„W sąsiednim stanie, gdzie mieszkają Guachos, ogromne przestrzenie zmieniły się w
jeziora. Pod jeziorami domy i plantacje ryżu. Mosty dwa metry pod wodą. Cała Ameryka Centralna pod wodą.” – pisze moja brazylijska cioteczka o wiosennej powodzi w Brazylii w 1983 roku (Opowiadanie: Głuchy telefon) a potem co roku donosi o tym samym żywiole, który pustoszy rok w rok Amerykę Południową. Ja z kolei słucham informacji w mediach, które donoszą, że lipcowe, tegoroczne burze i opady w Polsce to nic nadzwyczajnego, gdyż synoptycy, śledzący wielkość opadów, poziom wód i tak dalej od lat donoszą, że lipiec jest w normie i nie ma się czym przejmować. Sierpień idzie ku słońcu.
Toteż staram się nie przejmować ubiegłorocznymi powodzianami, którym zmiotło cały dobytek z powierzchni ziemi i moim sąsiadem, który nierozsądnie zostawił samochód na parkingu, skoro to nie mój dobytek i nie mój samochód. Woda podeszła pod blok, w którym mieszkam tak wysoko, że wychylając się przez balkon widzę pływające pod nim kaczki a rechot żab nie daje mi spać po nocach. Zalało wszytko dookoła, trawniki, tereny zabaw dla dzieci, mniejsze uliczki i osiedla, z których straż pożarna wypompowywuje wodę. Z psem spaceruję po ocalałych od wody fragmentach betonu. Drzew na szczęście nie powaliło, chociaż jest ich tutaj wiele. Straż pożarna to już moje pieniądze, podobnie jak mój pies.
Nieszczęścia póki co nie ma, dopóki woda nie opadnie a wraz z błotem pojawią się pod balkonem krwiopijcze komary w miejsce żab i kaczek (Opowiadanie: Komarom stop) a wraz z nimi administrator budynku, który podniesie fundusz remontowy adekwatnie do zamokłych strat w otoczeniu osiedla.
W Brazylii przebywałam swego czasu w porze deszczowej, po olbrzymich terenach Amazonii poruszałam się mniejszą lub większą łódką i mieszkałam w hotelu na drzewach. Domostwa, które tam widziałam, wszystkie rosły na palach, niczym hotele w Polinezji wbijające się w morze, co stanowi o ich głównej atrakcji. Architektura dostosowała się do żywiołu tyle o ile, dopóki nie przychodzi najgorsze, czyli przestrzenie nie zamieniają się w jeziora lub tsunami nie zmiata z powierzchni ziemi połowy kraju, jak to miało miejsce jeszcze nie tak dawno w Tajlandii.
Mediom wierzę umiarkowanie od dawna, w wiedzę i dane zbierane przez synoptyków nie wątpię, gdyż przypominam sobie w przeszłości lata, kiedy to worki z piaskiem zabezpieczające wały przeciwpowodziowe nie były czymś wyjątkowym. Tym niemniej nie mieszkam w Amazonii tylko w Polsce i wydaje mi się, że synoptycy na podstawie swoich archiwalnych obserwacji powinni zasłużyć sobie na uwagę deweloperów a więc i architektów, gdyż pewne anomalie klimatyczne zaczynają zamieniać się w standardowy już w Polsce schemat nie co kilka lat a co roku. A to co się dzieje na „moim” osiedlowym parkingu, to nie kwestia przerwanych wałów pobliskiej rzeczki tylko ilości opadów i niedostosowania zabudowy terenu do tejże, „zaskakującej” ilości.
Przyjaciółka od lat walczy co roku z zalewaną wodami podskórnymi piwnicą w domku jednorodzinnym zlokalizowanym w podwarszawskich Łomiankach a sąsiadka, artystka-malarka, wyniosła się z malowniczej, sprzyjającej klimatem jej artystycznemu powołaniu głuszy dokładnie z tego samego powodu. Czyżby najwyższy czas zacząć budować w Polsce na palach, gdyż suche lub zabezpieczone przed zalewaniem okolice zaczną być kryterium wyboru, czyli w cenie?
Scenariusze mogą być różne ale przyznaję, że w przyszłym roku nie tyle podchodzące pod blok jezioro, co nieustający, spędzający sen z powiek rechot żab będzie trudny do wytrzymania. Długie wakacje zaplanuję na lipiec w jakimś suchym miejscu albo wyniosę się w świętokrzyskie (Opowiadanie: Czarujące świętokrzyskie). Przeczytałam bowiem, że to skromne województwo ma bardzo ambitne, przeciwpowodziowe plany: „Teleinformatyczne systemy wsparcia ochrony przeciwpowodziowej w świętokrzyskim – wyzwania roku 2011 (……) W ramach prezentacji elektronicznych systemów służących do monitorowania wałów, Krzysztof Kardaś oraz Jacek Łęgiewicz (IBM Polska) przedstawili możliwości tego typu systemów, posiłkując się przykładami wdrożeń z innych krajów europejskich. Jako kluczowe funkcjonalności ww. narzędzi prelegenci wskazali: możliwość bieżącego monitoringu wałów i lokalizowana uszkodzeń struktury wału oraz przewidywanie miejsc jego potencjalnego przerwania.” – http://spiner.org.pl/
Nowoczesne, przeciwpowodziowe technologie w miejsce „wbijania na pal” lub poruszania się
tylko i wyłącznie łodzią (trzeba się nawiosłować), jak widać z powyższego, funkcjonują już w krajach europejskich a u nas albo straż pożarna albo wsparcie dla powodzian.
W lipcu (!) 1997 roku powódź tysiąclecia zalała południową i zachodnią Polskę, Czechy, Łużyce, Słowację, Austrię……”doprowadzając na terenie Czech, Niemiec i Polski do śmierci 114 osób oraz szkód materialnych w wymiarze blisko 4,5 miliarda dolarów. Na terenie Polski straty wyniosły 56 osób oraz szkody na skalę ok. 3,5 miliarda dolarów. Wylały wówczas wody dorzeczy rzek Bóbr, Bystrzyca, Kaczawa, Kwisa, Mała Panew, Nysa Kłodzka, Nysa Łużycka, Odra, Olza, Oława, Skora, Szprotawa, Ślęza i Widawa, a także górnej Wisły” – Wikipedia. W czasie tejże powodzi bardzo ucierpiał Wrocław, pozbawiony bieżącej wody i prądu a także tylko i wyłącznie dzięki heroicznej postawie mieszkańców tego miasta ocalały wspaniałe zabytki i księgozbiory, którymi szczyci się nasz kraj.
Do akcji pomocy powodzianom włączył się w 1997 roku aktywnie „Orbis” organizując m.in. pobyty dla dzieci powodzian w naszych hotelach i zbierając z hoteli dobytek, stanowiący pierwszą pomoc dla poszkodowanych. Z ramienia Orbisu akcją pomocową dowodziła „Szyszka”, o której nie raz wspominam na tych stronach, pracująca w owym czasie w Biurze Zarządu Orbisu…….ale Małgośka odmówiła mi pomocy, jeśli chodzi o przypomnienie szczegółów tejże akcji, stanowiącej jednocześnie piękną kartę w historii Orbisu i historii Szyszki, co by nie mówić, także.
A co do wbijania przez architektów naszego kraju na pal, niczym Azję Tuhaj-Bejowicza na zgliszczach Raszkowa, to materia architektoniczna jest mi obca ale jedno wiem: mam serdecznie dosyć całodobowego rechotania żab pod moim balkonem!
Zdjęcia: Amazonia czerwiec 1993, moja wioska lipiec 2011 – Archiwum Jarzębiny; Tablica we Wrocławiu upamiętniająca Powódź Tysiąclecia. Napis na tablicy: Dla upamiętnienia zmagań żywiołów powodzi wdzierającej się do miasta i ludzkich emocji jednoczących mieszkańców Wrocławia w jego obronie w lipcu 1997 roku – Wikimedia.

Facebook
Zwierzolubni
There’s a lot of info. I’ll be back again.
Ciekawa jestem, czy Orbis dalej angażuje się w tego typu akcje pomocowe. Pewnie … tak, skoro na jego stronach internetowych widnieje deklaracja: „Orbis (…) uczestniczy w międzynarodowych programach i projektach mających na celu niesienie pomocy ludziom (…)”.
Iwonka – nie zazdroszczę Ci tego żabiego koncertu przez całą dobę. To chyba jest gorsze od „zakochanych” gołębi na balkonie, które wyznają sobie miłość najchętniej miedzy 4 a 5 godziną rano.