Kartki z kalendarza

„Ludzie się z grubsza dzielą na:
tych, którzy chcą mieć „dużo psa”,
do tarmoszenia, przytulania
i po dywanie się tarzania,
do pilnowania i partnerstwa
i do poczucia bezpieczeństwa,
oraz na tych, dla których pies
bardziej gadżetem żywym jest,
ozdóbką, broszką, fraszką słodką,
miłą zabawką i maskotką.

Dlatego, chcecie czy nie chcecie,
pieski – maskotki są na świecie
i nic w tym złego nie znajduję.

O gustach się nie dyskutuje.
Tylko pamiętać warto o tym,
że to są psy, a nie przedmioty,
czy zabawkami są, czy nie,
to jednak mają serca psie
a serc wielkością się nie mierzy…

Więc i im serce się należy.”

Marek Majewski  (Mój Pies: 1/2006 (172)

W jesiennej ramówce TV 4 już dziś mocno reklamowany jest program pt: „Psy – zmiana pana”. Celebryci będą sobie podrzucać nawzajem pieski a weterynarz, pani Dorota Sumińska oceni, jak sobie radzą z tematem. Nie wiem czemu ma służyć tego typu telewizyjna rozrywka, promocji celebrytów czy ich psów i kto to będzie oglądał. Pewnie jak zwykle ci, którzy żyją życiem celebrytów, bo gdyby tak nie było nie byłoby celebrytów. Spodobała mi się wypowiedź na forum jednego z dogomanów, któremu, tak jak mnie, pomysł programu się zdecydowanie nie podoba:  „Jeśli tak bardzo chcieli zrobić program o opiece nad psiakami z udziałem celebrytów, to proszę – niech zaopiekują się jeden dzień psiakiem schroniskowym. Super długi spacer, kąpiel, wyczesanie, psi fryzjer, posprzątanie boksu, opowiadanie o tym piesku przed kamerą. Według mnie to ma sens.”

Według mnie również miałoby sens, tylko nie byłoby pewnie rozrywkowe. Oglądanie psiej, schroniskowej nędzy jest mało zabawne ale może jakiś uroczy, bezpański piesek by się wypromował przy okazji, oprócz celebryty, do własnego domu i ciepłego łóżka.

Przerzucam kartki z kalendarza, czyli moje pisanie do Krzyśka, żeby odtworzyć, to co swego czasu czyli na jesieni 2008 roku do niego napisałam na temat Korka, kiedy to adoptowałam mojego psiaka ze schroniska. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż chociaż sporo już mojej pisaniny wyrzuciłam drugie tyle jeszcze zostało i znaleźć w tym bałaganie coś, co się kupy trzyma nie jest łatwo. Ale takie było założenie i w końcu wpadłam we własne sidła, czyli nie mogę się połapać o co w tym wszystkim chodzi a przede wszystkim znaleźć tego, czego szukam. Niestety, obawiam się, że w ferworze porządków wyrzuciłam za dużo makulatury, gdyż pierwszą wzmiankę o Korku znajduję dopiero 26 września.

„26 września 2008

Nazwę tego kuternogę Korki…ma zwyrodnienie stawu a nie przetrąconą łapę. Pasuje do mnie jak ulał. To skandal, że nie mogę go wydobyć……z powodu durnych przepisów…jest bardzo zimno.”

Było bardzo zimno i padały ulewne deszcze. Korek siedział w otwartym boksie z siatki, bez dachu nad głową, zanurzony po brzuch w kałużach wody i własnych odchodach. Jego skóra zaczęła odchodzić od ciała, od wilgoci i kołtunów miał głębokie rany, które w całej okazałości odsłoniły się pod maszynką fryzjera. Na końcu ogona wisiała wielka gruda skamieniałego błota wymieszanego z sierścią, która finalnie złamała mu ogon. Odebrałam go dopiero po jakimś czasie, chyba dwóch tygodni od zgłoszenia do adopcji. Pomimo usilnych próśb i logicznej, według mnie, argumentacji, kierownik schroniska bał się wydać psa przed przewidzianym ustawą czasem.

Pies był bardzo agresywny i niespokojny, pierwsze golenie udało się dopiero po trzech zastrzykach uspakajających, zaaplikowanych przez weterynarza. Fryzjerka przebijała się ponad cztery godziny przez zaschnięte na skórze, pomieszane z sierścią, skamieniałe błoto.

Jestem przekonana, że zdałam Krzyśkowi relację na bieżąco z moich dalszych przygód z Korkiem ale kolejny list odnajduję dopiero 23 października.

„23 października 2008

Krzysiu, dzień dobry,

Na pewno zainteresuje Cię stan zdrowia mojego psa…Korkorana.

Zacznijmy od łapy. Z łapą już jest zdecydowanie lepiej. Chodzi pewnie na czterech. Ma grzybicę oczu, którą złapał w schronisku. Z wpuszczaniem kropli jest tragedia. Chce mnie zagryźć ale musze być bezlitosna. Jutro jadę z nim kupić obrożę przeciwszczekową. Trochę droga ale może uratuje sytuację. W portiera już zainwestowałam alkoholowo, wygląda na to, że może za mało…on może…..przyspieszę tempo. Jak się zwali, to nie będzie słyszał…szczekania. Korki po schodach chodzi już odważnie, problem robi się przy zbyt wysokich stopniach ze względu na krótkie, krzywe łapki. Ciągle wszystko, co się rusza jest jego wrogiem. Nie znosi opuszczenia. Jak tylko znikam, chociażby w sklepie, zaczyna się ujadanie.”

Mieszkałam w pensjonacie, ujadanie samotnego psa, gdy byłam w pracy musiało być uciążliwe dla innych gości i portier kazał mi się natychmiast wyprowadzić albo pozbyć psa. Z powyższym problemem przyjechałam w piątek na weekend do Warszawy i natychmiast sprzedałam go mojej przyjaciółce Renacie, która uważam, była najlepszym psim psychologiem na świecie. Wymyśliła na szybko obrożę przeciwszczekową, stosowaną w tresurze psów. W poniedziałek, skoro świt zakupiłam flaszkę wódki oraz francuski model obroży – ze średniej półki, do chińskiego modelu nie miałam zaufania a na amerykański mnie nie było stać, po czym udałam się z powrotem do pensjonatu. Korek okazał się odporny na tresurę antyszczekową, pomijając, że kolejna z rzędu próba założenia obroży, kiedy poznał już jej działanie, kończyła się fiaskiem. Sytuacja zrobiła się, nazwijmy to, patowa. Kiedy mogłam, zabierałam go ze sobą do pracy ale nie był to najlepszy pomysł. Pies ganiał po całym hotelu, gubił się na piętrach albo zjeżdżał niespodziewanie windą wprawiając gości hotelowych w zdumienie.  Zamknięty sam w biurze ujadał, podobnie jak w pensjonacie. W mojej obecności się wyciszał, dopóki nie włączyłam drukarki. Zdjęłam więc firanki z okien. Pensjonat mieścił się w starej, adaptowanej do celów hotelowych palmiarni carskiej, stąd też okna w moim pokoju znajdowały się na wysokości podłogi a za oknami zaś działy się różne, ciekawe rzeczy, na które również należało reagować szczekaniem. Na szczęście, od tego czasu, już tylko na to. Portier codziennie, po powrocie z pracy, zdawał mi sprawę z decybeli, czyli z tego, co się działo za oknem. Do dzisiaj non-stop otwarty balkon w domu, hotelu czy pensjonacie to dla mnie błogosławieństwo. Krótka awantura przy drzwiach, kiedy je zamykam na klucz z drugiej strony i radosne szczekanie z balkonu, kiedy wracam. A poza tym stały meldunek w ciągu dnia – chodź, zobacz, co się dzieje na podwórku!!!!

Kasia, która mieszkała ze mną jakiś czas, mówiła, że kiedy wychodziłam, Korek cichuteńko, rozpaczliwie wył przeciągle z tęsknoty…Ale nikomu już w ten sposób nie przeszkadzał. Sąsiedzi mają dużego psa, który godzinami sam zostaje w domu, kiedy wychodzą do pracy. Serce mi się kroi, kiedy codziennie słyszę głębokie, miarowe hau, hau, hau wyśpiewywane w równych odstępach czasu dźwięcznym basem za zamkniętymi drzwiami balkonu.

„Psy – zmiana pana” narzucają, na nowych, wymienionych na jeden dzień właścicieli obowiązek  dostarczenia psu niebywałych zajęć i atrakcji…zapewne po to aby pies nie tęsknił za właścicielem. Inwencja celebrytów również będzie przedmiotem oceny weterynarza, jak mniemam. Uspołecznione psy ponoć nie stwarzają problemów ale z tymi zwichrowanymi psychicznie ze schroniska podejrzewam, że byłby już kłopot.

Resocjalizacja – proces modyfikacji osobowości jednostki społecznej w celu przystosowania jej do życia w danej zbiorowości, a w węższym rozumieniu w społeczeństwie polegający na tym, iż poprzez odpowiednie zabiegi kształtuje się jej normy społeczne i wartości, których nie miała ona możliwości przyswoić wcześniej w trakcie socjalizacji jednocześnie powodując, iż rezygnuje ona z przyswojonych do tej pory reguł działania będących sprzecznymi z systemem aksjonormatywnym tej zbiorowości/społeczeństwa – Wikipedia.
W dzisiejszych społeczeństwach funkcję pomocy w kształtowaniu norm społecznych spełniają psychologowie, księża, pedagodzy, szamani…..więzienia, zakłady poprawcze, szkoła, praca i rodzina a jeśli chodzi o psy….ich rożni właściciele, różne otoczenie i psi psychologowie. Jestem przekonana, że ci ostatni mają pełne ręce roboty. Pies pieskowi nierówny.

„….chcecie czy nie chcecie,
pieski – maskotki są na świecie
i nic w tym złego nie znajduję……”

Zdjęcia: Archiwum Jarzębiny, sierpień 2011

P.S.Joanna Krupa uratowała 52 psy! Modelka bardzo zaangażowała się  w pomoc zwierzętom. Ostatnio pojawiła się w telewizji śniadaniowej z trzema bezdomnymi pieskami. Dzięki niej schronisko „Na Paluchu” pobiło rekord adopcji – Onet 30 sierpnia br.

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pieski świat i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kartki z kalendarza

  1. Kasia pisze:

    Ale pięknie Korek wyszedł na tych zdjęciach. I jakie piękne oczka :)

    Dodam, że identyczną role mogą pełnić kotki ;) czyli do tarmoszenia, przytulania, do poczucia bezpieczeństwa (i vice versa) a nawet do rozmowy i zabijania samotności ;)

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free