Pani Julii W. poświęcam
Błękitnym zmierzchem wieczór wstaje,
snując się sennie między bzami….
Płateczki zamknął już jabłoniom
i dzwonów słucha – co gdzieś dzwonią,
gdzieś – między rzeką i górami….
Coś mi się marzy, coś się zdaje,
gdy w listków gęstwie nurzam ręce,
o życiu marząc – jak w piosence.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - - -
Gdybyś Ty dobra, droga Pani
drugą mateńką moją była,
jak ta prawdziwa – dobrą, własną,
barwne bym wieńce Tobie wiła
i obsypała Cię kwiatami
i baśń Ci snuła złotą — jasną –
szczęściem i łzami przeplataną….
Gdzieś by pachniały bzów okiście,
gdzieś by szumiały ciemne liście – -
Ktoś by całował Twoje dłonie
i ktoś szeptał — matuś — mamo –
*
W zielonej gęstwie nurzam ręce…
Majowy wieczór – jak w piosence…
- Gdzieś w sennej dali dzwony dzwonią,
a kwiaty płyną ku mym dłoniom
i bielą płatków chłodzą skronie….
*
To bajka tylko……I tak przecie
niewiele bajek jest na świecie….
Gdzieś jednak pachną bzów okiście
i szumią – szumią ciemne liście –
a ja, gdy ujrzę postać znaną
uśmiech jej poślę mój najszczerszy
i szukam – szukam dla niej wierszy
i w myślach szepczę – matuś -mamo – -
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - — – - – - – -
W błękitnym zmierzchu góry giną
i tylko dzwony jeszcze dzwonią
i tylko chłodu mało skroniom
i tylko płatki lecą – płyną –
Janka Pilchówna, Wisła 1938; „Hejnał” 1938, R10, z.7
Facebook
Zwierzolubni