jakieś dziesięć lat temu właściciel ośrodka szkoleniowego w pewnej dosyć znanej miejscowości wypoczynkowej poprosił mnie o opinię na temat możliwości rozwoju tegoż ośrodka i poprawienia jego efektywności. Obiekt położony był na niewielkim terenie z dostępem do plaży, rządził się prawami ośrodka a nie hotelu, zarządzał nim miejscowy administrator. Właściciel nie wyjawił mi powodu nagłego spadku przychodów, myślę, że sama go dobrze zdiagnozowałam, oglądając zagospodarowanie turystyczne okolicy. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się podupadający ośrodek o podobnym profilu, który wynajęty został budżetówce dla uchodźców. Kiedy zrobiłam sobie spacer po plaży otoczył mnie rój ciemnoskórych dzieci, niczym kiedyś w wiosce hinduskiej, które na tejże plaży paliły ognisko. Dziury w ogrodzeniu nie widziałam ale jak pisze moja cioteczka, dla „tych” dzieciaków przeszkód nie ma.
Poniekąd zgadzam się także z moją ciotką, że planowanie rodziny powinno brać pod uwagę możliwości opieki, utrzymania i wykształcenia potomstwa a jednak i u nas w kraju słyszałam nie raz opinię, że wychowało się dwanaście to i trzynaste się wychowa. Zdaję sobie sprawę, że nikt na zimno nie kalkuluje w momencie poczęcia, ile go tenże akt będzie w przyszłości kosztował. Ktoś jednak kiedyś policzył, że od kołyski do dyplomu magistra dziecko kosztuje ok. pół miliona złotych. „Najwięcej kosztuje utrzymanie dziecka – do czasu obronienia przez niego dyplomu nawet 259 tys. zł. W tym czasie jego wykształcenie pochłonie ponad 160 tys. zł, a opieka lekarska 36 tys. zł. Potwierdza się powiedzenie, które mówi, że jedno dziecko to jeden dom. W sumie przyszły magister kosztuje blisko pół miliona złotych” – Money.pl 20.08.2010
Mam znajomych, którzy posiadają własnej dziatwy powyżej dziesiątkę ale są to ludzie zamożni o zabezpieczonej przyszłości a matka jest nie pracująca oraz ma wsparcie osób z zewnątrz. Mój ojciec pochodził z rodziny wielodzietnej, mama również, nie mam nic przeciwko wielodzietności o ile dzieci robione są także „głową” a nie tylko przyrodzeniem. Pomijam wpadki, które się zdarzają ale co zrobić z takim Keithem Macdonaldem, na przykład? „Określany jako najgorszy ojciec w Wielkiej Brytanii 25-letni Keith Macdonald oczekuje swoich dwóch kolejnych potomków. Mężczyzna jest już ojcem ósemki dzieci. Jak donosi serwis dailmail.co.uk, Macdonald porzucił wszystkie swoje dzieci – każde z nich ma inną matkę.” - Onet.pl
W powyższym kontekście oraz męskiego punktu honoru, o którym w liście, wcale się nie
dziwię, że cioteczka wybrała zabieg wazektomii (polegający na przecięciu i podwiązaniu nasieniowodów) w miejsce podwiązywania jajowodów brazylijskim kobietom. Eugenika negatywna, jak czytam, została zaakceptowana przez WHO jako metoda dobrowolnej antykoncepcji, w Polsce jest zaś prawnie zakazana ale z tego co wiem dokonuje się zabiegów sterylizacji podobnie jak aborcji. Przymusowa sterylizacja z różnych powodów objęła swego czasu miliony ludzi w faszystowskich Niemczech, w Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Chinach i Rosji (do dzisiaj) Indiach oraz Czechach w stosunku do kobiet romskich a ostatnio obiegła świat informacja o przymusowych sterylizacjach w Uzbekistanie a przede wszystkim w Peru, gdzie sterylizacji poddano ponad 300 tysięcy ubogich kobiet i to z błogosławieństwem oraz przy wsparciu zachodnich organizacji finansowych. Ponoć logika tejże akcji masowej była prosta, że im więcej na świecie biedaków, tym więcej frustratów. A im więcej frustratów, tym więcej rewolucjonistów, ekstremistów i terrorystów.
Frustratów to istnieje w Polsce chyba najwięcej, sądząc po ciągłych narzekaniach dookoła. I bynajmniej aż tak źle im się nie powodzi – mam na myśli finanse. „W psychoanalizie traktuje się frustrację (czyli niemożność zaspokojenia popędów i potrzeb) jako czynnik rozwojowy, który przyczynia się do dojrzewania osobowości. Jeśli dziecko nie przeżywa frustracji, następuje fiksacja rozwojowa, podobnie jest wtedy, gdy frustracji jest zbyt wiele.” – Wikipedia. Krótko mówiąc, frustracja może wyjść dzieciom na dobre, więc może zbytnio ich rozpieszczać nie należy a wprost przeciwnie, pozwolić aby przy rozsądnym wsparciu rodziców same dochodziły do własnych rozwiązań życiowych a w tym i do majątku. A tak w ogóle, to najważniejsze w tym naszym polskim narzekaniu, żeby nie dać się sfiksować.
(Fiksum-dyrdum – obsesja, szaleństwo, niezrównoważenie umysłowe – Słownik Języka Polskiego)



Facebook
Zwierzolubni