Jakież było moje zdumienie, kiedy to po przyjeździe do Wisły w zeszłym tygodniu udałam
się na spacer deptakiem i nagle, na Placu Hoffa, w samym centrum miasta, w cieniu kościoła ewangelickiego i na tle nowej sali gimnastycznej dobudowanej do szkoły o profilu sportowym, wyrosła przed moimi oczami „Warszawska” Syrenka. Zrobiona ze stalowych płaskowników, słonecznie pomalowana na żółto, wymachująca mieczem i z tarczą przy piersi. Napis na postumencie głosi: „Dar miasta Warszawy dla mieszkańców Wisły za finansową pomoc w odbudowie stolicy po zniszczeniach II wojny światowej”. Zaintrygowana udałam się do Miejskiej Biblioteki Publicznej, która na równi z Muzeum Beskidzkim przechowuje wiedzę o tym bliskim mi rejonie aby zapytać, skąd się ten pomnik nagle wziął.
- dostaliśmy w prezencie od Warszawy w latach pięćdziesiątych ale bliżej niewiele wiadomo
Zapytałam więc znajomych wiślan, czy coś wiedzą o Syrence.
- sami jesteśmy zaskoczeni. Stała przez lata tutaj gdzieś w krzakach ale jak się tysiąc razy przechodzi obok, to już się nie zauważa. Teraz jest widoczna.
Ja pewnie też z tysiąc razy przechodziłam obok i nie zauważyłam. Na końcu zajrzałam do Internetu, żeby wyczytać, iż mieszkańcy Wisły odpowiedzieli bardzo spontanicznie, w drodze akcji publicznej, na patriotyczny apel władz stolicy o udział w odbudowywaniu miasta po wojnie. Okazali się niebywale hojni i stolica podziękowała im w ten oto sposób. Muszę przyznać, że po pierwszym zadziwieniu moje odczucia ustaliły się na bardzo pozytywnym poziomie, chociaż pomnik budzi wśród mieszkańców wiele kontrowersji. Skojarzyłam sobie bowiem, że ja, warszawianka, też oto właśnie stoję po środku placu Bogumiła Hoffa niczym ta Warszawska Syrenka a moje życie nierozerwalnie związane było i z Wisłą i z Warszawą.
Stanęłaś tutaj, po środku miasta
Wokół którego gór tyle wyrasta
Skąd Wisły źródła biją czyste
Kochasz Warszawę, kochasz też Wisłę…
Jak ja związana ze stolicą nad rzeką
Z której do Wisły tak czasem daleko
Od warszawskiej Wisły - szarej i brudnej
Do przejrzystego zawracasz źródła….
Trochę, jakby kijem Wisłę zawrócił. Biblioteka mieści się również przy Placu Hoffa , „odkrywcy Wisły”, w budynku Domu Zdrojowego, w którym to swego czasu tańczyłam na dancingu (Opowiadanie: Five o’clock) oraz zalewałam się łzami na ich wyciskaczu pod tytułem „Markiza Angelika” z Michèle Mercier w roli tytułowej.
W hallu tegoż domu stoi rzeźba Adama Małysza wykonana z białej czekolady przez Stowarzyszenie Cukierników RP w 2001 roku. Figura ma 2,5 metra wysokości i waży 180 kg. Nie wiem, skąd cukiernikom RP przyszedł taki pomysł do głowy…Biała czekolada ma w sobie kakao tyle co nic i niektórzy z tego powodu nawet nie uznają jej za czekoladę a tylko za substytut czekoladopodobny. Nie wiem czym sobie Adam Małysz zasłużył na substytut u cukierników. Najlepsza jest ta gorzka, moja ulubiona. Zawiera minimum 70% miazgi kakaowej.
Gorzka czekolada
Przeszedłeś obok, ominąłeś mnie wzrokiem
Spokojnym szedłeś ale i zmęczonym krokiem
Nie chciałeś rozmowy, nie chciałeś mnie znać
Cóż Ci miły więc mogę od siebie dziś dać….
Kilka malin Ci dam i poziomek dam słodkich
Truskawkę w gorzkiej czekoladzie zanurzę
Brzoskwinię w folii dam ze srebrem i złotkiem
I orzechów garść, owoce dam małe i duże…
Niech Cię mój podarek dziś pocieszy, rozbawi
Pyszna jagoda w ciemnej czekoladzie ukryta
Gdy folię zdejmiesz, słodki owoc niech sprawi
Że uśmiech znowu na twej twarzy zawita…
Może mnie ujrzysz, nie miniesz ukradkiem
Pozdrowisz z daleka, krok nabierze rozmachu
I w folii ze złotkiem gorzką mi dasz czekoladkę
Którą z myślą o Tobie jadła będę ze smakiem….
Wisła wystawiła już naszemu skoczkowi pomnik. Jest nim skocznia narciarska w Wiśle
Malince im. Adama Małysza. „Jest to druga, obok Wielkiej Krokwi w Zakopanem, tego rozmiaru skocznia w Polsce. Na trybunie głównej znajdują się 1233 miejsca, oprócz tego zawody może oglądać około 10 tysięcy osób korzystając z miejsc stojących. Obiekt wyposażony jest w igelit, sztuczne oświetlenie oraz wyciąg krzesełkowy.” – Wikipedia.
Akt erekcyjny pod budowę podpisał na Placu Hoffa w 2003 roku Aleksander Kwaśniewski, który również był obecny przy jego wmurowaniu w 2005 roku. Prezydentów to Wisła często widuje ale o tym kiedy indziej. Budowa skoczni się niestety ślimaczyła z różnych powodów, o których opowiadał mi mój wiślański znajomy, Franciszek Drewniok. http://www.wisla.pl/Turystyka,4/Szlaki_spacerowe a których tutaj nie będę przytaczała, gdyż o „wiślańskich perypetiach” Francik opowiada najlepiej, wszak jest mieszkańcem tego miasta i przewodnikiem beskidzkim.
Tym razem, w czasie pobytu mocno zainteresowała mnie stara szkoła w Wiśle z 1824 roku jako miejsce pobytu mojej jasnowidzącej babki po ucieczce z Zaolzia. W tamtych czasach Wisła dysponowała 18 szkołami. Popijając (niezłą!) kawę ze znajomą w kawiarni Domu Zborowego nawiązałyśmy o tejże szkole rozmowę. Najbardziej prawdopodobna wydała mi się ta właśnie, położona vis a vis kościoła ewangelickiego. Należała i należy do parafii ewangelickiej, na piętrze mieszkał w tamtych latach dwudziestych kierownik szkoły a pomieszczenia na parterze przeznaczone były dla „pracowników” parafii, w tym dla kompozytora Jana Sztwiertni (1911-1940). „Od roku 1933 pracował w szkołach w Wiśle Głębcach oraz w Wiśle Centrum. Prowadził chór kościelny oraz grał na organach w kościele. Pisał drobne utwory do użytku szkolnego i kościelnego, fugi, preludia, chorały, kantaty. W 1932 roku napisał operę „Sałasznicy” na motywach ludowych z okolic Wisły. Oparta była ona na opowieści wiślańskiego bajarza Ferdynanda Dyrny, który przyszedł do Sztwiertni z gotowym librettem. Śpiewogra zdobyła wówczas dużą popularność.” – Wikipedia.
Niewykluczonym jest, że parafia udzieliła wtedy schronienia również samotnej matce z dwójką
dzieci. Podążyłam także swoim własnym śladem, czyli zrobiliśmy sobie z Korkiem, moim psem spacer po parku do pomnika niedźwiadka, przy którym dawno temu mój tata mnie sfotografował. Miś od tamtego czasu dorobił się potomstwa w postaci dwóch białych niedźwiadków polarnych, co niesłychanie mnie rozbawiło. Korek w niczym nie przypomina tamtego bernardyna, więc zdjęcia z nim sobie nie zrobiłam.
W tym samym Parku Kopczyńskiego mieści się muszla koncertowa, którą również pamiętam w zupełnie innym wydaniu. Modernizacja wiślańskiego amfiteatru zakończyła się w 2010 roku a jego patronem został prof. Stanisław Hadyna (opowiadanie „Jasnowidząca z Wisły – cz. 11). Konstrukcja wraz z zadaszeniem wygląda świetnie, leciutko i nowocześnie.
Wracając do „Warszawskiej” Syrenki stojącej w centrum miasta, to Wisła ma jeszcze jedną, piękną kobietę uwiecznioną w pomniku. Jej pierwowzór odlany z brązu był autorstwa dłuta Konstantego Laszczki i odsłonięty został z okazji Pierwszego Święta Gór w 1938 roku. W chwilę później zniszczony został przez hitlerowców a nową postać kobiety stworzył Artur Cienciała w 1975 roku. Przedstawia ona Ślązaczkę u źródeł Wisły.



Facebook
Zwierzolubni