Gołębica
Przez wiele lat miałam sąsiada, który z kolei posiadał sporych rozmiarów gołębnik. Gołębie pocztowe były jego pasją, potrafił o nich godzinami opowiadać, brał udział w zawodach, to znaczy w zawodach brały udział jego gołębie, należał do stowarzyszeń gołębiarzy i pisał artykuły do pism fachowych. Przynosił mi filmy na wideo, z których najciekawszy opowiadał o możliwościach gołębiego oka. O możliwościach gołębiego serca filmu nie widziałam, więc nie wiem, skąd się wzięło powiedzenie o gołębim sercu symbolizującym wrażliwość, czułość i dobroć. Może stąd, iż skrzydła i grzbiet gołębia układają się na kształt serca – symbol miłości a może stąd, że rydwan bogini miłości, Afrodyty, zaprzężony był w gołębie. Gołąbki miłości splecione z obrączkami widnieją na niejednym, ślubnym zaproszeniu a gruchanie pary zakochanych gołębi na parapecie o piątej nad ranem, oprócz tego, że doprowadza śpiących po drugiej stronie okna do szału, stało się przysłowiowym znakiem miłości. O gołębiach pocztowych, posłańcach listów miłosnych, też warto wspomnieć.
Pękła dziś we mnie
Czy wiesz kochany, że pękła dziś we mnie
Ostatnia mnie z tobą łącząca nić
Wraz z nią odfrunęły pocztowe gołębie
Bez ptaków dalej przyjdzie mi żyć
Odepchnąłeś rękę wyciągnięta do Ciebie
Niechcianej miłości dałeś tym znak
Że nic już nie znaczę, gdy w swoim gniewie
Kolejny gołąb odleciał, ostatni już ptak
Czy wiesz kochany, że rozdział zamknięty
Na drzwi zatrzaśnięte nadszedł czas
Tyś z mojego serca na zawsze wyklęty
Gdy w piersi nosisz nieczuły głaz
Nie będę dla Ciebie już snuć opowieści
Dla Ciebie żadne nie powstaną strofy
Gołąb odleciał i już żadnych wieści
Ptak nie dostarczy, nawet, że kochasz…
Ale skąd mięso zawinięte w kapustę dostało miano gołąbków, to już najtęższe głowy nie wiedzą. Mnie kojarzy się tylko powiedzenie: przez żołądek do serca.
Gołębie udomowili Fenicjanie około sześciu tysięcy lat temu. Słano nimi na dalekie dystanse wieści o wielkich wydarzeniach i prośby o pomoc ale nie wszystkie ptaki docierały do celu. Drogą selekcji wyodrębniono wreszcie te najsilniejsze i najbardziej przywiązane do gołębnika by uznać je za osobną rasę dopiero dwieście lat temu. Szkolenie gołębi pocztowych odbywa się między innymi metodą „wdowieństwa”, w której wykorzystuje się pociąg samca do samiczki, gdyż u gołębi popęd płciowy jest wyjątkowo silnie rozwinięty.
Zakochany gołąb wracając do swojej dziewczyny w gołębniku pokonuje bez odpoczynku, jak szalony, setki kilometrów a potem…grucha z nią i grucha….i dalej już wiadomo, co się dzieje.
Szybowce pocztowe
Dwa gołębie przysiadły na moim parapecie
Obrączkami złączone ślubnymi zawczasu
W jednym gołębniku chowały się przecież
Adres w pamięci, nie trzeba kompasu.
W jednym ruchu, cudownie, dwie główki
Pod skrzydła wtuliły tuż przed zmrokiem
Jednego ptaka dwie identyczne połówki
Ukryte głęboko pod skrzydłem szerokim.
Zmęczone powrotem do domu z daleka
Szybowce pocztowe mają lądowisko
Noc przetrwają w pobliżu człowieka
Ciepło domu przez chwilę jest blisko.
O poranku do siebie gruchały zawzięcie
Papużkom nierozłączkom jakże podobne
Z wielką miłością i z wielkim przejęciem
Znowu do lotu w każdej chwili sposobne.
Gdzie były. Komu wieści dobre zaniosły
Nim strudzone przysiadły za moim oknem
Wraz z listem przywitał je śmiech radosny
Kogoś, kto obrączkę założy na wiosnę?
Ziarno sypnęłam szarym posłańcom
Dobrych wieści niech nie żałują nikomu
Choćby z dalekiego gdzieś świata krańca
Bez kompasu trafią z powrotem do domu.
Puste me okno, nie słychać gruchania
Lecz ja ziarno wciąż trzymam w pobliżu
Może z wieścią inny posłaniec kochania
Gołębiem pocztowym lot tutaj swój zniży.
Nie, nie…to nie dlatego, czyli nie dla seksu, wybrałam gołębia na „mój skrzydlaty okaz tego lata.” Chciałam zrobić zdjęcie gołębi na mojego bloga Jarzębiny jako ilustrację do wiersza. Jedno mam, świetnie uchwycone ale stare już zdjęcie z gołębiami z Wenecji. Na Placu Świętego Marka gołębie nic sobie nie robią z podziwiających zabytki turystów, znienacka siadają im na głowach i ramionach stanowiąc porównywalną do Pałacu Dożów atrakcję. Krakowskie gołębie uprzykrzają zaś życie mieszkańców miasta i Mickiewiczowi na Starym Rynku, cierpliwie znoszącemu na pomniku ich poczynania ale gołębie te mają za to chwalebną przeszłość a nawet i swoją legendę. Zdjęcia krakowskich gołębi nie posiadam….
Albo na przykład zdjęcie białego gołąbka byłoby warte grzechu. Wszak to symbol przyjaźni, dobrej woli i pokoju między narodami. Jego symbolika wywodzi się ze Starego Testamentu (ikonografia Ducha Świętego w Kościele katolickim) ale do współczesnej historii przeszedł głównie za sprawą Pabla Picassa, który wymalował wizerunek białego gołębia na serwetce we wrocławskim hotelu „Monopol” a ja z zawodu jestem hotelarzem.
Gołębie w sztuce to szeroki temat na niejedną pracę naukową z wyłączeniem gołębi w sztuce prestigitatorskiej, wypuszczanych sprytnie przez magika z kapelusza oraz chmury gołębi wypuszczanej w niebo na stadionach przy różnych okazjach. Ja pracy naukowej o gołębiach nie piszę, chociaż trzeba przyznać, że gołąb na przestrzeni dziejów dorobił się niezłej oprawy i można by się na nim pewnie i doktoryzować. Przyglądam im się tylko, kiedy podziwiamy z moim psem kaczki i łabędzie pływające na stawie w pobliskim parku.
Ponieważ ptaki są dokarmiane przez mieszkańców miasteczka gołębie również załapują się do tej miski żyjąc z innym ptactwem w tym względzie w symbiozie. Tego innego ptactwa jest sporo w powietrzu i na drzewach ale ponieważ jestem początkującym fotografem amatorem, który dopiero co zafundował sobie aparat, ciągle napotykam na przeszkody, żeby uchwycić, to co chciałabym, w obiektywie.

Tego dnia zasiadłam na ławce w parku a mój pies jak zwykle, zachwycony wszystkim, co się rusza, obserwował pływające po stawie kaczki. Najpierw na ścieżce pojawiła się samotna gołębica a chwilę później nadleciał samczyk i zaczął ją bacznie obserwować z pewnej odległości.
- chętnie poderwałbym tę panią
zagruchał do mnie figlarnie mrużąc jedno oko a potem dodał:
- niezła laska, nieprawdaż?
Przytaknęłam ruchem głowy zaintrygowana dalszym rozwojem wypadków na równi z moim psem, który odpuścił kaczki i zawiesił wzrok na gołębiach.
- sądzisz, że mi się uda? Tak, po prostu, na ulicy?
Nie czekając na moją odpowiedź samczyk ruszył pewnym krokiem w kierunku dziewczyny, obszedł ją dookoła raz i drugi a potem rozwinął skrzydła i zgrabnie wskoczył jej na plecy. Gołębica nawet się nie obejrzała a już była jego.
- no, no…ależ trzeba tupetu, pewności siebie i odwagi – pomyślałam – żeby tak od razu, nie bawiąc się w konwenanse? To ma być symbol miłości?
Chyba jestem romantyczna i starej daty. Za chwilę pewnie ktoś powie, że gdyby głupota miała skrzydła, to latałabym, jak gołębica. A swoją drogą miłość ponoć uskrzydla…więc może warto sobie te skrzydła przyprawić?
Opowiadanie wysłane na konkurs „Mój skrzydlaty okaz tego lata” – http://fotoptaki.art.pl/portal.pl; Zgodnie z regulaminem do opowiadania można było załączyć tylko jedno zdjęcie.