W maju ubiegłego roku, pisząc o benefitach pracowniczych wspomniałam, iż zagraniczni
pracodawcy potrafią docenić a jednocześnie wykorzystać miłość właściciela do swojego pupila jako jeden z dodatkowych motywatorów uzupełniających tradycyjne wynagrodzenia wypłacane przez firmę pracownikowi przelewem na konto i tak : „ubezpieczenie zdrowotne dla psa, kota albo innego pupila, oferowane pracownikowi w pakiecie świadczeń dodatkowych – to już nic nowego. Swoje zwierzaki można również czasem przyprowadzić do pracy. Jest to na tyle popularne, iż w niektórych firmach powstały nawet specjalne harmonogramy, określające kto i w jaki dzień może przyjść do pracy ze swoim pupilem.”
Najlepsze w tym zakresie firmy zezwalają swoim pracownikom aby mogli oni przyprowadzić do firmy dziecko, gdy pracownik ma przejściowy problem z opieką, swojego rodzica aby mógł się pochwalić karierą zawodową no i zwierzaka, by nie skowyczał w domu z tęsknoty.
Ze swoich doświadczeń zawodowych dzieci z dawien dawna (od czasu do czasu w pracy) pamiętam w nagłych wypadkach, przemycane z działu do działu, w którym dało się spokojnie malować kredkami albo w działach dokonywały się pasjonujące dla dzieci sprawy, jak na przykład pobyt w jacuzzi. Jeden z pracowników hotelu, pochodzący z dalekich stron, przyprowadził kiedyś całą rodzinę w liczbie około ośmiu osób na zwiedzanie zakładu pracy. Oprowadzałam tych szczególnych gości po hotelu osobiście szczególną uprzejmość kierując też w stronę dziadka pracownika, gdyż wtajemniczona zostałam w sekret rodzinny. Dziadek obiecał bowiem wnukowi samochód jeśli ten się wykaże zaradnością w życiu.
W hotelu Victoria wychował się w wieku szczenięcym mój piesek Nikita (Opowiadanie:
Nikita) a mój szef dorobił się pierwszego w życiu Rottweilera o wdzięcznym imieniu Bond wlepionego mu z równym wdziękiem przez kierowniczkę pięter, Renatę, w jej hotelowym biurze. O kotach na etacie w hotelu Europejskim już wspomniałam a goście hotelowi z psami byli na porządku dziennym.
Najbardziej utkwiła mi w pamięci Ewa Pape ze swoim nierozłącznym pieskiem pod pachą. Przyjeżdżała często, była naszym stałym gościem a piesek towarzyszył jej wszędzie od restauracji poczynając a na galerii sztuki kończąc. Z przykrością przeczytałam, że zmarła w ubiegłym roku. Niezmordowana organizatorka i sponsorka polskiego malarstwa, rzeźby i fotografii w Ameryce, na stałe tam zamieszkała. „Mimo że nie miała własnej galerii, udało się jej wystawiać w galeriach i muzeach w Stanach Zjednoczonych takich artystów, jak: Berdyszak, Dłubak, Dobkowski, Brzozowski, Fangor, Gierowski, Kantor, Gostomski, Lebenstein, Nikifor, Nowosielski, Starowieyski, Stażewski, Winiarski. Jej nazwisko znalazło się w książce Mother and Child (1975) wydanej przez Crowleya obok Paula Getty’ego, księżnej Grace z Monaco, Henry’ego Moore’a, Petera Ustinova, gdzie prezentowała obraz Macierzyństwo Wyspiańskiego, obok Rubensa, Van Gogha, Picassa.” – wspomina Ewę Pape Czesław Czapliński prezentując jej zdjęcie z nierozłącznym pieskiem rasy Yorkshire Terrier na stronie www.artbiznes.pl.
Pamiętam też przepiękne koty w klatkach, zamieszkałe w hotelu, przyjeżdżające co roku na Międzynarodową Wystawę Kotów Rasowych odbywającą się w Pałacu Kultury oraz psy gwiazd hollywoodzkich, których ras niestety nie pamiętam. Z tego co czytam i obserwuję, każda szanująca się amerykańska gwiazda i nie tylko amerykańska musi dzisiaj mieć psa, z którym pokazuje się wszędzie. Frytka oblatuje wszystkie bankiety ze swoim terrierem, Jessica Simpson ze swoją Daisy a Kinga Rusin urzęduje z uroczym Sharpeiem w studio telewizyjnym. Tak więc, szanujący się pracodawca a i restaurator, jak widać, gwiazdom nie odmawia. Szanujący się hotelarz również nie odmawia gościom.
Biuro czy bankiet, w mojej opinii, nie jest przyjaznym miejscem dla psa, chociaż zdarza się, że czasami nie ma innego wyjścia. Mój Korek w biurze dostawał szału na odgłos pracującej drukarki tak więc się do pracy przy biurku zupełnie nie nadawał. Na szczęście, w związku z komputeryzacją stanowisk pracy coraz częściej zachodni pracodawcy zezwalają na całkowite lub częściowe wykonywanie pracy w domu wdrażając innowacyjny program o nazwie „Result-only” , który od pracownika wymaga w miejsce obecności w biurze terminowości i osiągnięcia wyznaczonych celów. Wydaje mi się, że w tym kierunku powinien podążać świat, co równocześnie da szansę nie tylko domowym pupilom ale i małym dzieciom z kluczem na szyi.
Zdjęcia: Rottweilery – Andrzej Jabłoński
Komentarz na FB: Katarzyna napisała: Pamiętam jak Renaty rottweiler witał się ze mną. Opierałam się o drzwi a on wtedy przystępował do lizania. Inaczej nie dało by rady przyjąć porcję czułości.;)
Jarzębina napisała: Rottweiler, który sprawdził się w biurze? Tego tylko Renata była w stanie dokonać

Facebook
Zwierzolubni
Bardzo ciekawe, to co piszesz….co kraj, to obyczaj …Informacje a raczej ciekawostki, o które pytasz pozyskuję z literatury branżowej dotyczącej HR – u i głównie dotyczą firm amerykańskich, najbardziej innowacyjnych, takich jak np. Google, czyli obecnych też i na innych innych rynkach (globalnych). Pieski to „pryszcz” w porównaniu na przykład ze Scripps Health, która zafundowała pracownikom przebadanie kodu DNA pod kątem 20 schorzeń genetycznych oraz diagnozy ryzyka ich wystąpienia….
Ciekawe,bardzo ciekawe…..a w jakich to krajach Iwonko firmy daja ubezpieczenie dla zwierzat pracownikow? Pytam bo nigdy o tym nie slyszalam,wiem ze wiele daja ludziom- czasami za wiele,ale to inny temat…..bo sa tacy co nigdy zadnych benefitow nie maja! Wiem,ze w Toronto psy (i koty) moga jezdzic komunikacja miejska bezplatnie i nie musza miec kaganca! Natomiast po ulicy musza chodzic na smyczy,wlasciwie we wszystkich miejscach publicznych. W Nowym Jorku psy nie moga korzystac z miejskiej komunikacji wogole! Natomiast w San Francisko moga biegac bez smyczy w miejscach publicznych!Ciekawostka,psy sa czestymi goscmi w szpitalach kanadyjskich, natomiast koty nigdy!
pozdrawiam
M.B.