„Niejedzenie (breatharianizm, inedia) to rzekomy stan (nie mylić z dietą) w którym nie jest
spożywane pożywienie (a czasami także woda). Niejedzący twierdzą, że trwają dzięki „energii światła” (lub pranie), i że przy odpowiednich technikach jest to opcja prawie dla każdego. Dzisiejsze naukowe teorie na temat odżywiania oraz zdrowy rozsądek oparty na dostępnej nam nauce mówią, że każda osoba niejedząca umarłaby z głodu (przy braku jedzenia), lub pragnienia (przy braku jedzenia i wody).
Według chrześcijaństwa niektórzy święci i Jezus potrafili przetrwać bez jedzenia (lub mając za jedyne jedzenie eucharystię) nawet kilka lat.” – Wikipedia.
Autor wpisu do Wikipedii użył bezpiecznie słowa „rzekomy stan” chociaż przypadki inedii ( łacińska nazwa „postu”) znanej już w czasach nam bardzo odległych, kiedy to podchodzono do tematu z dużym sceptycyzmem nie dowierzając ani mistykom i świętym katolickim ani świętym hinduskim i sufickim, dzisiaj określane są „stylem życia.” Ale niedowiarków i dzisiaj też nie brakuje. W każdym bądź razie, niech już będzie, że podejrzani o oszustwo niejedzenia, nie przyjmują posiłków nie przez krótki okres postu ale przez wiele, wiele lat i żyją i dobrze się mają i nie wyglądają na anorektyków. Natrafiłam nawet na ogłoszenie zachęcające do wzięcia udziału w seminarium pt.: praktyczne przygotowanie do Odżywiania Praną lub do możliwości zmniejszenia ilości spożywanego pokarmu (czyli stosowania Diety Pranicznej) pomimo, że lekarze i dietetycy zdecydowanie odradzają tego rodzaju praktyk.
15 lipca na Onecie ukazał się wywiad z Victorem M. Amela (La Vanguardia) pod tytułem: Nie jem, bo nie muszę.
„- Mija już dziewięć lat odkąd nic nie jem. Wystarczy mi, jeśli cztery razy w tygodniu napiję się soku (….) Żywię się praną. To subtelna energia, w której wszyscy jesteśmy zanurzeni, jest wszędzie, we wszystkich atomach. Aktywna medytacja, stan świadomego czuwania, gdy jesteśmy w pełni obecni, pozwala nam przechwycić tę energię i się nią żywić. (….)Wiem o przynajmniej 500 osobach w Brazylii, które pod moim kierownictwem, bądź pod opieką moich krewnych zaczęły odżywiać się praną.
- Zmieniając struktury swojej świadomości, możesz doprowadzić do zmian w pamięci komórkowej.”
Dlaczego piszę o inedi w kontekście Jasnowidzącej z Wisły?
Moja babka, Agni P., przebywała w obozie koncentracyjnym Ravensbrueck od 27 listopada 1943 roku do 4 stycznia 1945 roku. Wiem z opowiadania mojej mamy a mama zapewne posiadała tę wiedzę od swojej siostry, Janki (również więźniarki KL Ravensbrueck) a może też i z innych źródeł, że w czasie pobytu w obozie babka moja nie przyjmowała z własnej woli pokarmów i jak wyraziła się moja mama: żywiła się „inną” energią.
Nie drążyłam tematu, sprawy ezoteryki, mistycyzmu czy stanów odmiennej świadomości były mi w tamtym czasie obce, po prostu przyjmowałam słowa mojej mamy za pewnik nie dziwiąc się niczemu. Skoro mama tak mówiła, to tak było. I już.
Na pojęcie breatharianizmu natrafiłam przypadkowo w internecie jakiś czas temu i tym razem drążąc już temat, wyczytałam, że jest to praktyka duchowa, powiązana też z taoizmem, znana od tysiącleci w m.in. w Chinach a temat rozwinął wyczerpująco Joachim M. Werdin w książce „Styl życia bez jedzenia”.
„- Kiedy człowiek myśli o niejedzeniu, najczęściej najpierw zastanawia się nad dostarczaniem energii. Człowiek ten z góry zakłada, że energia potrzebna do życia (m.in. do budowania komórek ciała i pracy jego narządów, myślenia, emocji) jest pobierana z zewnątrz. Człowiek żyje tym, w co wierzy, że daje mu to energię życiową – to dotyczy także niejedzących. Jeden niejedzący może żyć energią pochodzącą ze Słońca, a inny zasila swoje ciało i umysł praną zawartą we wdychanym powietrzu (typowy breatharianin). Kiedy jednak człowiek wie, że sam jest źródłem życia swojego umysłu i ciała, wtedy właśnie tak się dzieje. Jednak sama wiara tu nie pomoże. Wiedza i czucie są niezbędne.” – Joachm M.Werdin www.mojawyspa.cba.pl
Przeglądając wydania Hejnału ( miesięcznika wydawanego przez babcię i dziadka) znajduję w nich wiele artykułów nawiązujących do nauk mistyków chrześcijańskich i hinduskich czy tez filozofii chińskiej. Nie postawię jednak tezy, że babka moja posiadła wiedzę niezbędną do przeżycia w warunkach wieloletniej głodówki a raczej przychylę się do stwierdzenia, że: inedia jest stanem, który przychodzi najczęściej jako efekt uboczny rozszerzenia się sfery Świadomości, w której dana istota żyje.
Z pamiętników Jasnowidzącej, kiedy to nie miała co jeść i czym nakarmić swoich dzieci:
„ Boże, gdybym nie miała wiary w Ciebie, gdybym nie wiedziała o twojem wielkiem
miłosierdziu, jak straszna byłaby ta myśl: ginąć z głodu. Już nic dla mnie, ale patrzeć na męczarnię dzieci!….(….) Wtem zapachniał mi aromat świeżego, czystego chleba i różnych ciast. Przypomniało mi się, że już trzeci dzień nie miałam nic w ustach. Uśmiechnęłam się, że nawet głodu nie czuję. Położyłam się na łóżku z myślą, że wczesnym rankiem coś przyniosę dla dzieci; lecz i ta myśl szybko zniknęła, sen zmrużył mi powieki. I znów silna woń świeżo upieczonego chleba, zmieszana z wonią ciasta. A tu wysunęła się do mnie ręka z pełnym półmiskiem czerwonych trześni i soczystych gruszek i jabłek. (….) Woń była tak silna, że przerwało mi to zasypianie. Otworzyłam oczy, lecz mimo to znajdowały się nadal przede mną owoce, z silną, przyjemną wonią. Zrozumiałam, że dobre duchy wytwarzają z ożywczych molekuł w przyrodzie te, dla innych zapewne niewidzialne owoce, by pokrzepić mi magnetyzm w astralnem ciele, by on tym aromatem posilił słabnące ciało fizyczne.
- Dziękuje, dziękuje, rzekłam, za dużo mnie chcecie nasycić.
- Nie dziękuj, odezwał się miły głos – oddychaj przez chwile głęboko z myślą, że tym aromatem nagradzasz w ciele fizycznem i astralnem to, czego nie otrzymałaś przez zwykłe jedzenie.
(….)
- Obeszłabyś się już na ziemi bez chleba, pieczonego w piecu, bez pokarmów, gotowanych na ogniu, jak i w ogóle bez wszelkiego pożywienia prócz wody; co więcej, zdrowszą byłabyś z pożywienia takiego, jakem teraz nasyciłaś oba swoje ciała, astralne i fizyczne, niż z pokarmów sporządzanych na ziemi.” – Tom pierwszy, 1930
Facebook
Zwierzolubni