Dawno mnie tutaj nie było. Mieliśmy ciche dni z Jarzębiną, to i się nie odzywałem.
Wszystko poszło o króliczka i zaczęło się jeszcze w Wiśle. Przez tego króliczka o naszym wyjeździe prawie nic nie opowiedziałem a było o czym. Teraz już niewiele pamiętam, gdyż psy mają pamięć błyskową i jak nie ma skojarzenia to nie ma pamięci. Wczoraj przy akwarium skojarzyłam fontannę pośrodku miasta. Koniecznie chciałem sprawdzić, czy są w niej rybki ale Jarzębina mi nie pozwoliła. Bała się, że przyjdzie straż miejska i zrobi się problem w postaci nieżywej ryby. Nieżywej, nie zdechłej, podkreślam! Zrobiła ze mnie mordercę ryb.
Wszystkie rybki śpią w jeziorze, ciurala ciurala ciurala la
A pies ich drapał! Niech śpią!
Ja się dzisiaj nie położę….ciurala ciurala ciurala la
Wczoraj tego rodzaju nieporozumień nie było. Były za to rybki, które przemieszczały się za szkłem i mogłem się tylko oblizać ich widokiem. Trochę ich tam było i każda była inna. Szczególnie mi się spodobała taka czarna w welonie…machała mi welonem bez przerwy przed nosem i to machanie było nie do zniesienia. Ciekawe, czy Jarzębina też się tak denerwuje, kiedy ja macham ogonem a ona musi na to patrzeć?
Spędziłem przy tym akwarium dobre kilka godzin. To lepsze niż telewizja. A szczególnie ta mała, czarna w welonie była bardzo interesująca…..Tylko jedna spać nie może, ciurala ciurala ciurala la…
Jarzębina była zła jak osa, bo jej cały Boży dzień fachowcy od auta zagospodarowali. Najpierw ją wypuścili na ulicę bez świateł i kierunkowskazów, połapała się dopiero po godzinie, jak to Jarzębina i musieliśmy wracać do akwarium poprawiać elektrykę. Jej kolegę to kiedyś wypuścili z warsztatu z niedokręconymi kołami a inny znajomy opowiedział jak następuje:
- w latach siedemdziesiątych mój kolega z pracy, jak odebrał samochód, Syrenkę z warsztatu, to na łuku drogi wjechał w furmankę, bo się okazało, iż nie skręcili układu kierowniczego, tylko był włożony a nie dokręcony….
Teraz już wiem, kto to są fachowcy. Na sam koniec oglądania akwarium rąbnęli mi moją
miskę, która stała przy wejściu do budynku. Jarzębina kazała im szukać, bo w przeciwnym wypadku, powiedziała, zarekwiruje im auto zastępcze…
Znaleźli tę moja miskę. Powiedzieli, że jeden z kolegów pożyczył sobie do śniadania. Szkoda, bo bryka zastępcza była duża, nie to co nasza i w fajnym kolorze. Bezpiecznym. Jarzębinę na drodze na kilometr było widać a przy okazji mnie też.
A z tym króliczkiem w Wiśle to też już średnio ale co nieco pamiętam. Spotkałem tam jednego i bardzo mi się spodobał. Chciałem go pogonić, bo słyszałem, że to najlepsza zabawa na świecie……gonić króliczka. Tak mówią, że nie chodzi o to, by złapać króliczka ale by gonić go. Taka zabawa jak w kotka i myszkę.
No i stało się…
Jarzębina zrobiła mi wykład, że już dawno się powinno skończyć z tym mitem, że on wynika tylko i wyłącznie z braku odwagi, że jest ucieczką przed bliskością i szczerością….i dalej nie pamiętam A po przyjeździe zamówiła dla mnie legowisko. Będzie mnie wyrzucać z łóżka!
Facebook
Zwierzolubni